Oczi cziorne fociszka
fot: Krzysztof Sadowski

 

Patrząc na historię zespołu, to za trzy lata będziecie obchodzić 30-lecie…

 Ja nie liczę ( śmiech). Czuję się tak, jakby to wszystko zaczęło się wczoraj. Oczywiście mam świadomość historii i szeregu wydarzeń dookoła zespołu, ale nie ma to większego (jak dla mnie) znaczenia. Podświadomie wypieram takie rzeczy i w ogóle się nad tym nie zastanawiam.

 Czyli nie obchodzicie żadnych rocznic zespołowych, nie robicie jubileuszy?

Myślę, że bardziej podchodzimy do tego co jest tu i teraz. Po buddyjsku. To nas konserwuje i dodaje sił..

 Zespół miał różne przerwy, bądź aktywność znacznie się zmniejszała. Czy próbowałyście podliczyć ile zespół nie istnieje, a funkcjonuje?

 Ja nawet bym chyba nie chciała żeby ktokolwiek podliczał. W naszym przypadku nie ma takiej potrzeby. I tak nic by to nie zmieniło .Cieszmy się z tego, co jest. Napędzamy pozytywną energią, zainteresowanie zespołem bardzo nas cieszy  i to wydaje mi się, że to jest najważniejsze.

A z czego wynikały te przerwy? Gdy wracałyście na scenę, to za każdym razem był entuzjazm a zainteresowanie zespołem trwa nadal. Co było powodem tego, że zespół zawieszał działalność?

 To wygląda trochę inaczej. Każda z nas to oddzielna historia, oddzielne życie, życiowe sytuacje, problemy, które trzeba ogarnąć. Ja myślę, że kobiety w ogóle mają zdecydowanie trudniej, bo musimy być wielozadaniowe i naprawdę dużo bierzemy sobie na głowę. Bardzo chętnie bym się poświęciła tylko i wyłącznie muzyce, ale nie mogę, bo mam całą masę innych obowiązków. Gdyby to nam było dane, to myślę, że w ogóle nie byłoby przerw, ale to trzeba wejść na tą tzw. falę i się na niej utrzymać. Jeśli ma się tzw. pasję, to bez względu na wszystko będzie się to dalej robiło, no a że zdarzają się przerwy. No cóż takie życie. Obecnie funkcjonowanie zespołu jest okupione również ciężką pracą i poświęceniem z różnych stron. Jowita – kierowniczka i kompozytorka zespołu dojeżdża na próby do Gdańska z Londynu, ja dojeżdżam z Warszawy, pracując przy okazji zawodowo i wychowując dziecko, także prawda jest taka, że  wykonałyśmy kawał solidnej roboty, doprowadzając sprawy do stanu obecnego.

A propos kobiet: zastanawiałem się nad płcią przeciwną w Waszym zespole, bo są w nim przecież też mężczyźni. Czy oni mają w ogóle coś do powiedzenia?

 Już ktoś kiedyś zadał to pytanie ( śmiech). Teoretycznie  chłopaki  mają głos, jednak, sami z siebie się nie odzywają, chyba jest im tak wygodnie a może się nas boją???. Rzeczywiście jest tak, że ostateczne decyzje podejmują dziewczyny – głownie Jowita i Anka. Żeby to nie wyszło jednak mega strasznie, to powiem (podsumuję) że w zespole jest równouprawnienie z przewagą dla kobiet i wszystkim z tym dobrze. Mamy podobne energie i płeć  nie ma tu żadnego znaczenia.

W całej historii zespołu to właśnie tylko mężczyźni się zmieniali, tak? Wasza trójka pozostawał bez zmian?

 Nie do końca. Generalnie trzon zespołu to Jowita i Anka,  ja doszłam niedługo po powstaniu zespołu, ale przede mną była jedna wokalistka – Marta Handschke, która teraz śpiewa w zespole Kobiety, od jakiegoś czasu jest Ewa Hronowska. Powiększyłyśmy zespół o tę część wokalną. To jest pewnego rodzaju utrudnienie, ale wokalnie wszystko tworzy bardzo interesującą całość, a o to nam chodziło. Trzeba dużo ćwiczyć, żeby zachować wokalną harmonię, ale warto to robić, bo efekt końcowy  jest bardzo ciekawy.

Wracając  jeszcze do tej dawniejszej historii zespołu, to w latach 80 grałyście w Jarocinie. Jakie wspomnienia?

 Mnie jeszcze wtedy w zespole nie było. To musiało być chwile przed tym jak ja dołączyłam do grupy. Pierwszy koncert, który ja pamiętam to w Kolejarzu w Gdyni. Objawiła się wtedy tzw. Trójmiejska Alternatywa. Razem z ówczesną perkusistką Ania miałyśmy ogromny stres przed koncertem i nie mogłyśmy przez długi czas  opuścić toalety. Tak, to był mały, zadymiony klub, masa ludzi, huk, wrzask. Punk rock pełną parą.

To była końcówka lat 80, lata buntu etc. Jak od tamtego czasu zmieniła się Wasza publika, kto przychodzi obecnie na Wasze koncerty?

 Na nasze koncerty przychodzą zarówno młode osoby, jak i starsze. Czasami ilość jest porównywalna, czasami ludzi młodych jest jednak trochę więcej, tak było np. na corocznej imprezie Metropolia jest OK w Gdyni. Pamiętam, jak po koncercie podeszła do mnie para młodych ludzi. Byli bardzo rozemocjonowani muzyką, tekstami, co z resztą było bardzo miłe.  Wracając jednak do Twojego pytania, jeśli chodzi o publikę to jest ona bardzo różna. Mamy chyba cały przekrój wiekowy, co jest bardzo fajne.

Jesteście w swoim gatunku odbierane już jako coś w stylu legendy?

 Być może, trochę tak jest, natomiast, że od razu legenda? Nie mieliśmy nigdy okazji zostać na tej scenie na dłużej i tak się porządnie zakorzenić. Zawsze było tak, że grałyśmy, potem znikałyśmy, potem znów wracałyśmy. Ciężko powiedzieć. Niewątpliwie jednak jakaś  historia jest, która się za nami cały czas ciągnie. W ważnym momencie dla alternatywy czyli w latach 80  podczas walki z komuną zaistniałyśmy na tej scenie i ludzie nas zapamiętali. Wtedy mieszkałyśmy w trójmieście i tam naprawdę się dużo działo. To były czasy rewolty muzycznej i chyba utkwiliśmy  ludziom w głowie.

Właśnie, wspomniałaś o latach 80 i zmianach ustrojowych, dotknęła Was w tamtym czasie cenzura? Mieliście jakieś przygody z tamtą instytucją?

 Ja sobie tego nie przypominam, tylko pamiętam takie wydarzenie, że grałyśmy w Kijowie na festiwalu żeńskich grup rockowych, który udało nam się wygrać i po tym festiwalu dostaliśmy propozycje współpracy od jednej z wytwórni. Chcieli nas wziąć pod swoje skrzydła, tyle że z ich stron była tak duża ingerencja właściwie w każdą sferę zespołu, że z tego zrezygnowaliśmy.  Nie wiem czy tu można mówić o cenzurze, ale o jakimś wpływie na to,  jakby to wyglądało w momencie, gdyby projekt wyszedłby na szersze wody to na pewno. Nie mogłyśmy się na to zgodzić, bo nie byłoby to prawdziwe, a nie chciałybyśmy robić czegoś wbrew sobie. Jeśli chcemy założyć tiulowe sukienki i buty na obcasach, to możemy to zrobić, ale jak chcemy, a nie jak nam każą. Nie wyobrażam sobie działania wbrew sobie.

Jak wyglądał proces nagrywania płyty po tylu latach? Impuls? Wchodzicie i nagrywacie czy raczej trwało to?

 Ciężko było. Trzeba było jeździć, ustalać terminy. Tak jak wspominałam wszystkie znajdujemy się w innym położeniu geograficznym, więc trzeba było się dogadywać, bo wiadomo, że nie zawsze każdemu pasuje w tym samym czasie. Natomiast jeśli chodzi o impuls, to chyba koncert w Krakowie ( Festiwal Kobieca Transmisja)  na który zostaliśmy zaproszeni w 2010 roku. To znowu nas zmotywowało do działania. Odżyła tzw. zajawka do tworzenia muzyki. Bez tego jest smutno. Muzyka jest elementem, którego potrzebuję do codziennego funkcjonowania w tej takie szarości zwykłego życia.

Czyli muzyka uprzyjemnia życie?

 Dokładnie. Nawet tego zmęczenia się nie odczuwa wynikającego z jazdy po kraju na koncerty, siedzenia w studio. Ostatnio miałyśmy dwa miesiące przerwy w graniu koncertów, nie było prób i już mi tego brakowało.  Zespół dodaje kolorytu w życiu codziennym.

Przy okazji płyty będzie jakaś regularna trasa?

 Bardzo byśmy chciały żeby tak było. Regularna trasa to coś, o czym marzymy. Jest to fajne doświadczenie, które już gdzieś kiedyś doświadczyłyśmy, ale bardzo chciałybyśmy to powtórzyć. Prawda jednak jest taka, że nie jest tak łatwo zorganizować taką trasę. Potrzeba do tego dobrego menadżera, a ci zazwyczaj pojawiają się, kiedy zespół już jest dobrze wypromowany i wiadomo, że będą na koncercie ludzie, a płyta się dobrze sprzeda. My muzyki mainstreamowej  nie gramy, więc ciężko się do mas przebić, natomiast mam nadzieję, że wielka  trasa promocyjna jeszcze przed nami.

Patrząc na reakcje na koncertach to przychodzą na nową płytę, która się przyjęła, czy bardziej dlatego, że jesteście tak jak już rozmawialiśmy pewnego rodzaju legendą.

 Ciężko powiedzieć, właśnie dlatego, że nie było tej regularnej trasy. Wiadomo jaką gramy muzykę. To nie jest lekkie i przyjemne „pitu pitu” do ucha. Jak ktoś idzie na nasz koncert, to pewnie zdaje sobie sprawę z tego, co zaraz usłyszy.  My nie mamy też konkretnego gatunku. Ciężko nas zaszufladkować. Gramy trochę jazzu, trochę kabaretu, trochę punka czasami.( a jak trzeba to i reggae zagramyJ )

Jakbyś oceniła naszą obecną scenę jazzowo-alternatywną?  Jest w czym wybierać jeśli chodzi  zespoły, jest duże grono osób słuchające takiej muzyki?

 Myślę, że ten nurt szykuje się do wyskoku, ale nie jest to jeszcze taka oczywista sprawa, natomiast nie koniecznie trzeba wejść w mainstream, żeby mieć swoją dobrą publikę. Ja byłam bardzo zaskoczona karierą Czesława Mozilla. Przyjechał jakichś gościu z akordeonem, który sobie coś tam podśpiewuje i ludzie go pokochali. Myślę, że nie tylko za muzykę, bo jest ona dziwna i skomplikowana, ale na pewno za jego osobowość, a przede wszystkim autentyzm.  Mam nadzieję, że będzie się działo jak najwięcej, i że będzie więcej taki Czesławów.

Wasza przedostania i zarazem pierwsza płyta wyszła w 2001 roku, czyli 13 lat od powstania zespołu, ostatni album w 2014 czyli 13 lat od pierwszej płyty. Kolejna płyta będzie za 13 lat, czy przy okazji tej płyty myślicie o jakimś kolejnym materiale?

 Myślimy. Już jest zamysł na nowy materiał i myślę, że małymi krokami zaczniemy go realizować.  Mamy obecnie więcej możliwości nagrywania, więc myślę, że ta płyta powstanie szybciej (śmiech).

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz