Bolo foto

Kim jest Bolo?

Artysta tak odpowiada na to pytanie:

Bolo to muzyk, 28 lat, podróżnik-autostopowicz, nauczyciel gitary, dziennikarz. Zjeździłem Europę grając na ulicach, dorabiałem występując w knajpach, gram na 6, 8 i 12-strunowcach, śpiewam i cieszę się życiem.

Po kilku dobrych latach grania i śpiewania w warszawskich projektach – od bluesa, przez hard rock po death metal – postanowiłem wziąć muzyczne sprawy w swoje ręce i nagrać solowe numery, które zbierałem od lat. Pierwsza płyta pt. „Tam”, nagrana w domu, ukazała się w 2013 roku. Sprzedawałem ją głównie na koncertach. Najnowszy, drugi album pt. „Outside The Box” ukończyłem w maju 2014 roku, nagrywając wszystko samemu – od gitar i mandoliny, przez perkusjonalia, po wokale prowadzące i chórki. Teksty moje, muzyka moja, teraz pozostaje dzielić się tym tworem ze światem”.

Dokąd uciekasz podróżując po Europie autostopem i czy te podróże mają dużo wspólnego z tym gdzie uciekasz muzycznie, z tym co tworzysz?

Oczywiście, że mają dużo wspólnego z moją twórczością, jednak nie w sposób bezpośredni. Nie opisuje konkretnych miejsc w których byłem, tylko raczej pewne przemyślenia, które mi przychodzą do głowy. No i niekoniecznie uciekam, po prostu szukam innych miejsc w których mogę się odnaleźć. Aczkolwiek w Warszawie, czyli w moim rodzinnym mieście, jak i we Wrocławiu, gdzie obecnie mieszkam, odnajduje się bardzo dobrze.

No właśnie, zastanawiałem się jak powstaje Twoja twórczość. Jak sam mówisz, jakaś jej część powstaje podczas tych podróży. Jak to jest? Rodzi się pomysł, zajawka czy od razu powstaje tekst i komponujesz muzykę.

Bywało, że powstawał jakiś numer, który katowałem, szlifowałem przez kilka nocy, żeby potem wyrzucić go gdzieś do kosza i przypomnieć sobie o nim dwa miesiące po powrocie. A było też tak, że pogrywając z jakimiś lokalnymi muzykami wychodziły nam konkretne motywy, które włączałem do swoich piosenek. Ale proces kończenia utworów na sto procent zachodził już w domu.

Będąc za granicą, grywałeś w różnych miejscach. I na ulicach i w knajpach. Jak byłeś tam odbierany? Mówiłeś, że jesteś z Polski?

Jeśli pytali, to mówiłem, jeśli nie to po prostu pozwalałem im się cieszyć muzyką, bez względu na to skąd jestem. Niekiedy sobie pozwalałem na zaśpiewanie jakiegoś numeru po polsku, na przykład Czesława Niemena – i taki Niemen zaśpiewany w Szwajcarii czy we Włoszech daje inny efekt niż w Polsce. Ludzie się zatrzymują, nie wiedzą o co chodzi. Zastanawiają się co to za język. Czy może rosyjski czy też czeski, bo nie czają do końca różnicy. Naprawdę fajnie jest patrzeć na ich reakcje. Były też żarty. Byłem z kumplem (pozdro Larwa!) w Mediolanie, graliśmy na takim dużym placu i Larwa zaczął śpiewać jakąś improwizowaną piosenkę… o wypróżnianiu się! Przechodzący Włoch zatrzymał się i mówi z aprobatą: „hmm, niezłe!”.

Jak według Ciebie w Polsce są odbierani uliczni grajkowie? Czy mamy ukształtowaną kulturę grania na ulicy czy grania po knajpach?

Busking i granie w knajpach trochę się od siebie różnią, ale tak czy inaczej w Polsce ludzie chyba mniej nastawiają się na autorską twórczość. Myślę, że im bardziej na zachód, tym postać ulicznego grajka jest bardziej znana. Świadczą o tym chociażby regulacje prawne. W Polsce zasady grania na ulicy nie wszędzie są jasne – „tutaj można grać, tutaj nie można, tam nie wiadomo”. Często nie wiadomo też jak dostać licencję. Za granicą masz konkretne reguły. Dostajesz z miejsca licencję. I w Berlinie czy Genewie możesz sobie grać i jesteś pewny, że nie będzie żadnego problemu. Jest to uregulowane jak inne zawody. Choć moim zdaniem każdy powinien grać tam, gdzie chcą go słuchać!

Muzyk uliczny za granicą jest też bardziej doceniany niż w Polsce?

Wydaje mi się, że tak. Patrząc z kolei pod kątem zarobków, to im więcej turystów, tym więcej kasy. W Paryżu czy Berlinie wynagrodzą cię sowiciej niż w Krakowie. Chociaż jest to też kwestia waluty… dwa Euro, to jak nasza dyszka.

Twoja przygoda z muzyką zaczęła się od metalu. Z perspektywy Twojej dzisiejszej twórczości są to dwa odmienne bieguny. Jak doszło do tej zmiany?

Zupełnie naturalnie. Gitara akustyczna towarzyszyła mi od zawsze. Stała zaraz obok elektryka i kiedy grałem sobie w jakichś mocniejszych kapelach, a było ich parę, to równocześnie w domu tworzyłem swoje akustyczne numery. Nawet gdy grałem death/thrash metal wymyślałem bardziej melodyjne rzeczy, tak już mam. Jednak w pewnym momencie ilość tych kawałków przeważyła nad tym co robiłem dla świata metalu, hehe. I powstały z tego już dwie płyty.

To nastąpiło już po odejściu z kapel metalowych?

Tak, aczkolwiek pierwszą płytę nagrywałem będąc jeszcze w Matraszaku, gdzie śpiewałem. To była kapela hardrockowa, czyli stylistycznie już nie tak daleko. Wiele rzeczy się działo równocześnie.

Polski rynek muzyczny, jakby nie było, jest bardzo trudny. Mamy od kilkunastu lat „Michała Wiśniewskiego”. Co roku w innej formie – raz ma na imię Ewelina, a innym razem Piotr. Ciężko jest wybić się dobrej muzie. Śpiewając dzieła Byrona lub Frosta niestety raczej w żadnej polskiej stacji radiowej nie zaistniejesz. Ciężko jest się w Polsce wybić?

Jeśli Michała Wiśniewskiego uznać za to czym jest mainstream, to faktycznie mamy problem. Ale moim zdaniem dzisiejszy rynek bardziej otwiera się również na alternatywnych wykonawców, choćby dlatego, że jest Internet. Nie stawiałbym roli tradycyjnego radia tak wysoko, mamy bowiem rozgłośnie internetowe, są portale, media społecznościowe – i mają one dużo większą siłę rażenia. Radio dociera do jakiegoś tam ogółu słuchaczy. A mi nie zależy na tym, żeby każdy nucił moje piosenki, żeby być kimś rozpoznawalnym i żeby śpiewać sobie na „Sylwestrze z Jedynką”. Nie oto mi chodzi. Moim celem jest dotrzeć do konkretnych, myślących ludzi, którzy są zdolni do polemiki i od których czegoś mogę się też nauczyć. Docieram do nich promując się pocztą pantoflową, na Facebooku czy Youtube.

Czyli można do tematu podejść zupełnie oddolnie?

Tak. Doskonałym tego przykładem jest zespół Kabanos. Pamiętam ich jeszcze sprzed dziesięciu lat, kiedy koncertowali tylko w Piasecznie i okolicach, grając jajcarskie przeróbki Limp Bizkit. Byli bardzo konsekwentni, udało im się wejść do mainstreamu alternatywy, właśnie dzięki pracy u podstaw. Potem oczywiście media się nimi zainteresowały, ale nastąpiło to chyba dopiero wtedy, gdy zespół zdobył już jakąś renomę. Podobnym przypadkiem jest zespół COMA. Istnieli od kilku dobrych lat, ściągając tłumy na swoje łódzkie koncerty, gdy łaskawy Pan z wytwórni zdecydował się podpisać z nimi kontrakt. I co? Coma jest jednym z bardziej rozpoznawalnych zespołów rockowych w Polsce.

Płytę nagrałeś sam, a powiedz jak będą wyglądały koncerty? Będziesz tworzył band, czy raczej będzie to w dalszym ciągu samodzielne granie?

Zamierzam nagrać samodzielnie jeszcze minimum jeden album, ale kompletuje również zespół. Moja muzyka tego potrzebuje. W utworach na „Outside The Box” nagrałem kilka wokali, kilka gitar, perkusjonalia i w rezultacie nie jestem w stanie tego odtworzyć na koncertach.

Zespół grający muzykę alternatywną, udając się do programu typu X Factor, w dalszym ciągu może uważać się za alternatywny?

Jeśli ma możliwość zaprezentowania gdzieś swoich talentów, to czemu miałby tego nie zrobić? Niech się chłopaki promują gdzie tylko mogą. Podobną opinię słyszałem ostatnio z ust Piotra Roguckiego. Nie jestem miłośnikiem tych programów, ale myślę, że jest to szansa dla wielu zespołów, którą warto wykorzystać.

Czyli to jest dobra forma promocji, tak?

Pewnie, jeśli zespół ma coś ciekawego do przekazania, to warto to robić wszelkimi drogami.

Kiedy słucham numeru „Drzewo”, to widzę kogoś bardzo przywiązanego do ojczyzny, patriotę. Niewątpliwie jesteś człowiekiem otwartym kulturowo, podróżujesz po Europie, grasz w różnych miejscach. Czy można powiedzieć, że reprezentujesz formę patriotyzmu kulturowego?

Bardzo ważny jest dla mnie patriotyzm kulturowy i historyczny – należy szanować to skąd się wywodzimy. Historia cały czas się toczy i trzeba umieć umiejscowić siebie jako człowieka w jej kontekście. Nie można myśleć, że zaczyna się ona wraz z momentem naszych narodzin, a wydarzenia sprzed 30 lat nie mają znaczenia i nie wpływają na nasz los. Mają zajebisty wpływ i trzeba to sobie uświadomić. I jest to też rodzaj patriotyzmu. Oczywiście to pojęcie zostało przez media i polityków wynaturzone, kojarzy się, tak jak nacjonalizm, ze skrajnością. A tu nie chodzi o skrajność, tylko o świadomość tego co nas otacza, skąd się wywodzimy i czego musimy bronić, żeby pozostać sobą. To są względnie proste rzeczy, tylko ludzie jakoś o tym zapominają.

Jak to jest grać przed Everlastem?

Zajebiście! (śmiech) Uwielbiam koncerty, na które przychodzi publika, której kompletnie nie znam i mogę zobaczyć wtedy te spontaniczne reakcje. Na przykład w Poznaniu ludzie tłumnie przyszli już na support, czyli na mnie, żywo reagowali, podchodzili po koncercie, pisali do mnie na Facebooku, kupowali płyty. Natomiast jeśli chodzi o samego Everlasta, nie dało się go niestety poznać. Chodzi cały czas z obstawą i właściwie z całej ekipy, która mu towarzyszyła i liczyła ponad 10 osób, kontakt z nim miały tylko dwie osoby. W tym jego sideman. Polski menadżer trasy nawet nie mógł podać mu ręki. Podobno Everlast jest też trochę nieobliczalny, a poza tym kiedyś boksował, także można od niego zaliczyć dobrą bombę w ryj! Ale mógł mnie posłuchać, ja słuchałem jak on grał! (śmiech)

A propos koncertów, dużo obecnie grasz?

Teraz niestety nie. Mam w planach klika występów we Wrocławiu i w Warszawie ale skupiam się na komponowaniu i kompletowaniu zespołu. No i niedługo wracam do gry na ulicę!
Czy plany wydania w połowie 2015 roku trzeciej płyty są nadal aktualne?

Nie wiem czy w połowie, ale chciałbym, żeby jeszcze w 2015 roku płyta się ukazała.

 Czyli na grubo. Co roku płyta?

Mam dużo niedokończonego materiału, a jakbym chciał zrobić tą płytę dziś, to starczyłoby na 6, 7 numerów. Ale chcę to wyselekcjonować, spiąć w jakiś koncept. Poza tym kawałki muszą też trochę poleżeć. Na przykład zanim „Drzewo” znalazło się na YT musiało poczekać ze dwa miesiące. Nie ufałem do końca temu numerowi, ale potem stwierdziłem: „wrzucamy”. No i siadło.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "[WYWIAD] Autostopem z gitarą – czyli Bolo!"

Dodaj komentarz

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
trackback

[…] Oto wywiadzik dla portalu muzykoholicy.com. Miłego! LINK […]

wpDiscuz