Młoda, utalentowana, ciepła, skromna, szczera i do tego piękna – tak w skrócie mogę opisać Erith. Magia w czystej postaci –  tak mogę opisać jej koncert ;).

W tym tygodniu Kraków żył nadchodzącym „Męskim Graniem”. Obecnie jednym z większych rodzimych wydarzeń muzycznych, na który przychodzą tłumy, a bilety zostają wyprzedane na miesiąc przed. Byłam, widziałam, było świetnie (relacja jutro). Ale chciałam dziś napisać o spotkaniu, które zrobiło na mnie równie olbrzymie wrażenie, pomimo tego, że oprócz muzycznego charakteru nie miało nic wspólnego z dużym festiwalem. W piątek wieczorem, w znajdującym się na krakowskim Podgórzu, w starym i lekko już zapomnianym kinoteatrze Wrzos, a dokładniej na jego „mikro” podwórku wśród starych kamienic odbył się koncert Erith.

ErithKRK15
Erith

Erith czyli Martyna Biłogan to 21-letnia gliwiczanka grająca autorską muzykę elektroniczną łączącą  synth/dream pop z elementami wschodniej muzyki etno. Tak napisałabym o niej jeszcze kilka dni temu. Wtedy znałam już jej muzykę (podobała mi się, choć nie zrobiła na mnie gigantycznego „wow”), ale nie miałam okazji posłuchać jej na żywo. Dziś napisałabym: Erith czyli ogromny elektroniczno-etniczny duch zamknięty w niepozornej (jak na rozmiary ducha), uroczej i ciepłej cielesnej powłoce.

Ale od początku.

Dokładnie o 20.30 na mierzącą jakieś 2 na 2 metry scenę wskoczyła (z tylko niewielką dozą nieśmiałości) delikatna, uśmiechnięta dziewczyna z twarzą pomalowaną w indiańskim stylu. Pierwsze co przyszło mi do głowy – Księżniczka Mononoke… (i w sumie się nie pomyliłam). Wraz z pierwszymi dźwiękami wydobytymi z konsolet Erith porwała nas do krainy pełnej magii, zaklęć, przepowiedni i różnych metafizycznych stanów. Wciągające, transowo-hipnotyzujące elektroniczne melodie oraz głos Erith  – momentami eteryczny i spokojny, potrafiący jednak zaczepić się silnie w wysokich rejestrach na granicy krzyku, przekształcały małe podwórko na którym byliśmy w pradawny las, kosmiczną przestrzeń czy kraje dalekiego wschodu. Nie była to jednak „cukierkowa” podróż, ale raczej duchowa wędrówka przez nieznane krainy, w których oprócz dobrych wróżek czekały na nas także złe duchy. Mogliśmy usłyszeć między innymi takie utwory jak „Wooden”  (ciepłą, powolną kompozycję przybliżającą nas do interakcji z naturą), „It”, „Waiting for the Instinct”, „Unsteady Mind” czy bardzo klimatyczny „Where’s the Moon”. Pojawiła się również piosenka (jedna z niewielu z polskim tekstem) „Nowy Wschód” – mówiąca o nadchodzącej apokalipsie i mającym potem nastąpić odrodzeniu świata. Oprócz znanych już słuchaczom kawałków, Erith zagrała jeden nowy oraz zdradziła, że już niedługo pojawi się do niego teledysk.

ErithKRK2
Erith

Świetną warstwę muzyczno-wokalną koncertu uzupełniły pod względem wizualnym: światła, dym oraz oryginalny taniec Erith. Płynne ruchy charakterystyczne dla tańca intuicyjnego idealnie współgrały z dźwiękami, sprawiały że dym przyjmował zupełnie nowe formy, a całość tworzyła obraz jakiegoś tajemnego, mistycznego rytuału, który rozgrywa się na naszych oczach w kameralnym gronie wybrańców. Wokalistka bardzo chciała zachęcić publiczność do wspólnego tańca. Niestety brakło nam chyba trochę odwagi, a szkoda. Ale to takie przekleństwo naszych czasów. Większość z nas wstydzi się wyjść z tych sztywnych skorupek i rozluźnić się tańcząc w spontaniczny sposób, szczególnie w obecności innych ludzi (no bo przecież możemy wyglądać śmiesznie, inni będą nas oceniać etc.). Brakło kogoś, kto oprócz Erith pociągnął by za sobą całą resztę do wspólnej zabawy. Koncert był mały, kameralny wręcz intymny. W sumie może z 30 osób.  Za mało też żeby poczuć się anonimowym człowiekiem w dużym tłumie i dać się porwać muzyce. Powinniśmy przestać się przejmować…

Całe to wydarzenie mogę śmiało umieścić w pierwszej piątce najlepszych koncertów tego roku w jakich miałam okazję uczestniczyć.  Muzyka i atmosfera były wspaniałe, twórczość i głos Erith urzekają i zdecydowanie lepiej brzmią na żywo, wzbogacone jeszcze tymi wszystkimi efektami i bezpośrednią interakcją z artystką. Bo sama Erith jest po prostu czarująca…, przy czym potrafi również czasem pokazać pazurki wiedźmy, co tylko dodaje charakteru ;).

Dziękuję bardzo za możliwość uczestnictwa w tym koncercie. Dawno tak „małe” wydarzenie nie zrobiło na mnie tak gigantycznego wrażenia. Wszystkim zdecydowanie polecam po pierwsze posłuchać Erith w Internecie, a potem wybrać się na jej koncert (najbliższy w Łodzi 31.08), żeby zetknąć się twarzą w twarz z tym elektro-magicznym żywiołem. Choć doceniam kameralność małych wydarzeń muzycznych, to jednak marzy mi się zobaczyć Erith na dużym koncercie z tłumem ludzi pod sceną, którzy nie będą bali się wczuć w jej muzykę i odpłyną w intuicyjnym ruchu razem z nią. To dopiero będzie magia… i mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. Erith powodzenia!


Oficjalny profil FB Erith: https://www.facebook.com/erithiu

Oficjalny kanał Erith na YT: https://www.youtube.com/channel/UCn2PGB20LBKUm_Hfu-6fcIA/featured

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "[RELACJA] Kameralny elektro-magiczny koncert Erith w Krakowie!"

Dodaj komentarz

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
trackback

[…] Młoda, utalentowana, ciepła, skromna, szczera i do tego piękna – tak w skrócie mogę opisać E… […]

wpDiscuz