Jesteśmy tuż po premierze nowego albumu formacji ETA, zatytułowanego „Nigdy” i wydanego w miniony poniedziałek, tj. 15 stycznia. Poniżej przeczytacie rozmowę z Benkiem (wokalista, gitarzysta, lider) i Damianem (basista, wokal wspierający), którzy odpowiedzieli na kilka pytań, zanim krążek ujrzał światło dzienne. Jest to zatem świetna okazja, by zestawić oczekiwania muzyków z rzeczywistością :). Miłej lektury!


 Skąd wziął się zespół ETA? Opowiedzcie krótko swoją historię. Co udało Wam się jak
dotąd osiągnąć?

BENEK: Z początku nie było zespołu ETA. Były różne, młode eksperymenty młodych ludzi, przyświecała jakaś idea stworzenia zespołu, ale jak miałby się nazywać i jaką muzykę grać? Hm, to dopiero było ciężkie zadanie! Po takim krótkim namyśle – sądzę, że było to kompletnie naturalne – jako początkujący wokalista i gitarzysta (Benek) już w wieku 16 lat szukałem ludzi, z którymi można byłoby stworzyć „wielki zespół” pokroju Gunsów, Nirvany, Metalliki, jednak skąd mogliśmy wiedzieć, jak to zrobić?! Stopniowo pojawiali się kolejni ludzie do grania, często tacy, którzy jedynie posiadali potrzebny instrument w domu albo świetni, którzy go nie mieli! I tym sposobem w końcu grałem w pierwsze formacji, niemającej jeszcze wtedy nazwy. Zagraliśmy dosłownie dwa mniejsze koncerty po 20 minut! Dla nas to był istny cios na tamtym etapie! Od razu po nich grupa się rozpadła. Tak do życia został powołany zespół Beyond Control – już w szkole średniej, pierwsze własne pomysły i coraz lepsi muzycy w składzie. Potem doszła do tego współpraca z domami kultury, gdzie zresztą poznałem naszego „pałkowego” – Piotrka, pierwsze występy szkolne na akademiach i wydaje mi się, że to właśnie chyba na jednej z nich również pierwszy raz poczułem radość, jaką daje granie muzyki na żywo, odbiór jej przez publikę, ciepła atmosfera idąca do Ciebie. Jednak dalej czynnik młodości robił swoje – i ten zespół połowicznie przestał istnieć, więc stwierdziłem, że przyda nam się „Restart” i tak oto na pierwsze występy klubowe (kolejny raz w nowym składzie!) i u boku pierwszych gwiazd z okazji WOŚP (Michał Szpak, Damian Ukeje), powstała ETA. Pojawiła się większa dojrzałość i chęć do pracy, jednak ówczesny perkusista, z tego co pamiętam, z racji gorszego dnia, powiadomił mnie, że nie pojawi się na tym finale WOŚP, na którym tak bardzo nam zależało, bo… „nie”. Nie miałem pojęcia co wtedy zrobić, dla 18-latka bez doświadczenia w prowadzeniu zespołu to był dramat. Wpadłem na pomysł zadzwonienia do Piotrka, którego znałem wcześniej z domu kultury. Zacząłem rozmowę na zasadzie: „Cześć, nie wiem czy mnie pamiętasz, szukamy perkusisty – pierwszy koncert już za szesnaście godzin…”. To było wariactwo! Dalej poleciało z górki, Piotrek gra z nami już od prawie cztery lata, tak samo Damian, basista. Kamil, gitarzysta, gra z nami od roku, ale czujemy, jakby grał z nami od zawsze. W swoim dorobku mamy naprawdę dużo koncertów przed ogromną liczbą osób. To zawsze dla nas jest największą nagrodą. Graliśmy u boku takich zespołów, jak Lady Pank, Farben Lehre, Red Lips, Chemia czy Offensywa. Mieliśmy również grać z Afromental, IllusionSixpounder w czasie ich jesiennej trasy koncertowej. Udało nam się uzyskać I miejsce na sześćdziesiąt kapel z całej Polski w konkursie supportów, byliśmy laureatami Made in Szczecin V, graliśmy na dużej scenie szczecińskich juwenaliów… Trochę tego było, ciężko wymienić mi wszystko!

Jesteśmy tuż przed premierą Waszego debiutanckiego dużego albumu zatytułowanego „Nigdy”. Jak się czujecie tuż przed startem?
BENEK: „Podenerwowani” to chyba dobre słowo! A także podekscytowani. Takie wydarzenie jest tylko raz w życiu każdego zespołu. Już niedługo jakaś część nas zaklęta w każdej z tych piosenek wyjdzie szerzej, do ludzi, którzy będą je oceniać, odtwarzać, będą analizować na pewno warstwę muzyczną, jak i liryczną… Z drugiej strony zrobiliśmy wszystko, żeby na tę chwilę nagrać najlepszą płytę, jaką potrafimy, myślę, że wiele osób to doceni!
DAMIAN: Ja jestem przede wszystkim ciekawy, zastanawiam się, jaki będzie odbiór. Kurczę, dwa lata pracy przy płycie zleciało jak z bicza strzelił, a tu mamy produkt, który zawiera dwanaście piosenek, kilkadziesiąt minut muzyki i przede wszystkim ludzi, którzy przesłuchają nasz krążek i szczerze powiedzą nam, co myślą o naszym tworze.

Gdzie nagrywaliście płytę „Nigdy”? Kto zajmował się produkcją i jak sami oceniacie
efekt końcowy?
BENEK: Płyta „Nigdy” była w całości zrealizowana, zmiksowana i masterowana w FL Studio, pod bacznym okiem naszego przyjaciela, Konrada Wojdy, gitarzysty Farben Lehre. Sposób, w jaki Konrad poświęca się całemu procesowi, jest nie do podrobienia. Jego angaż i pomoc nie tylko umożliwiły tej płycie stanie się lepszą, ale i także nam stanie się lepszymi muzykami! Potrafiłem dostać od niego telefon w okolicy godziny 1 lub 2 rano: „Benek, miksowałem ten numer, to jest fajne, ale ma być ku*** fajniej!”. Wtedy też zazwyczaj wsiadałem w pociąg, sam lub z którymś z chłopaków, w zależności od tego, kto był potrzebny na miejscu i jechaliśmy 500 km ze Szczecina do Płocka, gdzie mieści się studio Konrada. Nie macie pojęcia, jak takie rozmowy motywacyjne z Konradem potrafiły wpłynąć pozytywnie na nas i proces nagrywania płyty! A co do efektu końcowego, po skończeniu masteringu jaraliśmy się jak małe dzieci: „To jesteśmy my! To jest ETA!”. Z czasem oczywiście obsłuchaliśmy się materiałem z płyty i z wersji na żywo z prób, lecz jesteśmy niezwykle zadowoleni z tego, że ten album, pomimo wszystkiego, co przechodziliśmy po drodze, zachował swój charakterystyczny styl, a równocześnie spójność i świeżość.
DAMIAN: Tak jak mówi Beno, nagrania w FL Studio zrobiło z nas lepszych muzyków, to miejsce, gdzie poznaliśmy swoje możliwości i nauczyliśmy się wiele nowego. Jednak same nagrania u Konrada to temat na bardzo długą rozmowę. Do dziś wracamy w rozmowach do wydarzeń z naszego pierwszego spotkania w Płocku… Za każdym razem umieramy ze śmiechu!

Jak ma się Wasz nadchodzący album do wydanej w 2014 roku płyty EP, gdybyście mieli porównać oba wydawnictwa?
BENEK: Myślę, że są to dwa inne światy – zarówno muzycznie, jak i produkcyjnie. EP była nam potrzebna, by ktokolwiek wiedział, kim jest ETA, numery te nie były tak przemyślane, jak wszystko to, co mamy na „Nigdy”. Dużo nauczyliśmy się od momentu nagrywania pierwszego demo, jeszcze więcej w trakcie nagrywania pełnoprawnego albumu. Nasze demo określiłbym jako „bardzo surowy” koncept zespołu w owym czasie. Nie wstydzimy się tego, to naturalny proces rozwoju. Druga kwestia to też dwa inne modele dystrybucji, promocji… Płyta „Nigdy” to obecnie podręcznik o tym, kim jesteśmy. Album EP miał na celu umożliwienie stwierdzenie tego, że w ogóle istniejemy!
DAMIAN: Hahaha, jeździliście kiedyś maluchem? Pewnie tak. A teraz wyobraźcie sobie sytuację, w której przesiadacie się do Ferrari. Myślę, że to dobre porównanie. Jednak tak, jak wspomina Benek, od czegoś trzeba było zacząć, a demo otworzyło nam drzwi do różnych konkursów i imprez muzycznych, więc z perspektywy czasu oceniamy całe to przedsięwzięcie zdecydowanie na plus.

W jaki sposób będzie można kupić ten album? Kto na pewno powinien się zainteresować krążkiem „Nigdy”?
BENEK: Płyta będzie dostępna praktycznie na każdym serwisie streamingowym, a jej fizyczne wersje bezpośrednio do zakupienia u nas i przez Internet. Na pewno też pojawimy się w wielu miastach razem z nią przy okazji koncertów, które planujemy teraz i już na przyszły sezon! Pracujemy także nad innymi formami sprzedaży, ale to wszystko przyjdzie z czasem. Osobiście polecam płytę „Nigdy” wszystkim, którzy szukają fajnych melodii, rockowych riffów, punkowej energii i delikatnej nutki dziwactwa. Nie tworzyliśmy tej muzyki z nastawieniem na konkretną grupę odbiorców – teksty są bardzo uniwersalne, a ich morał często dwuznaczny i ukryty pod wieloma obrazkami. Chcemy być ambasadorami takiego rocka w naszym kraju – troszkę innego, troszkę pokręconego, ale bardzo melodyjnego, czerpiącego garściami z różnych gatunków i polanego tą fajną, nowoczesną rockową polewą. Jak kolorowa muffinka. Nie tylko ładnie wygląda, ale i dobra jest cholera.
DAMIAN: Benek nie dodał, że można jeszcze zakupić płytkę na Stadionie Dziesięciolecia!

Nadchodzącą płytę promują już cztery teledyski i wiemy, że planujecie kolejne. Powiedzcie, jakim kluczem dobieraliście utwory do klipów i opowiedzcie o samych klipach.
BENEK: Klipy zazwyczaj mają trochę opowiedzieć o nas lub uderzyć w obecną sytuację na świecie. Czerń i biel była tworzona w trakcie zamachów, które dotknęły Europę. Stąd tak dużo kontrastów w wideo – widzimy ludzi młodych, starszych, szczęśliwych, smutnych, o różnych odcieniach skóry i religiach. Widzimy wzbijające się w niebo rakiety i niszczenie miast… To temat, który niezwykle nas bolał i boli do tej pory, dlatego chcieliśmy powiedzieć, że tak naprawdę ta czerń i biel nas nie obchodzą – nie o to chodzi. „Last Christmas” to nasz żartobliwy cover i klip do niego, słynnego utworu Wham! z okazji Świąt. „Ocal mnie” to sprawozdanie z całego procesu tworzenia płyty, a także podziękowanie dla ludzi, którzy nas wsparli na portalu wspieram.to po zalaniu naszej salki prób, podobnie jak klip „Do nieba”, który obecnie jest lekko poprawiany do nowej wersji audio – to ukazanie jeżdżenia na koncerty, grania i robienia tego, co lubimy z naszych perspektyw. „OK” to klip aktorski, tematycznie bardzo powiązany z pracą w gastronomii, którą przerobiliśmy wszyscy. Za każdym klipem kryje się jakaś historia.
DAMIAN: Hej, hej, kolego Beniaminie! Ja w gastronomii nigdy nie pracowałem, za to Wasze doświadczenia robią za dziesięciu. Co do teledysków, to dopóki nie nagraliśmy pierwszego, to nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo jest to czasochłonne. Nie chcecie wiedzieć, ile powstawał teledysk do „OK”!

Jak wygląda Wasz aktywność koncertowa i koncertowe plany na 2018 rok?
BENEK: Jesteśmy w trakcie planowania koncertów. Już mamy troszkę rozpisane. Zamierzamy pograć, ile tylko się da i gdziekolwiek się da. To nie jest też takie proste w wypadku młodej formacji. Zespół, który chcemy supportować, klub, w którym chcemy zagrać lub festiwal musi wykazać się pewnym zaufaniem w stosunku do tego, kim jesteśmy i co robimy. Na takie rzeczy pracuje się najdłużej, ale… Nie boimy się tego, bo przecież Rzymu nie zbudowano od razu. Zawsze ważna dla nas jest konsekwencja. Tym bardziej jesteśmy wdzięczni naszym kolegom z  Farben Lehre za zaufanie, jakim nas ponownie obdarzają, umożliwiając zagranie z nimi po raz kolejny, w 2018 roku!

Jak w ogóle wyglądają Wasze plany na rok 2018, oprócz wydania płyty?
BENEK: W planach mamy jeszcze trzy teledyski – uaktualnienie teledysku „Do nieba”a także stworzenie klipów do „Restartu” i „To nie jest mój świat”. Mamy na nie naprawdę oryginalne pomysły. Ważnym punktem jest też coraz większa liczba koncertów i ludzi pod sceną, na które na pewno ciężko będziemy pracować. Starać się będziemy o zagranie na bieżącej edycji Przystanku Woodstock oraz na innych festiwalach. I, co ciekawe, już spisujemy koncepcje na drugą płytę. Mechanizm zespołu musi działać nieprzerwanie!

Istniejecie od 2013 roku. Gdzie chcielibyście się widzieć w 2023?
BENEK: Na Wembley. Tak, cholera, Wembley to jest to! W końcu zawsze możemy pomarzyć, racja? Pierwszy polski zespół na Wembley! Oczywiście poza nieocenioną reprezentacją Polski prowadzoną przez trenera Górskiego, bo aż tak dobrzy jak ci panowie nie będziemy nigdy! A odkładając żarty na bok, liczymy, że będziemy cyklicznie widywać się z ludźmi chcącymi nas słuchać na koncertach. Nam naprawdę nie potrzeba więcej, chociaż zagranie z paroma naszymi idolami czy na większych festiwalach jak najbardziej też śni nam się po nocach! Chcielibyśmy mieć więcej ciekawych piosenek, a także takie fajne  bluzy z logiem, z błyskawicznym zamkiem!
DAMIAN: Na sylwestrze z Polsatem, TVN i TVP naraz! Czujecie to? Tego w Polsce jeszcze nikt nie osiągnął! A tak całkiem serio, chcemy być tam, gdzie będą nas chcieli słuchać ludzie, a wierzymy, że już niedługo będzie ich bardzo dużo!

Ostatnie słowo należy do Was!
BENEK: Dziękujemy serdecznie za możliwość wywiadu i podzielenia się z Wami, co nam leży na duszy, a także wszystkim, którzy to czytają i dobrnęli do końca! Zachęcamy do sprawdzenia naszej strony na Facebooku, odsłuchania płyty oraz do obejrzenia teledysków w sieci. Ponoć żyjemy w czasach, w których rock umiera, my zdecydowanie się z tym nie zgadzamy! Uważamy, że każdy z nas ma w sobie coś z rock’n’rollowego buntownika, w każdym z nas siedzi ten szaleniec, który chce pomachać głową w rytm ostrych gitarowych rytmów i prędzej czy później ta dusza szaleńca będzie chciała więcej i więcej! A my z chęcią zawsze damy Wam więcej. Do zobaczenia!
DAMIAN: Chodźcie na koncerty, nie tylko nasze! Ruszcie tyłki sprzed monitora :).


Zajrzyj po więcej:

ETA na Facebooku


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o