Męskie Granie od zawsze było moim marzeniem, dlatego możliwości pojawienia się na przedostatnim koncertowym przystanku nie rozważałam nawet przez sekundę. Warszawski line-up był chyba moim faworytem, zachęcała nie tylko scena główna, ale także na mniejszej scenie artyści byli dobrani doborowo – całość występów dopełniały liczne kolaboracje.


Koncerty otworzyła Julia Pietrucha, która nie zraziła się niesprzyjającą pogodą. Jej ciepły głos i zawsze towarzyszące ukulele ściągnęły masę ludzi. Opinie po koncercie są jednoznaczne: było pięknie, magicznie! I choć twórczość Julii nie jest rockowa ani mocna, artystka podrasowała niektóre kawałki i idealnie odnalazła się na Męskim Graniu i w wyjątkowy sposób rozpoczęła sobotnie popołudnie!

Piotr Rogucki zaprosił na scenę dwóch artystów: Marcelinę i Skubasa. I Coma nie zawiodła, było rockowo, tanecznie, energicznie – była to dobra dawka solidnej muzyki. Widowiskowy koncert w deszczowej oprawie nie popsuł humoru ani artyście ani zebranym fanom – jestem przekonana, że „Spadam” nie tylko u mnie wywołało ciarki na plecach.

„Chaos pełen idei” Wojtka Mazolewskiego zdecydowanie miał w sobie szaleństwo, które łączyło się w zgraną całość. Mieszanka jazzu z hip hopem, bluesem, popem i rockiem brzmiała interesująco. W projekcie artystę wspomagali Piotr Zioła, John Porter, Vienio i Misia Furtak. Na scenie głównej Męskiego Grania zespół odebrał złoty krążek, który podsumował słuszność pracy artysty.

Na małą scenę wkroczył zespół BeMy – przy ich występach zawsze obserwować można te samo zjawisko piękny zachód i różowo-niebieskie niebo. I tak rozpoczął się jeden z najbardziej energetycznych występów, gołym okiem widać było, że panowie dają z siebie sto procent. Publiczność, zgromadzona praktycznie tak samo licznie jak przy dużej scenie, bawiła się doskonale: tańcząc i śpiewając wraz z zespołem. Chłopaki nie kryli radości i podziękowań, kilkukrotnie zwracając się do publiczności, a także do przybyłej na koncert rodziny.

Każdy kto zna twórczość Miousha wie, że lubi on łamać schematy i wychodzić poza granice gatunku – i tak było tym razem. W towarzystwie Darii Zawiałow, Tomasza Organka i Piotra Roguckiego raper dał genialny koncert, a między artystami kipiała pozytywna energia i wzajemny szacunek. Połączenie brzmiało naprawdę dobrze i tylko takie głosy słychać po tym występie!

A_GIM też zaprosił do współpracy artystów: zespół BeMy i Novikę. Nigdy wcześniej nie byłam na koncercie muzyki elektronicznej i nigdy też nie zagłębiałam się w nią zbyt szczególnie. I z ręką na sercu przyznaję, że żałuję. Muzyka A_GIMa bardzo ciekawie zgrała się z głosami Mattia i Elie Rosinskich, zbierając głośne brawa od licznie zebranych fanów. Cała czwórka wystąpiła w ostatnim numerze, „Carpet Burn”. Poszukujący wciąż nowych brzmień producent i twórca sceny elektronicznej zdecydowanie mnie kupił i na pewno nie raz jeszcze wybiorę się na jego koncert.

Organek to muzyczna klasa sama w sobie: mocne, rockowe granie było gratką dla fanów. Muzyka Tomka głośnym echem odbijała się na terenie koncertu i bez problemu można było usłyszeć ją nawet na drugim końcu, przy małej scenie – gdzie właściwie kończył się tłum ludzi.

Kolejnym dobrym graniem był występ Darii Zawiałow. Młoda dziewczyna pełna energii, charyzmy – drobna artystka z potężnym głosem pod małą scenę ściągnęła publikę równie ogromną jak Organek. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z jej utworami, byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona. Z pozoru delikatna i niepozorna sylwetka mogłaby zmylić każdego, bo artystka ma naprawdę solidny głos i siłę w nim. Przy każdym z utworów można było usłyszeć głośne śpiewanie fanów.

Bezkompromisowość Marii Peszek nie tylko widać, ale i słychać. Grając numery z najnowszego albumu „Karabin”, pokazała, ile drzemie w niej energii i śmiałości. Niezależność artystyczna i chęć pójścia pod prąd sprawiły, że jej występ był po prostu jak wybuch wulkanu.

Piotr Zioła i jego „Revolving Door” bardzo ciepło zostały przyjęte na Męskim Graniu. Charakterystyczna barwa głosu i brzmienie albumu sprawiły, że przeniosłam się myślami do lat 60 – 70 minionego wieku. Przyjemne brzmienie, ciekawe teksty – był to bardzo dobry występ.

Kiedy pierwszy razu słyszałam „Nieboskłon” od razu wiedziałam, że ta melodia na długo pozostanie mi w pamięci – do „pełnego zachwytu” brakowało mi usłyszenia na żywo. I na ten moment i utwór Męskie Granie Orkiestra czekałam najbardziej. MGO wspierali znakomici artyści Arek Jakubik, Małgorzata Ostrowska i Mioush. Skład orkiestry udowodnił, że nie bez powodu znajdują się w czołówce polskich muzyków, a tłumy na koncertach to nie przypadek. Po takim zakończeniu Męskiego Grania wychodziłam z wypiekami na twarzy i już wtedy czułam niedosyt. Ale wszystko co dobre, szybko się kończy.


Zajrzyj po więcej: 

Męskie Granie na Facebooku

Strona WWW


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz