Łukasz Lańczyk – wokal, gitara i instrumenty klawiszowe grupy Lorein. Do tego autor tekstów i frontman zespołu. Przez wielu nazywany drugim Arturem Rojkiem. 

Zapraszamy do zapoznania się z naszym wywiadem, gdzie dowiecie się m.in. co spowodowało, że Łukasz zrezygnował ze sportu na rzecz muzyki, skąd czerpie inspiracje na nowe piosenki, jak powstawała grupa Lorein i co dalej zadzieje się w zespole.


Karolina Filarczyk

Łukasz Lańczyk – Lorein

Jesteście zespołem, który swoją popularność zdobywał stopniowo. Na początku były kameralne koncerty, festiwale. Sukces przyszedł nieco później – po występie w Must Be The Music. Dla was przygoda z talent show skończyła się szczęśliwie. Czy jednak z perspektywy czasu, nadal uważacie, że udział w tym przedsięwzięciu był dobrym pomysłem?

Nie przypisywałbym całego sukcesu programowi. Tak naprawdę, to w jakim miejscu teraz jesteśmy jest wyłącznie wynikiem wieloletniej, ciężkiej pracy całego zespołu, łącznie z menadżerką. Program nie odegrał tu większej roli. Wiadomo, przybyło nam kilku nowych fanów i cieszy nas to. Tak samo cieszy nas fakt, że doszliśmy do finału. Było to dla nas pozytywnym zaskoczeniem. Uważam, że udział w MBTM był dobrym pomysłem, aczkolwiek show nie dał nam aż tak dużego kopa popularności, jak niektórzy myślą.

Podczas programu wystąpiliście jako Lorein – wcześniej jednak zespół nazywał się Indie Bones. Co spowodowało, że zespół zmienił imię?

Nazwa Indie Bones powstała na potrzeby pierwszego koncertu. Kapela musi posiadać jakieś „imię”. Z góry było ustalone, że to nazwa robocza. Zmieniliśmy ją wraz z planami związanymi z podpisaniem pierwszego kontraktu płytowego.

Gracie wspólnie już osiem lat. Jak powstał wasz zespół?

Odkąd zacząłem grać na gitarze, zawsze muzykowałem z Tomkiem Dorobczyńskim – naszym perkusistą. W miarę rozwoju wspólnej pasji, pomyśleliśmy, że przydałby się w zespole basista. Tomek zamieścił ogłoszenie w jednym z kieleckich portali internetowych. Odpowiedział Sebastian Szczepański. Przez rok we trzech robiliśmy materiał. W pewnym momencie uznaliśmy, że ciekawiej byłoby mieć drugiego gitarzystę. Kolejne ogłoszenie i trafił do nas Roland Langer. Najzabawniejsze było to, że Sebastian i Roland grali już wcześniej ze sobą w wielu skarżyskich kapelach. Sami byli bardzo zaskoczeni faktem, że tak to się potoczyło.

Łukasz, byłeś swego czasu sprinterem z nagrodami i perspektywami. Nagle rzucasz swoją karierę sportowca i zabierasz się do muzykowania. Co zadecydowało, że muzyka stanęła na pierwszym miejscu?

Moja kariera sportowca w pewnym momencie zaczęła się wypalać. Kontuzje zaczęły dawać o sobie znać… Uznałem, że nie mam zbyt wielu perspektyw jako lekkoatleta. Z drugiej strony było mi bardzo ciężko porzucić karierę sportową. Sportowcem staram się być nadal, z tym, że już nie wyczynowo, a rekreacyjnie. W czasach, gdy trenowałem muzyka zawsze była tą drugą największą pasją. Teraz jest odwrotnie.

Cała odpowiedzialność spada także na ciebie, jeśli chodzi o pisanie tekstów waszych piosenek. Drogi Łukaszu, zdradź przyszłym tekściarzom, skąd najlepiej jest czerpać inspirację. Skąd ty bierzesz pomysły na nowe piosenki?

Staram się czerpać z różnych źródeł. Są to np. Filmy (jak w przypadku „Falconera”), wydarzenia z kraju i ze świata. Najczęściej jednak tematy biorą się po prostu z rozmów ze znajomymi. Oczywiście nie opisuje konkretnych, prywatnych historii. To na ich podstawie wymyślam nowe, które zawieram w moich tekstach. Jestem takim obserwatorem. Dlatego też postać obserwatora została zilustrowana na okładce i w książeczce albumu „Złamania”. Większość fanów pewnie uważa, że to historie z mojego życia. Muszę ich zatem zmartwić. Teksty te nie powstały na podstawie moich doświadczeń. Tworzę nowy świat, do którego zapraszam słuchaczy.



Podczas przygotowań do wywiadu, zapoznałam się z dość pokaźną ilością  waszego materiału. Piosenki macie bardzo zróżnicowane zarówno pod względem muzycznym, jak i lirycznym. Trudno jest sklasyfikować waszą twórczość – trochę w niej popu, rocka, miłości i nostalgii. Jak wy określacie swoją muzykę?

Na podstawie trzech albumów faktycznie można mieć takie odczucia. Jest kilka kawałków, które zahaczają o pop-rockowe brzmienia. Niemniej jednak staramy się być zespołem stricte rockowym. Album „Złamania” tworzyliśmy z zamysłem grania koncertów. Jest na nich więcej gitar. Numery są bardziej dynamiczne. Zagraliśmy w swojej karierze grubo ponad setkę koncertów. Mogliśmy dzięki temu sprawdzić w czym czujemy się najlepiej. Myślę, że kolejny album pójdzie w kierunku jeszcze mocniejszego grania, chociaż to jeszcze za wcześnie, żeby go sklasyfikować.

Bardzo często jesteście porównywani z zespołem Myslovitz. Taka “łatka” bardziej pomaga, czy szkodzi w kreowaniu własnego wizerunku na rynku muzycznym?

To raczej dość krzywdzące. Część osób nawet nie zapoznaje się z naszą muzyką, tylko stają w progu zatrzymani skojarzeniem o nazwie „Myslovitz”. Całym winowajcą w tym zajściu jest z pewnością mój wokal, który niektórym przypomina głos Artura Rojka. Ta barwa pewnie nurtowała kolegów z samego Myslovitz, ponieważ pewnego dnia zaprosili mnie na przesłuchania, gdy Artur odszedł z zespołu. Z tego co się później dowiedziałem ostatecznie decydowali już tylko pomiędzy mną, a obecnym wokalistą – Michałem Kowalonkiem. Od czasów przesłuchań utrzymujemy z kolegami z Mysłowic bardzo przyjacielskie relacje. Współpracujemy czasem przy autorskich projektach. Przemek Myszor i Jacek Kuderski byli na naszym koncercie w Katowicach, przy okazji wiosennej odsłony trasy #ZŁAMANIATOUR. Myślę, że obracamy się w podobnych klimatach muzycznych i skoro sam zespół Myslovitz nie ma z tym problemu, to tym bardziej osoby postronne powinny nieco wrzucić na luz. 🙂 Na szczęście tych porównań jest już mniej, a coraz częściej słuchacze zauważają nasz „loreinowy charakter”. To bardzo cieszy.

Który polski artysta najbardziej wpłynął na waszą dotychczasową twórczość? Macie jakiegoś idola/idoli, bez których nie wyobrażacie sobie polskiego show biznesu?

Zazwyczaj inspiracje czerpie z zespołów zagranicznych, jak: Radiohead, Editors, Interpol, Coldplay czy White Lies. Jeśli chodzi o polski rynek, to jeszcze niedawno powiedziałbym, że nie wyobrażam go sobie bez Hey. Tym bardziej żałuję, że zawiesili działalność.



Gracie koncerty w klubach, jak i podczas dużych plenerowych imprez i festiwali. W jakich warunkach gra wam się najlepiej?

Miejsce czy wielkość sceny nie są istotne, tylko atmosfera jaką wspólnie udaje nam się stworzyć. Bardzo dużo zależy od publiczności. Mamy fanów, którzy jeżdżą za nami po całej Polsce. Znają teksty, śpiewają, łatwiej z nimi złapać kontakt i dobrze po prostu się bawić. Często jednak trafiamy na plenery lub festiwale, gdzie ludzie stykają się po raz pierwszy z naszą muzyką. Wtedy jest większa determinacja by przekonać do siebie publiczność.

A skoro o koncertach mowa, to chciałabym was zapytać, które z waszych utworów najlepiej są przyjmowane przez publikę, a które wy lubicie grać najbardziej?

Publiczność zwykle najlepiej reaguje na numery z albumu „Złamania”, jak na przykład „Fale”, „Dźwięki rozstania”, „Falconer” i „Ładny”, a z wcześniejszych płyt „Snowden” i „Deszcz”, który zyskał nowy aranż. Cieszy nas to, bo i my najlepiej czujemy się grając najnowszą płytę.

We wrześniu wydaliście singiel “Falconer”. Teledysk, który powstał do tego utworu, jest bardzo dynamiczny, pełen tzw. efektów. A tak “Wisła” na przykład, to klip statyczny, w którym jedyne co widać, to was i wasze instrumenty. Kto planuje kolejne teledyski? Wdrażacie wasze pomysły, czy w pełni zdajecie się na specjalistów w tej dziedzinie? 

Przede wszystkim staramy się by teledysk odzwierciedlał nastrój, jaki panuje w danym utworze. Za realizację obu wymienionych klipów odpowiada Robert Began. W przypadku Wisły przedstawił swoją wizję i uznaliśmy, że na takim obrazie nam zależy. To oszczędna piosenka i taki też- surowy, powinien być do niej klip. W przypadku Falconera mamy inną dynamikę, inne emocje. Dlatego wykorzystaliśmy pomysł Iwony, naszej menadżerki i nasyciliśmy go „efektami”. Uznaliśmy, że z Robertem rozumiemy się na tyle dobrze, że to on powinien zrobić ten klip i bardzo nam się podoba efekt końcowy. Za „Fale” zaś odpowiada Kuba Klawikowski.
Jeden z dziennikarzy Trójki stwierdził kiedyś, że nasz zespół to trochę taka „Zosia samosia” i chyba trochę w tym racji, bo płytę nagraliśmy bez wsparcia producenta, za okładkę też odpowiadam ja i nasza menadżerka i to nasz duet najbardziej ingeruje w kwestie teledysków. „Dźwięki Rozstania” zrobiliśmy sami. Iwona lubi mieć kontrolę nad tym, co dzieje się na planie i zwykle wychodzi nam to na dobre.



Kiedy zaserwujecie swoim fanom nowy materiał? Jakie są plany zespołu na przyszłość?

Cały czas pracujemy nad nowym materiałem. Dzieje się to trochę kosztem obecnej trasy koncertowej. Trasa jest skromniejsza, żebyśmy mieli więcej czasu na tworzenie nowych piosenek. Ciężko jeszcze teraz powiedzieć kiedy wypuścimy coś zupełnie nowego. Myślę jednak, że w przyszłym roku na pewno. W najbliższych planach jest jeszcze jeden singiel z płyty „Złamania”, teledysk już czeka, więc podzielimy się nim zapewne na przełomie roku.

Gdzie będzie można jeszcze was posłuchać w tym roku?

Obecnie kontynuujemy trasę #ZŁAMANIATOUR, a usłyszycie nas w najbliższym czasie w takich miastach jak:
28.10. // KRAKÓW // Kwadrat + LADY PANK
10.11. // BIAŁYSTOK // Motopub
12.11. // KATOWICE // Megaclub + KASIA KOWALSKA
30.11. // ŁÓDŹ // Krańcoofka
01.12. // WROCŁAW // Alive
02.12. // ZGORZELEC // Afirmacja

Zapraszam gorąco i pozdrawiam!

Łukasz Lańczyk



Kim są Lorein?
Na koncie mają ponad setkę koncertów i Finał programu Must Be The Music (tv Polsat). Laureaci kilku ogólnopolskich nagród, takich jak: „Złoty Mikrofon” czy „Muzyczne Scyzoryki”.Trzykrotnie wybrani „Zespołem Roku” Polskiego Radia Kielce. 3 lutego 2017 roku premierę miał album „Złamania”, nagrany dzięki crowdfundingowemu wsparciu ponad 1800 Fanów! Płytę promują single „Fale”, wybrane przez słuchaczy radia Muzo Fm, jednym z 50 najlepszych utworów 2016 roku oraz „Dźwięki rozstania”. Utwory te mają łącznie ponad pół miliona odtworzeń w serwisie YouTube. Wokalista, Łukasz Lańczyk, doceniony został także przez muzyków zespołu Myslovitz, którzy po odejściu Artura Rojka, zaproponowali mu zastąpienie frontmana.

Zespół Lorein tworzą: Łukasz Lańczyk – gitara, śpiew, Tomasz Dorobczyński – perkusja, Sebastian Szczepański – gitara basowa, śpiew, Roland Langer – gitara


Zobacz więcej:

LOREIN na Facebook

LOREIN na Instagram

LOREIN na You Tube

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz