Czym parał się Mr. Root zanim świat poznał go jako DJ-a? Jak ocenia polski rynek muzyczny? Co łączy go z… mangą? Odpowiedzi między innymi na te pytania znajdziecie w niniejszym wywiadzie :). Miłej lektury!


Zacznijmy od najgorszego pytania, jakie podczas wywiadu może zadać dziennikarz ;). Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką? Co sprawiło, że odkryłeś w sobie pasję właśnie to tej dziedziny sztuki?

Jako dziecko uczyłem się gry na fortepianie, a jako nastolatek grałem na perkusji. W latach 80. i 90. popularnym komputerem był Commodore Amiga, na którym odkryłem, że w domowych warunkach mogę tworzyć muzykę. Potem moje życie przez większość lat 90. potoczyło się trochę z dala od muzyki. Na początku nowego tysiąclecia odkryłem życie klubowe i scenę muzyki klubowej. W 2001 roku rozpocząłem swoją karierę jako DJ. Niedługo po tym stwierdziłem, że nie mogę być tylko DJ-em, bo największe gwiazdy tworzą swoją własną muzykę. I tak po dekadzie wróciłem do tego, czym zajmowałem się jako młody człowiek – czyli do muzyki. Tym razem już w pełni profesjonalnie.

Mieszkasz na Malcie, jednak wszystko wskazuje na to, iż Twoja twórczość staje się coraz popularniejsza również w naszym kraju. W których kwestiach, według Ciebie, różnią się te dwa rynki muzyczne: polski i zagraniczny? 

To nie jest tak, że w Polsce nie jestem znany. Ludzie kojarzą mnie jako klubowego DJ-a oraz producenta muzyki house. Przez wiele lat byłem DJ-em rezydentem jednego z najlepszych warszawskich klubów – Enklawa. Jednak zawsze miałem ambicje wyjścia na świat. Dlatego często odwiedzam różne międzynarodowe targi muzyczne, jak między innymi największa tego typu impreza w świecie muzyki klubowej, czyli Amsterdam Dance Event. Dzięki temu poznawałem środowisko, ludzi oraz jak działa rynek muzyki na świecie. Od ponad dziesięciu lat co roku odwiedzam Ibizę, dzięki czemu tam też spotykam się z ludźmi z mojej branży. Jeżeli chodzi o porównanie Polski i zagranicy, to bardzo często zastanawiam się, dlaczego, poza niewielką grupą pasjonatów oraz świetnych polskich artystów niezależnych, wciąż produkcyjnie i repertuarowo jesteśmy gdzieś daleko w przeszłości. Posiadamy przecież te same narzędzia, sprzęt i wiedzę, co cała reszta świata. Dzięki internetowi oraz łatwemu dostępowi do sprzętu i oprogramowania, nie jest to już wiedza tajemna. Z przyjemnością słucham warszawskiego radia Kampus czy Tok FM w nocy i dopiero wtedy słyszę świeżą polską muzykę nie odbiegającą od tego, co się tworzy za granicą. Takich artystów powinniśmy promować, bo to oni będą awangardą i reprezentantami nas na świecie.

Współpracowałeś z takimi wykonawcami, jak Mo-J, Justyna Steczkowska czy Nick Sinckler, niedawno do tej listy dołączył także Jerry Ropero. Czy którąś z tych licznych kolaboracji cenisz sobie najbardziej?

Najbardziej cenię sobie współpracę z moją żoną, aktorką, ale przede wszystkim świetną wokalistką, Moniką Jarosińską, czyli właśnie Mo-J. Od lat tworzymy nasz duet producencki, piszemy razem piosenki i po prostu najlepiej się rozumiemy. W sumie jedynym miejscem, gdzie dochodzi do kłótni między nami, jest nasze studio, ale dzięki temu świetnie się uzupełniamy. Ja jestem bardziej techniczny, a Monika bardziej emocjonalna. Z Jerrym przyjaźnimy się od lat i dlatego postanowiliśmy zrobić coś wspólnie, tym bardziej że Jerry otworzył swoją nową wytwórnię, którą wspieram. Każda kolaboracja z innym artystą stanowi wyzwanie i dlatego jest to takie fascynujące w moim zawodzie. Zawsze istnieje coś nowego, co można odkryć, nauczyć się albo stanąć przed nowym wyzwaniem. Oprócz muzyki klubowej zrobiłem też muzykę do niezależnego filmu w Wielkiej Brytanii, wyprodukowałem piosenki stricte popowe, a ostatnio zacząłem produkcję muzyki w stylu soul i amerykańskim r’n’b dla innych artystów. Uwielbiam to.

Czym w wolnym czasie zajmuje się DJ, producent muzyczny oraz właściciel wytwórni i studia nagraniowego w jednej osobie? Jeżeli, oczywiście, w Twoim terminarzu jest jeszcze miejsce na takie chwile :).

Uwielbiam motoryzację, samochody i swego czasu zajmowałem się nawet rajdami i wyścigami na 1/4 mili. Jeszcze wcześniej byłem chyba pierwszym promotorem japońskiej kultury, mangi i anime w Polsce. Jako redaktor nieistniejącego już czasopisma o grach komputerowych „Secret Service” pisałem pierwsze regularne teksty o mandze jakie kiedykolwiek ukazały się w naszym kraju. Nadal lubię czytać japońskie komiksy, ale też czytam dużo książek oraz oglądam dużo seriali na Netflixie 🙂 Co by nie mówić, muzyka jest moim głównym hobby, więc temu poświęcam najwięcej czasu.

Jak wyglądałoby Twoje życie, gdyby nie muzyka? Potrafisz to sobie wyobrazić?

Ależ oczywiście, bo moje życie było pełne zwrotów. Od przedstawiciela handlowego sprzętu medycznego, redaktora i promotora japońskiej kultury i właściciela pierwszej w Polsce firmy zajmującej się dystrybucją mangi, przez właściciela firmy internetowej i salonu tatuażu, po to, czym zajmuję się dzisiaj. Po drodze byłem managerem muzycznym klubu, robiłem szkolenia, projektowałem grafikę oraz jestem specjalistą od marketingu i PR-u. Problemem jest jednak to, że wiele z tych dziedzin wymaga noszenia krawata i garnituru. Ja jednak najlepiej czuję się w koszulce i dżinsach 🙂

Dziękuję za rozmowę :).


Zajrzyj po więcej:

Mr. Root na Facebooku


 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o