Dominik „Harry” Pyrzyna – punkowiec z krwi i kości rodem ze Szczecina. Pierwotnie występował z zespołem Analogs, obecnie zasila szeregi kapeli Harusha.

Między innymi o tym jak ,,Harry” zaczął swoją przygodę z punkiem, dlaczego odszedł z Analogs i jak to było naprawdę z Marią Konopnicką, przeczytacie w wywiadzie TYLKO dla Muzykoholików!

 

Karolina Filarczyk

Dominik „Harry”

Na początek załatwmy sprawy personalne (śmiech). W Internecie można Cię znaleźć pod pseudonimami „Harry” lub „Harcerz”, która opcja jest poprawna?

Oryginalnie miałem ksywę „Harcerz”, ale kiedy zmieniały się pokolenia, okazało się, że ten przydomek był za długi do wypowiedzenia przez młodzież– z tego powstał „Harry” i tak już jest od dziesięciu lat. Ci, którzy znają mnie ponad 10 lat, mówią do mnie „Harcerz”, dla tych, którzy znają mnie dekadę lub krócej, jestem „Harry”.

Przysposobiłeś sobie dość trudny i specyficzny gatunek muzyki, który chcąc – nie chcąc, miał spory wpływ na to, co działo się w naszym kraju całkiem nie tak dawno. Co spowodowało, że właśnie punk, stał się twoją domeną?

Jestem rocznik 71’ – w październiku skończę 46 lat. Wychowałem się na punku. Interesowałem się tą muzyką, jako alternatywą. Punk w Polsce w tamtych czasach miał raczej śladowe znamiona mody, nie tak, jak to jest teraz. Obecnie dzieciaki raczej przebierają się za punków, wtedy była to subkultura, czy kontrkultura, która była czymś zupełnie innym, niż na Zachodzie – oferowała alternatywny tryb życia. W dzisiejszych czasach, zostało to oczywiście w jakichś ruchach wolnościowych, a tzw. punkowcy zasilają szeregi wszelkich organizacji tego typu, ale wtedy to wszystko miało zupełnie inny klimat. Nie była Internetu, mało kto miał telefon, a żeby posłuchać muzyki, trzeba było jechać na koncert, nie raz na drugi koniec Polski. W krótkim czasie okazało się, że w naszym kraju powstał pewien ruch, pozbawiony przywódców, którego członkowie wszyscy się znają, co stało się postawą do popularyzacji punka, jako formy anarchii. W latach 80tych, kiedy w Polsce nie było za ciekawie, punk i jego założenia, tak inne od tego, co było powszechne i co narzucała doktryna, stał się środowiskiem undergrundowym, rządzące się własnymi prawami, co przyciągało wszystkich, którym ówczesny styl życia był nie po drodze.


(14.06.2017) Koncert – Debiut zespołu HARUSHA w Kolumba 4 – szczecińskim lofcie kultury :


Analizując różne źródła wiem, że w latach 80-tych, punkowcy nie mieli łatwego życia. Dzięki tzw. władzy, byliście cały czas na cenzurowanym. Jak wspominasz tamte czasy?

Służby tak naprawdę wiedziały niewiele na nasz temat. Ich wiedza, zwykle powierzchowna, nie dawała możliwości wniknięcia w nasze szeregi. Punki, jako poeci, artyści i niekoniecznie konsumenci, bardziej cieszyli się „popularnością” wśród skinheadów i gitowców. Ja sam także miałem do czynienia z różnymi sytuacjami m.in. z narybkiem Hitlerjugend. Czas jednak pokazał, kto jest w danej grupie naprawdę, a kto po prostu udaje. Jedni pozostali na straży swoich przekonań, inni natomiast przeobrazili się w rasową chuliganerię, która trafiała do więzień, albo wyjechała za granicę, a jeszcze inni po prostu zapijali się na śmierć.

Grupa Analogs, to twór, który w światku punków, przyniósł ci największy rozgłos. To była pierwsza twoja kapela?

Próbowałem swoich sił w różnych garażówkach, chciałem tez nauczyć się grać na gitarze basowej – do tej pory nie umiem grać na żadnym instrumencie. Zespół Analogs stanowił pewien ewenement, jak na tamte czasy, ponieważ ruchy punk i skinhead zwalczały się nawzajem, co wynikało m.in. z różnych skrajnie odmiennych poglądów (nie tylko politycznych). U nas natomiast skład kapeli stanowiło 3 skinheadów, z których żaden nie był nazistą i wokalista – punk. Na koncerty przychodzili zarówno punkowcy, jak i skini, ale nie było żadnej mowy o burdach, czy bijatykach. Dzięki temu właśnie Analogsi stali się tak popularni w środowisku undergrandowym. Ja po pewnym czasie zawiesiłem swoją współpracę z zespołem. Przerwa trwała sześć lat, potem wróciłem i wspólnie graliśmy przez kolejne 12, aż do ubiegłego roku, kiedy to definitywnie zakończyłem współpracę z Analogsami.

Zgodnie z oficjalnymi źródłami, przyczyną zakończenia współpracy z Analogs, była twoja choroba. Co się stało?

Pewne utwory z repertuaru Analogs wymagały od nas wiele wysiłku. Trzeba było je długo i mozolnie ćwiczyć, żeby brzmiały tak, jak trzeba. Z biegiem lat moja kondycja nie pozwalała mi na taki wysiłek. Na przykład przez dwanaście lat grałem „Dzieciaki atakujące policję”, czy „Oi! Młodzież”. To są utwory, które powstawały w czasach, kiedy wypalałem 2 paczki „mocnych”, a po trzech „jabolach” potrafiłem stać sztywno. Później, wykon tych kawałków stanowiły dla mnie przedsionek stanu przedzawałowego – nie dało się już tego tak zrobić. Z tego względu, wiadomym było, że prędzej, czy później trzeba będzie to wszystko zakończyć. Zrobiliśmy to bez zbędnego przeciągania. Pałeczkę przejął moim zdaniem, godny następca, dzięki któremu zespół Analogs dalej może tworzyć i odnosić sukcesy. Jestem spokojny, że nie stanowię dla nich żadnego obciążenia przez mój styl życia, czy warunki wokalne.


archiwum zespołu HARUSHA Zespół gra w składzie: Dobromił „Miłek” Shargut – perkusja, Zbyszek „Ozi” Szmatłoch – gitara, Andrzej „Dżejo” EM – bas, Dominik „Harry” Pyrzyna – vocal

Na szczęście choroba minęła, a ty pracujesz dalej. Dowodem na to jest najnowszy projekt – Harusha. Wydawać by się mogło, że będzie to spokojniejszy repertuar, ale czy oby na pewno? Miałam przyjemność posłuchać waszej płyty w całości. Owszem jest nieco spokojniej, ale na pewno nie gorzej!

To zasługa Zbyszka „Oziego” Szmatłocha, który jest geniuszem gitary, a także współzałożycielem Harushi. To wszystko brzmi tak dobrze, przede wszystkim dzięki niemu. Ja miałem po prostu zaszczyt wpasować się ze swoimi możliwościami do całego planu i dobrze na tym wychodzimy.

Do Harushi udało ci się przemycić także swoje utwory, które pierwotnie miały ukazać się w postaci solowego wydawnictwa. Co spowodowało, że finalnie on jednak nie ujrzał światła dziennego?

Podczas pracy nad płytą działo się wiele – gitarzysta, który został zaangażowany do wykonania solówek i aranży zmarł na zawał serca, później na jego miejsce przyszła dziewczyna, która zaszła w ciąże i siłą rzeczy nie mogła dalej grać. W międzyczasie przytrafiła się także katastrofa w Smoleńsku , Paweł Czekala postanowił wydać wtedy płytę „S.O.S”, z utworem „Czarna orkiestra”, będącym jego osobistym komentarzem tego, co zadziało się w społeczeństwie przez zaistniałe okoliczności. Wszystko razem spowodowało, że upłynęło za dużo czasu, a potem każda wolną chwilę zajmowały nam koncerty z Analogs i pewne sprawy musiały zejść na drugi plan.

W Analogsach, to głównie Paweł zajmował się pisaniem tekstów. W Harushi, na debiutanckim krążku , to twoje słowa stanowią 99% treści. Na czym bazujesz tworząc piosenki?

Na swoich szajbach -a na czym by innym? Nie warto pisać o tym, czego się nie przeżyło. Życie i publika szybko to weryfikują. Zespoły które tworzą muzykę, bo idą za jakąś modą, opierają się na wymyślonych historiach uznawani są za nieautentycznych i prędko odpadają. Analogsi mają Pawła, który ma ogromne doświadczenie życiowe i na nim bazuje przy tworzeniu swoich utworów. Ja również nie potrafię zmyślać – w pisaniu czerpię z tego, co doświadczyłem fizycznie, a także duchowo.


Harusha – „Marzenia” (Official Video):


Podczas tworzenia „Tysiąca lat” ogromny wpływ na mnie miał także Zbyszek, który stworzył całą muzykę. Większość utworów powstawało w kolejności: riff, a potem dopiero tekst. Doskonałym przykładem jest  utwór „Tysiąc lat” – każdy, kogo spotykam na swej drodze, odbiera go na swój sposób. Ile uszu, tyle interpretacji, co dowodzi temu, że dobrze dobrane słowa i muzyka wespół tworzą świetny stymulator dla nas i naszej wyobraźni.

A Maria Konopnicka? To też kolejna szajba?

Oczywiście! Na tekst „Prześliczna Maud” natknąłem się w suplemencie do podręcznika do języka polskiego dla II klasy liceum. Już po pierwszym przeczytaniu miałem w głowie melodię i sposób, w jaki chciałbym to zaśpiewać. W tamtym czasie jeszcze należałem do harcerstwa, więc, to miała być w zamyśle piosenka harcerska, nikt jednak się za to nie wziął. Pomysł był przez lata w mojej głowie, a kiedy tylko nadarzyła się okazja, wprowadziłem go w życie. Linia wokalna jest dokładnie ta sama, która urodziła się tamtego dnia w drodze z księgarni.

A co dalej? Festiwale, koncerty?

Na chwilę obecną mamy zaplanowanych ok 10 koncertów. W tyle głowy pojawia się wykon na małej scenie na Woodstocku, mamy także zaklepane miejsce na festiwalu „Czochraj Bobra”, być może także pojawimy się na Festiwalu Tatuażu w Łodzi. Wszystko uzależnione jest od tego, jaki będzie odbiór płyty i do jak wielu osób ten album trafi.


HARUSHA na Facebook

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Dominik ,,Harry” Pyrzyna (Harusha): ,,Nie potrafię zmyślać – w pisaniu czerpię z tego, co doświadczyłem”"

Dodaj komentarz

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
dsasddsasda
Gość

Dziwne to wszystko, coś nie chce mi się wierzyć w te tłumaczenia i zmianę zespołu…

wpDiscuz