Niedawno ukazała się druga płyta katowickiej formacji K-Essence. Wydany nakładem Alchera Visions krążek „We Prefer The Night” prezentuje jedenaście spójnych piosenek w klimacie cięższych, zadymionych odmian indie, momentami teatralnymi, czasem bardziej rockowymi. Niewątpliwie ogromną zaletą tego wydawnictwa jest klimatyczny, dojrzały i trochę old-school-owy głos wokalisty i założyciela K-Essence Bartka „Czarno”-Księżyka. I to właśnie z nim zamieniliśmy kilka słów na temat zespołu i ich najnowszej produkcji.

K-essence

Ewa Bielecka, Muzykoholicy.com: Pochodzicie z Katowic -miasta muzycznie kojarzonego (poza OFF Festiwalem) raczej z hip-hopem czy muzyką elektroniczną (za sprawą festiwalu Tauron Nowa Muzyka). Śląsk jako obszar industrialny koreluje z tymi gatunkami muzycznymi. K-Essence gra natomiast muzykę, która buduje w mojej wyobraźni raczej takie obrazy jak ciemniejsze uliczki Londynu czy przydymione bary Paryża. Czy miasto/otoczenie z którego się wywodzicie ma/miało jakiś wpływ na Waszą twórczość ? Czy kojarzony z węglem Śląsk stanowił chociaż mały „kamień węgielny” w powstaniu któregokolwiek utworu?

Bartosz Księżyk, K-essence: – Katowice są mi bardzo bliskie. Bardzo lubię pisać w środkach komunikacji miejskiej, bo jest to – cytując Zbigniewa Żylaka – „czas wymuszonej nudy”, którą można przekuć na coś twórczego, miast wkurwiać się na samowolę KZK GOP w kwestii punktualności autobusów. Krajobraz mijany w drodze z Katowic np. do Chorzowa nie napawa specjalnym optymizmem, więc odpowiadając wreszcie na Twoje pytanie: nie byłoby prawdą, gdybym powiedział, że Śląsk nie był kamieniem węgielnym dla jakiejkolwiek z moich piosenek, bo wspólnie z Aleksandrem Kozłowskim napisaliśmy kiedyś utwór opiewający największą imprezownię Katowic czyli ul. Mariacką. Myślę, że piosenka wkrótce ujrzy światło dzienne, bo szykujemy z Olkiem nowy projekt muzyczny – Kopruch/K-essence. Poza tym uliczki Londynu i przydymione bary Paryża to miejsca, gdzie czuję się bardzo dobrze.

Swoją przygodę na rynku muzycznym rozpocząłeś już kilka lat temu, jako współtwórca zespołu NeLL. Po wydaniu dwóch płyt zespół rozszedł się, a Ty zająłeś się tworzeniem projektu K-Essence. We wcześniejszych wywiadach z Tobą można przeczytać, że po nagraniu pod szyldem NeLL płyty „Dogs and Horses” zostaliście wystawieni przez wydawcę i wtedy zacząłeś tworzyć kompozycje, które już tak dobrze nie pasowały do charakteru tego zespołu, a stały się zalążkiem bardziej dojrzałego w stylu K-Essence. Czy kłopoty z wypuszczeniem drugiej płyty NeLL były przyczyną tych zmian twórczych ? Czy po prostu pomysły na utwory w charakterze obecnego K-Essence dojrzewały gdzieś w Twojej głowie znacznie wcześniej, tylko ze względu na zespołowy charakter tworzenia w NeLL nie mogły ujrzeć światła dziennego ?

– Zmiany nie były podyktowane problemami wydawniczymi. Złożyło się to w czasie i początkowo te utwory miały być grane przez NeLL, ale chłopcy widzieli w tym jakiś zbytni zwrot od dotychczasowej muzyki przez nas granej. Ja nie naciskałem, bo ważniejsze było, by te piosenki mogły żyć nieskrępowanie, niekoniecznie zarzynane przez rockowy band, a przyznać trzeba, że NeLL zdrowo przygrzmocić potrafiło.

Muzykę K-Essence określa się różnie. Można chociażby przeczytać, że jest mroczna, choć nie do końca zgadzam się z tym określeniem. Dla mnie jest raczej elegancka i przydymiona, a w poszczególnych kawałkach można się doszukać kabaretu, ballady czy czasem mocniejszych rockowych brzmień . Wy sami nazywacie ją gruz rockiem. Dlaczego właśnie tak ?

-Gruz rock to koncepcja, którą wymyśliłem patrząc kiedyś na stary budynek, chwilę przed wyburzeniem. Co on sobie myślał widząc te kulę burzącą, która nieuchronnie zmierza w jego kierunku? Jak przerażająca musi być zmiana decyzji człowieka, który właśnie wyskoczył z okna? Ale jest zdecydowanie za późno na to. Gruz rock to zbieranie tych nieuchwytnych momentów, po których nic już nie jest tak samo, a często pozornie nie ma nic. To mierzenie się z konsekwencjami zburzenia całego dotychczasowego świata i zbieranie gruzu, który po nim został, by móc zbudować coś nowego.

Wydaliście właśnie swoją drugą płytę „We Prefer The Night”, która w charakterze jest spójna z Waszym pierwszym wydawnictwem „Prince of Pawns”. W czym tkwią największe różnice pomiędzy tymi krążka?

-Różnica pierwsza, jest taka, że na Prince of Pawns większość utworów wykonuję sam, a na We Prefer the Night jest już cały skład. Myśląc metaforycznie: Prince jest osamotniony, a WPTN jest już z kilkoma przyjaciółmi. Jest też inny wydawca. Filmowo-teledyskowo jest spójnie – Ekipa Przedmarańcza, wybuchające głowy, kaloryfery ciągnięte do wody, oraz nowość: czteroczęściowy, interaktywny teledysk „Dangerous Man”.

Czy masz poczucie jako twórca, że druga płyta jest lepsza od poprzedniej ?

-Tak. Jest też dojrzalsza. I ma więcej hitów. (Vide: „Dangerous Man” na MTV Germany).

Album „Prince of Pawns” został zarejestrowany w studio nagraniowym. Z kolei „We Prefer…” podobno został nagrany na żywo ? Czy dużo trudniej nagrywa się krążki „na żywo”?

-Tak, jest trudniej, bo jest 4 muzyków w dużym pomieszczeniu z 3 ujęciami ambientu, więc o wiele więcej rzeczy może pójść źle. Ale niewątpliwą zaletą takiego sposobu nagrywania jest potężna energia i naturalne różnicowanie tempa, które bardzo służą utworom z „We Prefer the Night”.

Jeżeli tak, podejrzewam, że więcej jest w takim przypadku nieprzewidzianych sytuacji. Czy przy nagrywaniu ostatniego materiału wydarzyły się jakieś interesujące/ śmieszne incydenty ?

-Wszystko o dziwo poszło w miarę sprawnie, mimo skomplikowania setupu: graliśmy w barze na pierwszym piętrze kamienicy, a studio Katofonia jest dwa piętra wyżej. To były 4 dni ciężkiej pracy. Minus wieczory.


Wasze najnowsze wydawnictwo promuje piosenka „Dangerous Man” , do której nagraliście oryginalny teledysk w klimacie z pogranicza westernu oraz filmów Tarantino czy Rodrigeza. Sporo broni, krwi i absurdu. Czy tytułowy bohater ma jakiś swój konkretny pierwowzór ?

-Utwór jest moim hołdem dla Clinta Eastwooda i bohaterów przez niego stworzonych. Ale teledysk nie jest westernem sensu stricto. Dużo tam Guya Ritchiego. A utwór miał być oryginalnie deltowym bluesem, ale potem jakoś przyspieszył.

Kto był pomysłodawcą tego klipu ? Czy pojawiały się jeszcze jakieś inne ciekawe pomysły na realizację?

-Scenariusz napisaliśmy wspólnie z Aleksandrem Kozłowskim, który jest też reżyserem, autorem zdjęć i postprodukcji. Człowiek orkiestra i zdaje się najbardziej kreatywna osoba mi znana. I do tego robi to naprawdę świetnie. Charakter klipu był jasny od początku. Wesoło zaczęło się robić jak postanowiliśmy zastosować motyw z interaktywnym teledyskiem, gdzie widz wybiera, co dalej chce oglądać.

W teledysku oprócz głównego bohatera – niebezpiecznego mężczyzny – pojawia się kilka zabójczych/zabójczo pięknych kobiet, które mu pomagają. Jeśli trzymamy się klimatu westernu, to dlaczego to właśnie kobiety, a nie kumple z saloon-u ?

-Powiem zatem jeszcze raz, że to nie jest western. Akcja dzieje się w Bostonie, gdzie bohater jest ex-członkiem mafii irlandzkiej. A dziewczyny zawsze były mu bliskie, bo są skuteczne, bezwzględne, znają się na robocie i zawsze ładniej pachną od kolegów.

Pytając o pierwowzór „niebezpiecznego mężczyzny” i nawiązując do kobiecych supportujących ról w teledysku, chciałam zapytać czy Ty jako całkiem niebezpieczny dla konkurencji (grającej w podobnym klimacie na rynku muzycznym) mężczyzna nie planujesz nagrać materiału z większą dawką kobiecego pierwiastka? Myślę, że połączenie Twojego wokalu z jakimś pięknym damskim głosem mogło by jeszcze bardziej oczarować publiczność, tym bardziej że często jesteś porównywany do Nicka Cave. A jak wielu z nas pamięta jednym z jego największych hitów jest nagrany w duecie z Kylie Minogue utwór „Where the Wild Roses Grow”. Czy Bartek Księżyk ma jakąś swoją „Kylie”, z którą chciałby coś nagrać ? (pytam zarówno o realne możliwości jak i marzenia nie do zrealizowania).

-W „This Party Isn’t Over” na WPTN śpiewa Olga Naliwajko, która na tej płycie jest moja „Kylie”. Jej delikatny, momentami wręcz dziewczęcy głos stanowi wyraźny kontrapunkt dla ciężaru i rdzy głównego tematu utworu. Cieszę się, że się zgodziła zaśpiewać. A w przyszłości chętnie bym zaśpiewał z Tori Amos.

Na koniec pytanie, które zadajemy większości artystów, z którymi mamy okazję rozmawiać: Czy jesteś Muzykoholikiem ? 😉 I jeśli tak to czego najczęściej nadużywasz ? 😉

-Ostatnio słuchałem „Sextape 4” autorstwa Drixxxe’go, na której znalazły się miksy utworów z softcore’owych filmów porno z lat 70. Niesamowita sprawa. Wracam ostatnio często do Eminema; bardzo mi przypadła do gustu płyta Anohniego „Hopelessness” i wyczekuję jego koncertu na Offie; uwielbiam ścieżkę z filmu Loin des Hommes autorstwa Nicka Cave’a i Warrena Elisa.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.
Dziękuję.


Zajrzyj tu:

FB: https://www.facebook.com/kessencemusic/

YT: https://www.youtube.com/channel/UCJXqtlXUOshfeI0Tz4iCntw

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "[WYWIAD] Gruz rock to zbieranie tych nieuchwytnych momentów – czyli Bartosz Księżyk o K-essence"

Dodaj komentarz

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
trackback

[…] Po raz kolejny z dumą piszemy o katowickiej formacji K-essence, założonej przez lidera indie-rockowej grupy NeLL, Bartosza Księżyka. Klimat muzyczny tej grupy zmierza w kierunku bezkompromisowego rocka balansującego gdzieś między stylistyką indie z melancholijną psychodelią, a mrocznym gotykiem, a sam zespół określa swoją muzykę mianem „gruz rocka„. (przeczytaj więcej) […]

wpDiscuz