fot. Maciej Barski

Natalia Moskal – młoda i utalentowana wokalistka, która wprowadza nowe tchnienie w polski świat muzyki. 


Prywatnie rozdarta między Polską a słoneczną Italią, gdzie kończy studia i tłumaczy kolejną książkę. Całkiem niedawno Natalia wydała swój najnowszy singiel i stworzyła całkiem nietuzinkowy teledysk. Jak do tego doszło, dlaczego akurat „Midnight” doczekało się swojego klipu? O tym wszystkim w naszym wywiadzie.

Zapraszam!


Karolina Filarczyk

Natalia Moskal

Od premiery Twojego debiutanckiego albumu – ,,Songs of Myself” minęło już ponad pół roku. Jak od tamtego momentu zmieniło się Twoje życie?

Powiedziałabym, że zmieniło się diametralnie. Od jakiegoś czasu jestem jedną nogą w Polsce, a jedną we Włoszech. Tak mi się ułożyło życie. Równo rok temu zagrałam z moim zespołem (Łukasz Maron, Mikołaj Gąsiewski, Patryk Walczak, wtedy jeszcze nie było z nami basisty – Tomka Bali) trasę właśnie we Włoszech – pojechaliśmy od Mediolanu, gdzie zagraliśmy w samym sercu miasta na Piazza Del Duomo, na południe. Skończyło się to dla mnie wielotygodniową chorobą, ale było warto. We wrześniu przeniosłam się do Mediolanu, studiuję na Università degli Studi di Milano, codziennie piję cappuccino (ale można tylko do 12:00) i objadam się rogalikami z Kają, Polką którą tu poznałam. Żyję inaczej, niby wolniej, ale mam dużo więcej obowiązków, więc kursuję często między Mediolanem a Warszawą, to na koncert, to na plan nowego teledysku, to na promocję singla, która właśnie się rozpoczęła.

Podsumowując, moje życie od czasu premiery płyty zmieniło się bardzo, odkryłam w sobie trochę Włoszkę no i, zabrzmi to banalnie, ale nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak teraz. Ciągle czuję głód sukcesu, przygniatają mnie trochę ambicje, które są coraz większe, i to, że ciągle jest pod górkę, ale jestem zwyczajnie szczęśliwa, czego kiedyś nie mogłam powiedzieć.

Piszesz pracę magisterską we Włoszech, uczęszczasz tam na lekcję śpiewu, tłumaczysz kolejną książkę, ogarniasz swoje social media i wydałaś niedawno najnowszy singiel wraz z teledyskiem. Jak udaje Ci się to wszystko pogodzić?

Nie udaje 🙂 zalegam ze wszystkim. Czasem myślę, że wzięłam na siebie za dużo na raz, przez co robię po trochu wszystkiego, ale już za późno, nie ma odwrotu. Muszę po kolei domykać sprawy, obronić się, przetłumaczyć kolejną powieść i wywiązać się z kontraktu, a chcę już nagrywać kolejne, nowe utwory. Mam sporą pomoc w ogarnianiu kwestii muzycznych od mojego zespołu i dwuosobowej drużyny managersko- PR-owej :), nie wspominając o rodzicach, którzy są dla mnie nieopisanym oparciem i swoistymi wspólnikami :D. Czasem muszę jednak ze sobą stoczyć walkę, żeby się zabrać za robotę, a nie iść na kolejną rundkę po włoskich sklepach! Zachciało mi się stolicy mody…



Masz momenty zwątpienia? Debiutancki w branży muzycznej w naszym kraju nie mają łatwo, a Ty dodatkowo sobie utrudniłaś wydając album własnym nakładem.

Utrudniłam sobie trochę dlatego, że byłam do tego zmuszona. Nie chcieliśmy z Łukaszem uginać się pod wymaganiami dużej wytwórni, więc pozostało nam zrobić wszystko po swojemu, ale pewnym kosztem, nie mieliśmy dużej promocji, (co też nie zawsze w tzw. „majors’ie” jest pewnikiem), no i kosztem dosłownie – finansowym, moim własnym. Nie przebiliśmy tą płytą muru, być może dlatego, że nie mamy pewnych układów i kontaktów, które są konieczne, aby w niektórych miejscach, stacjach radiowych, zaistnieć. To jest przykre, ale taką sama wybrałam drogę i muszę drapać, aż się dodrapię tam, gdzie chcę 🙂 nie poddajemy się, ale wyjazd z Polski i spojrzenie na wszystko z dystansu dało mi bardzo wiele, przewartościowałam niektóre rzeczy, nie zamęczam się tak myślami o ilości sprzedanych kopii. Teraz sprzedało się tyle, następny krążek będzie (a myślę, że będzie) inny i może sprzeda się więcej.

Powrócę do pytania o najnowszy teledysk, czyli ,,Midnight”, który ujrzał światło dzienne 30 listopada. W jakim stopniu studia oraz inne obowiązki, które wykonujesz we Włoszech utrudniły Ci pracę nad nim?

Jedynie w takim, że musiałam polecieć do Polski na zdjęcia, przez co opuściłam dwa dni zajęć. Nie mogłam też pojawić się osobiście na spotkaniach z ekipą filmową i wszytko omawialiśmy przez Skype, ale na szczęście całością zajęła się i zorganizowała Ola Fornal z Film Wagon, przez co sama miałam dużo mniej pracy. Jestem jej za to dozgonnie wdzięczna. Nie uniknęliśmy tzw. „fuck-up’ów”, mówiąc językiem korporacyjnym, ale moja obecność w Warszawie w niczym by nie pomogła no i jestem bardzo zadowolona z tego, jaki ten teledysk finalnie jest!



Każdy z Twoich klipów utrzymany jest w zupełnie innym klimacie. Od czarno-białej abstrakcji na ekranie w ,,Foreign Stranger”, opowieść przepełnioną neonami oraz ciemną scenografią w ,,Lustrze”, zgrabny montaż wspomnień z trasy koncertowej w ,,Better Man”, aż po teledysk jak za czasów lat 80-tych w ,,Midnight”. Kto daje pomysły na poszczególne produkcje? Jak duży wpływ masz Ty na swoje klipy?

Bywa różnie. „Foreign stranger” był pierwszym klipem z płyty „Songs of myself”, pomysłodawcą był młody reżyser, Filip Hillesland i przy tym projekcie raczej nie wchodziłam mu w paradę, byłam niepewna swoich własnych pomysłów. „Lustro” i „Better man” to już inna historia, bo staraliśmy się trochę zrobić coś z niczego, bez wielkich budżetów, których po prostu nie mieliśmy. Rzuciłam Lulu Zubczyńskiej (Divines), która przy klipie „Lustro” była człowiekiem  – orkiestrą, kilka pomysłów, a ona to wszystko zgrabnie i za małe pieniądze ujęła w całość. Podobnie było z „Better manem” zrealizowanym z Maćkiem Barskim podczas naszej trasy koncertowej we Włoszech. Poprosiłam go o pocztówki z podróży i powstało fajne wspomnienie.

„Midnight” to natomiast zupełnie inny projekt. Miałam pomysł na ten klip od samego początku, koniecznie chciałam w nim pokazać kobiety, przeróżne, starsze, młodsze, wysokie, niskie – nie ważne, aby były prawdziwe. I takie też były i są i tak zaprezentowały się w „Midnight”. Wspólnie z Olą Fornal i Dagmarą Gancarz, reżyserką, znalazłyśmy sposób na to, żeby pokazać trochę kobiecej siły, natury, ale i tego, że kobiety są różne, ale i takie same, wyrywają się z pewnych ram i idą w „balet” tak, jak im się podoba! Powiedziałam Oli i Dagmarze od razu czego chcę, o czym ma być video, byłam tego pewna, jak nigdy i wszystko przy produkcji tego teledysku było skrzętnie zaplanowane. Na planie było 40 osób!

Teledysk do ,,Midnight” to twór specyficzny. Z jednej strony niby prosta sprawa z tańczącymi kobietami na sali gimnastycznej, a z drugiej…no właśnie…Jaka historia i przesłanie kryją się za tym klipem ?

Chodziło właśnie o to, żeby było prosto i zabawnie, beż danych manifestów, ale też żeby za całością szło jakieś przesłanie. Do znudzenia ciągle powtarzam, że najbardziej inspirują, a przede wszystkim motywują mnie inne kobiety. Midnight to swoisty hołd dla dziewczyn, pokazujący przyzwolenie na to, żeby były prawdziwe, naturalne, bez ograniczeń i konieczności spełniania czyichś oczekiwań. Pokazaliśmy bardzo monotonny układ taneczny na sali gimnastycznej (wszystko odbywa się w trakcie lekcji fitnessu). W pewnym momencie kolejne dziewczyny zaczynają się z tego układu wyłamywać, najpierw jedna, potem za nią podąża druga i następna. W ten sposób chcieliśmy pokazać, że jesteśmy, jakie jesteśmy, niby różne, ale jednak takie same i wszystkie mamy prawo do wolności, radości, szczęścia i dobrej zabawy. „All I wanna do I wanna dance” Then dance girl! Go for it! What the hell is stopping you?

Ważne jest to, że zaprosiliśmy do teledysku dziewczyny, które nie są modelkami, ani aktorkami (tylko jedna, Kinga, zajmuje się aktorstwem na codzień), tylko takie, które mają różne zawody, wymiary, temperamenty :). W klipie wystąpiła zarówno Gabi Drzewiecka, znana dziennikarka muzyczna i prezenterka telewizyjna, 19-letnia koleżanka mojego brata, którą znam od dziecka, Aneta, która jest księgową, jak i Jaixin, moja koleżanka ze studiów, która pochodzi z Chin, oraz 6 innych wspaniałych, pięknych kobiet.

Przed premierą przedstawiłaś wszystkie bohaterki teledysku. Każda z nich opowiedziała, czym dla niej jest kobiecość. A czym ona jest dla Ciebie?

Kobiecość to temperament, wewnętrzna siła i nastawienie, nie sztuczne krągłości. Kilka bohaterek wspomniało o tym samym i właśnie z tym się zgadzam. Kobiecość to energia i inteligencja. Dla mnie uosobieniem kobiecości jest Meryl Streep, nie Kim Kardashian, choć jedną i drugą szanuję i podziwiam, każdą za co innego.

Bardzo dużo feminizmu jest może nie tyle na samej płycie i w teledysku, co w Twoich wypowiedziach. Co sądzisz o feministycznych poglądach? Czujesz się jedną z ich przedstawicielek?

Na płycie też jest, ale trzeba wsłuchać się w  teksty. „Lie” na przykład opowiada o Ester Singer Kreitman, żydowskiej pisarce, której książki przekładam na język polski. Jej powieści i opowiadania mają zabarwienie lekko feministyczne, ale ona sama jest uosobieniem takiej postawy buntowniczki, która pragnęła wyrwać się z ram, jakie narzucało na nią społeczeństwo i kultura, w jakiej żyła. Część moich utworów jest oczywiście o miłości, „Be free” o wolności, jaka powinna przysługiwać każdemu człowiekowi, ale z nieznanych mnie samej przyczyn, kobiety są dla mnie swoistym „olejem napędowym”. Nie czuję się przedstawicielką, nie popieram pewnych skrajności i radykalizmów, ale to tyczy się każdego ruchu społecznego, wiary, wszelkich działań. Uważam, że kobiety powinny się nawzajem wspierać, pomagać sobie i się nawzajem napędzać, nigdy, przenigdy nie powinnyśmy sobie nawzajem rzucać kłód pod nogi. Mam wrażenie, że słowo „feminizm” samo w sobie ma dla wielu osób znaczenie pejoratywne, feministki się obraża, mówi się, że to zgorzkniałe brzydule… Znam wiele kobiet I MĘŻCZYZN o podobnych poglądach, jak moje i w moim mniemaniu są to przede wszystkim osoby świadome. Świat poszedł do przodu i cieszę się, że my, kobiety, mamy już tak wiele w porównaniu z tym, z czym musiały uporać się nasze przodkinie. Ale uważam też, że możemy zrobić jeszcze więcej, bo laski mają po prostu supermoce 🙂 !

Klip to jedno, a żywy kontakt ze słuchaczem – to drugie. Jakie koncerty lubisz najbardziej?

Lubię takie koncerty, na które przychodzą ludzie :). Wierz mi, to nie jest takie oczywiste. Nie zawsze przychodzą.

Gdzie i kiedy będziemy mogli Cię posłuchać w najbliższym czasie?

W najbliższym czasie robimy z moim zespołem małe tournee po telewizjach i radiach w ramach promocji „Midnight”. O dokładnych datach i godzinach, jak również stacjach i programach będę na bieżąco informowała na moim fanpage’u, więc zapraszam wszystkich serdecznie do śledzenia.

Rok ma się ku końcowi. Jak w paru słowach opisałabyś mijające 12 miesięcy, a jaki chciałabyś, aby był kolejny?

To był niewątpliwie najlepszy rok w moim życiu, bardzo szczęśliwy, czasem zaskakujący. Doświadczyłam i doświadczam bardzo pięknej miłości, spełniłam moje marzenie o mieszkaniu w Mediolanie, a dzięki ludziom, których mam i spotkałam, rodzinie, przyjaciołom i muzykom (ukłony dla całego bandu raz jeszcze – Łukasz Maron, Mikołaj Gąsiewski, Patryk Walczak oraz Tomek Bala), nagrałam i wydałam debiutancką płytę oraz zrealizowałam teledysk moich marzeń, na co czekałam od lat… Na chwilę obecną czuję się ogromną szczęściarą i powinnam powiedzieć „nic więcej mi nie trzeba”! Ale ja chcę zawsze więcej, pracować więcej i osiągać więcej, każdy zdobyty cel generuje następny i na tym zamierzam się skupić. Pielęgnować życie osobiste, bo jemu nie brakuje nic, i rozwijać się dalej, nagrać nową muzykę, przetłumaczyć następną książę i się obronić. A co! A potem pyknę doktorat, choć mogę nie zdążyć w 2018 :P.


 Zobacz więcej:

Natalia Moskal na Facebooku

Natalia Moskal na YouTubie

Natalia Moskal na Instagramie

Kup płytę !

 

Dodaj komentarz

  Bądź na bieżąco  
Powiadom o