Za siedmioma górami, za siedmioma lasami mieszkała sobie księżniczka. Towarzyszył jej mały wojownik i tabun aniołów regularnie odwiedzających Nibyland. Ta wesoła, radosna gromadka żyła długo i szczęśliwie, w symbiozie, bez trosk i komplikacji. Czy rzeczywiście? Płyta „Sz…Sz…Sz” zespołu Dollz, gdyż bierzemy ją dziś na warsztat, nie stroni od takich bajkowych odniesień, lecz wykorzystuje te motywy tak, by posłużyły one głębszemu przekazowi dalekiemu od sielanki.


Otwierający album „Lukier” to intrygująca zapowiedź mocnych wrażeń czekających nas przez blisko trzy kwadranse podróży przez tajemniczy świat zamieszkiwany przez Dollz. Niemniej próżno tu szukać tytułowego przesłodzenia, podobnie jak w kolejnym nagraniu. „Lawju Bejbe” stanowi bowiem przewrotne nawiązanie do ckliwych piosenek o miłości, pełnych utartych fraz i banalnych stwierdzeń. Do piosenki powstał także prześmiewczy teledysk, trafnie parodiujący obrazy do płytkich utworów o głębokim uczuciu. 



„Księżniczka” wprowadza w swoisty trans. Niech nie zmylą nas jednak pewne elementy zawarte w tekście. Utworowi bliżej do baśni niż do bajki dla grzecznych dzieci. Gitarowe solo wbija w fotel bądź ścina z nóg – w zależności od aktualnego położenia słuchacza. Szukając nieco lżejszych klimatów, przynajmniej muzycznie, niekoniecznie treściowo, warto sięgnąć po „Czasem drzwi”. Interesującym zabiegiem jest tutaj niemal kompletny zanik instrumentów pod koniec nagrania, kiedy słyszymy tylko i aż wokal Pauliny, chórki oraz gitarę. „Kotki dwa” mają w sobie niesamowity ładunek niepokoju, w tym przypadku podkreślany dodatkowo przez sugerujący zupełnie inną atmosferę tytuł. Lubicie się bać? Wieczorową porą zgaście światło i zanurzcie się w ten psychodeliczny numer. Na własną odpowiedzialność! 



Czas na „Aaa” z melodyjnymi, rockowymi refrenami. Następnie otrzymujemy rytmiczny „Nibyland”, niewątpliwie wyróżniający się stylistycznie na tle pozostałych historii umieszczonych na krążku. To jedna z takich piosenek, które zostają w pamięci jeszcze na długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków. Singlowe „Every street”, jako jedyne posiadające warstwę tekstową w języku angielskim, unosi nas na fali specyficznie stonowanych dźwięków, chociaż nie brak w nim charakterystycznej dla Dollz energii i agresywniejszych momentów. Niemal radosna – na pierwszy rzut ucha – „Kołysanka małego wojownika” nie uśpiłaby chyba nawet najbardziej pragnącego snu odbiorcy. I całe szczęście, bo straciłby on wtedy szeroki wachlarz smaków i zaskoczeń. Dwie zwieńczające wydawnictwo propozycje, „Diament mój” i „Anioły”, są swoimi zupełnymi przeciwieństwami. Pierwsze pełne mroku, zdającego się wręcz wypływać z głośników odtwarzacza, drugie prawie – ale tylko prawie – melancholijne, z niespodziankami wokalnymi. 



W tym właśnie miejscu powinno znaleźć się kilka słów na temat głosu Pauliny Kut. Nie uświadczycie ich jednak, gdyż tego wokalu, sposobu śpiewania i wyrażania emocji nie da się ubrać w żadne definicje. Należy po prostu go posłuchać, do czego bez żadnych skrupułów namawiam. Jeśli dołożymy do tego zróżnicowaną, niebanalną muzykę i teksty określane powszechnie mianem „tekstów o czymś”, dostaniemy mieszankę, jaką można podsumować wyłącznie tak: „Sz…sz…sz”


Zajrzyj po więcej:

Dollz na Facebooku


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz