Kapela Hanki Wójciak fot. Michał Zięba

Kapelę Hanki Wójciak już dobrze znacie z naszego portalu. (więcej) Po entuzjastycznie przyjętej debiutanckiej „Znachorce” przyszła pora na kolejną płytę Kapeli, która ukazała się 14.11.2017 (wydana przez Kompanie Muzyczną LAS).  A jak nowość to i recenzja – POTRÓJNA!

Marta Jacoszek:

Przyznam, że jak dotąd nie znałam twórczości Hanki Wójciak a szkoda. Jej aksamitny głos połączony z akustycznymi dźwiękami gitary, skrzypiec czy kontrabasu wprowadza w swoisty domowy nastrój. I to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Czuję ciepło. Takie ciepło jak po całym dniu spędzonym na zabawach w śniegu, ogrzewając się przed kominkiem. Nie wiem czy to za sprawą tekstów, instrumentów czy po prostu całości.

„Niosę Wam dzisiaj radości dar, miłość i spokój to też znam” tymi słowami wita nas Hanka. Trudno się z tym nie zgodzić. Bo w jej piosenkach znajdziemy cały wachlarz emocji.  Miłość, radość, zrozumienie ale również wzruszenie. W tytułowym utworze usłyszymy „Więc jeśli kiedyś spytasz mnie, no co z ciebie za żona? Odpowiem cicho, zupa ta od łez, od łez Za – słona” zdecydowanie otwiera oczy i skłania do przemyśleń.

Oczarowana i otulona dźwiękiem naciskam „replay” i zasuwam „Zasłonę”. Szczególnie teraz gdy temperatura na zewnątrz nie sprzyja warto zaprzyjaźnić się z tym albumem.  Ja na pewno
to zrobię.


Ireneusz SIkorski:

Trzymając świeżo otrzymaną do recenzji płytę, o dźwięcznym tytule „Zasłona” w mojej głowie zaświtało mnóstwo pytań, ale wszystkie i tak sprowadzały się do jednego prostego „ WTF?” Sama okładka razi subtelnym różem połączonym ze zgniłą zielenią, z której zerka na nas tajemnicze oko. I tutaj wszystko się jeszcze zgadza, oprócz może tego różu, ale już nazwa zespołu która zaczyna się od słowa Kapela…Zapachniało wsią i prowincją,.„Czyli może jakiś folk-metal chociaż?” pomyślałem. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam polską kulturę, ale jako zatwardziały metalowiec chyba nie posiadam w swoich sporych zbiorach żadnego zespołu, w którego nazwie figuruje słowo KapelaJ. Dlatego z pewną dozą nieśmiałości połączoną z zaciekawieniem jaka muzyka kryje się za tą naprawdę stylową okładką oraz z pytaniem „czemu ja?”  postanowiłem zaznajomić się z zwartością krążka.

I proszę o to pierwsze zaskoczenie. ”Pieśń Powitalna” oraz „Jak Dwa Michały”, jak dla mnie doskonała odpowiedź na irlandzki Clannad. Jest tu obecna
ta sama subtelna nuta, która zabiera nas do lasów Sherwood. Singlowe „Ja”
to wg  mnie naprawdę niezły przebój, szczególnie podobają mi się chórki, które nadają tajemniczości i nie sprowadzają zespołu na manowce wsi spod znaku Brathanków. Czuć tu nowoczesny aranż w dobrym słowa znaczeniu. „Taniec” to z kolei utwór który przypomina mi spokojne fragmenty innej polskiej kapeli Leśne Licho i co prawda nie ma tutaj gitar elektrycznych, ale duch starych lasów jest obecny a śpiew naszej bohaterki przypomina mi to co wyczynia Agnieszka Grala. „Gody” akurat mnie nie zachwyciły, bo jak dla mnie za mało się w nim dzieje, taki utwór wprowadza mnie w klimat przedwojennej wsi gdzie utwory takie śpiewane były wieczorami na gankach chat- jeśli pamiętacie film ZNACHOR, to wiecie o co mi chodzi.  „Czarodziej” i tutaj zaskoczenie. Klimat niczym z zadymionych kawiarenek powojennej Warszawy, przyjemne ale trochę odbiegające od reszty. Kolejne piosenki nie zachwyciły mnie tak jak
te z pierwszej połowy płyty  (może jeszcze za wyjątkiem „Nie ma piękniejszej Chwili”, która znowu wprowadza mnie w klimaty Clannadowskie ), ale tylko dlatego, że nie słucham na co dzień takiej muzyki, jednak dla fanów spokojnej
i lirycznej muzyki będą One naprawdę miłą odskocznią od codziennej szarości.

Reasumując, tak jak wspominałem na co dzień wolę muzykę mocniejszą
i bardziej żywiołową, a jak mam zamiar uciec w melancholię to sięgam po rzeczy typu Marillion. Niesprawiedliwością byłoby jednak napisanie o tym albumie źle.

Produkcja jest mega profesjonalna i jestem przekonany że na zachodzie
ta płyta spotkałaby się z szerokim uznaniem. Wszystko ma tutaj swoje miejsce ( no może trochę obok stoi „Czarodziej” ale to moje osobiste zdanie ), nie ma zbędnych nut, nie ma przesytu jest równowaga i harmonia i może właśnie dla ludzi którzy szukają w życiu tych aspektów ta płyta powstała.

Na pewno za jakiś czas posłucham sobie jeszcze raz Hanki, a na pewno zaznajomię się z jej pierwszą płytą,  tym czasem…. niech zapadnie „Zasłona” i ukoi nasze zmysły.


„Cieszę się, że piosenki do mnie przychodzą i chcę się nimi dzielić” – rozmowa z liderką Kapeli Hanki Wójciak o najnowszej płycie „Zasłona”


Katarzyna Skrzyńska:
„Zasłona” Kapeli Hanki Wójciak jak i jej twórczość nie są moją mocną stroną, ponieważ gatunek moich fascynacji muzycznych oscyluje w ciut mocniejszych klimatach, jednak nie zamykam się na żadne gatunki i często smakuję różne nurty muzyczne.
Z materiałem tych artystów zapoznałam się na koncercie w warszawskim Ośrodku Kultury Oko. Nie znałam wcześniej twórczości tego zespołu i nie wiedziałam co mnie czeka jednak nadszedł moment, kiedy otworzyłam paszczę a nóżka sama zaczęła podrygiwać. W następstwie tegoż koncertu wzięłam się za rozgryzanie najnowszej płyty Kapeli Hanki Wójciak „Zasłona”. 
Z przyjemnością wysłuchałam materiału, zwracając uwagę na teksty i ciepło, które w dziwny sposób emanuje z tego wydania. 
Posłużę się słowami mojego znajomego, dość znanego artysty „muzyka dzieli się wyłącznie na dobrą i złą”. 
Wysłuchajcie proszę chociażby utworów 6. Czarodziej, 7. Niebo i 9. Paris, o mon amour a po kawałku 11. Nie ma piękniejszej chwili z pewnością będziecie nucić refren z Hanką, bo na koncercie nuciła cała sala. Profesjonalizm zespołu na pierwszy rzut oka jest zauważalny w aranżach, tekstach i samym wykonaniu, co będąc baczną obserwatorką sceny polskiej, coraz rzadziej rzuca mi się w oczy u naszych artystów. Wniosek jest taki, że nie należy zamykać się na muzykę i jej gatunki. 

Zajrzyj po więcej:

Kompania Muzyczna LAS WWW: http://www.kmlas.pl/
Jesteśmy  ogromnie ciekawi co Wy myślicie o najnowszej płycie Kapeli. Napiszcie w komentarzu 😉

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o