Swą muzykę określają mianem „folkowej duszy zakorzenionej w słowiańskiej ziemi wyrastającej wśród energetyzujących aranżacji”. Kiedy szóstego maja br. ukazała się ich druga płyta studyjna, niejednemu wykonawcy parającemu się – we własnym mniemaniu – brzmieniami czerpiącymi z tradycji, mogło zrobić się odrobinę… łyso. Sprawdźmy zatem, co takiego intrygującego jest w nowym albumie Łysej Góry zatytułowanym „Siadaj, nie gadaj”. 


Wydawnictwo otwiera instrumentalne „Gołoborze”, gdzie pierwsze skrzypce ogrywają smyki, zawieszając słuchacza w mieszaninie nostalgii i swoistego smutku. To jeden z dwóch autorskich numerów. W utworze „Ripni Kalinke” ster przejmują Dorota Filipczak-BrzychcyMarta Jędrzejczyk, których wokale przeplatają się z pędzącą w zawrotnym tempie gitarą elektryczną. Głośne i rytmiczne „Nie teraz mamo” zabiera odbiorcę w dziką i szaloną podróż przez dźwięki, rozpędzające się coraz bardziej aż do końca piosenki. Jedna z najweselszych pozycji na płycie to „Oj na stawu”. Nie brak tu radosnej dynamiki, słyszalnej i w instrumentach, i w głosach należących do wspomnianych już wokalistek.



Wstęp do umieszczonego w połowie stawki „Dali cziarni oczi” przywodzi na myśl utwór rodem z anteny rockowej stacji radiowej. To kolejny dowód na to, że Łysa Góra nie boi się muzycznych eksperymentów i eklektyzmu. Jednakże moim faworytem jest lekko niepokojące Usiudźwa Janku”. Usłyszymy tu bliskowschodni saz, czyli instrument strunowy szarpany. Ciekawą propozycją okazało się także More sokol pije”, z gościnnym udziałem grającego na trąbce Michała Wojnarskiego oraz wokalisty Michała Rudasia. Przypominająca brzmienia indyjskie wokaliza koresponduje z bałkańskim pochodzeniem pieśni.



„Cepem po ryju” to druga z piosenek będących całkowitym dziełem Łysej Góry. Mamy tu do czynienia z podwójną stylizacją. Nagranie nawiązuje bowiem do korzeni, a równocześnie nie stroni od charakterystycznej dla grupy nuty współczesności. Z kolei tytułowe „Siadaj, nie gadaj”, polska pieśń weselna, łączy w sobie elementy psychodelii, wyrażonej za pomocą groźnej w wyrazie gitary.


Krążek zwieńcza „Sztoj pa moru” („Tam na morzu”), czyli białoruska pieśń o wielowymiarowej symbolice. Łysa Góra dorzuciła tu coś od siebie, miksując tradycję z nowoczesnością i rzewność z typową dla zespołu mocą.



„Siadaj, nie gadaj” to historie z życia wzięte, oparte na pieśniach polskich, białoruskich, bułgarskich i kozackich, a to wszystko okraszone rockiem i metalem. Teksty odnoszące się do kultury polskiej wsi i wschodnich sąsiadów naszego kraju opowiadają między innymi o perypetiach damsko-męskich, poruszają więc tematykę uniwersalną. Wydawać by się mogło, że taka mikstura złożona z kontrastujących ze sobą składników będzie pewną przesadą, nieco trudną do strawienia. Tymczasem to niebagatelna i niebanalna przyjemność dla ucha. Nie trzeba być zagorzałym miłośnikiem nurtu folkowego, by rozsmakować się w tym materiale. Reasumując, recenzję najnowszego krążka Łysej Góry można ograniczyć do jednego wyłącznie zdania: siadaj, nie gadaj… i słuchaj.


Zajrzyj po więcej:

Łysa Góra na Facebooku


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz