fot. Natalia Nowak

Smutne Piosenki, to poznańska formacja, która ma swój sposób na muzykę. Niech nie zmyli Was nazwa, bo to na prawdę nie aż takie smutne piosenki.

Zapraszam do rozmowy z Pauliną Frąckowiak, basistką zespołu z Poznania, która przybliży nam bardziej wizerunek kapeli, opowie nam jak to sie wszystko zaczęło i jakie plany zespół ma na najbliższy czas.

Zapraszam!


Karolina Filarczyk

Paulina Frąckowiak

Smutne Piosenki… sami przyznacie, że to dość oryginalna nazwa zespołu. Jaka jest jej geneza?

Nazwę zaproponowała Iza, kiedy pierwszy raz usłyszała piosenki, które napisałam dla zespołu. W większości z nich dostrzegła jakiś cień smutku i refleksji. To nazwa, która jednych przyciąga, a innych odpycha, ale zżyliśmy się już z nią i dobrze na nas leży. Na pewno zwraca uwagę i zapada w pamięć. Poza tym wierzę, że smutne piosenki poprawiają nastrój – sama zawsze aplikowałam je sobie w stanach przygnębienia. To nawet udowodnione naukowo, oczywiście przez amerykańskich naukowców 🙂

Od jak dawna tworzycie wspólnie? Jakim zrządzeniem losu wasze drogi połączyły się?

Jako Smutne Piosenki działamy od prawie trzech lat. Znamy się z poznańskiej Akademii Muzycznej, której wszyscy byliśmy studentami. Z Izą i Kubą współtworzyliśmy wcześniej zespół The Pineal, z Michałem grywałam kilka lat temu w różnych sytuacjach muzycznych. Wybrałam więc tych muzyków z pełną świadomością, dobrze ich już znając.


Członkowie zespołu: Iza Polit – wokal, Michał Ruksza – piano, Paulina Frąckowiak – bas, Jakub Szwarc – perkusja

Słuchając waszej twórczości, nie sposób wrzucić was do jednego worka. Mamy tutaj trochę jazzu, garść elektroniki i szczyptę poezji śpiewanej. Prawdziwy mix stylów. Lubicie mieszać gatunki, czy zwyczajnie nie możecie się zdecydować na któryś konkretny?

Lubimy mieszać gatunki, bo w różnych mamy doświadczenie i różne lubimy – i słuchać i grać. Wybór danych środków stylistycznych w konkretnej piosence podyktowany jest przede wszystkim jej treścią. Tekst warunkuje, jaki gatunek czy styl wybieram, muzyka podkreśla jego przekaz.

W tym roku wydaliście swój pierwszy album. „Dziki ogród”, bo taki nosi tytuł, to kwintesencja waszego twórczego oddechu. Powiedzcie naszym czytelnikom jak powstawał materiał. Kto w waszej grupie odpowiedzialny jest za nutki, a kto za słowa?

Piszę zarówno słowa, jak i muzykę. Przynoszę na próby gotowy szkielet piosenki, która staje się ciałem, gdy pozostali członkowie zespołu dodadzą do niej coś od siebie – Iza interpretację i frazowanie, Kuba konkretny perkusyjny groove, Michał brzmienia z klawiszy. Pracujemy wspólnie nad ostateczną formą i innymi szczegółami aranżacyjnymi.

Kiedy fani będą mogli spodziewać się od was nowych piosenek?

Chciałam wydać wreszcie pierwszą porcję materiału, by móc przejść do kolejnych piosenek, które od dawna czekają już w komputerze, zeszycie i głowie. Planujemy zabrać się za nie jeszcze w te wakacje, więc nowych piosenek można spodziewać się prawdopodobnie jeszcze na tegorocznych jesienno-zimowych koncertach, a kolejnej płyty najszybciej, jak będzie to możliwe.



Jesteście formacją, która na swoim koncie ma już niejedną nagrodę. Uściski rąk i dyplomy pomagają w dalszej pracy, czy wprost przeciwnie?

Pomagają, bo dają nam potwierdzenie, że to, co robimy ma sens i jest uznawane przez innych za wartościowe. Tzw. feedback jest bardzo ważny, choć niekoniecznie ten konkursowy. Najistotniejsze opinie to te od słuchaczy – po koncertach, w internecie, w prywatnych rozmowach.

Eurowizja, festiwal piosenki w Opolu, a może jest jakaś inna impreza, w której chcielibyście zaprezentować swoje możliwości?

Bardziej niż wymienione marzą nam się festiwale, które w ostatnich latach wyrobiły sobie silną pozycję i realnie pokazują, czego obecnie się słucha, np. Open’er, Męskie Granie, Jarocin. Te sceny nam się marzą, jak chyba każdemu rozkręcającemu się zespołowi czy wykonawcy 🙂

Czego słuchają „Smutne Piosenki”? Którzy artyści zarówno ze sceny polskiej, jak i zagranicznej stanowią dla was największą skarbnicę inspiracji?

Jest nas w zespole czwórka, każdy ma swoje muzyczne fascynacje, które w wielu miejscach się pokrywają, a czasem są dość rozbieżne. Przekrój naszych zainteresowań jest bardzo szeroki – od jazzu i klasyki, przez soul, hip-hop, elektronikę, rock, a nawet metal, po poezję śpiewaną i pop. Niewątpliwie stąd też bierze się różnorodność w naszej własnej twórczości. Wymienię dla przykładu kilka punktów stycznych: Robert Glasper Experiment, Erykah Badu, Moonchild, Hiatus Kaiyote, Snarky Puppy.

Z kim chcielibyście wystąpić wspólnie na jednej scenie?

Dzięki udziałowi w zeszłorocznej edycji projektu 5 zmysłów mamy już na koncie współpracę z kilkoma wspaniałymi artystami, choć nawet nie zdążyliśmy o niej zamarzyć. W finałowym spektaklu „Piękne spojrzenie” w reżyserii Katarzyny Stoparczyk towarzyszyliśmy na scenie Wojciechowi Waglewskiemu, Novice i Jackowi „Budyniowi” Szymkiewiczowi. Marzy nam się, by te muzyczne znajomości kontynuować. No i chcielibyśmy zagrać z Davidem Bowie 🙂



Wspomniałam wcześniej o festiwalu w Opolu. Niegdyś festiwal – legenda, dziś sięga bruku. Jaka jest wasza opinia na temat tego, co dzieje się dziś wokół tej kultowej imprezy? Myślicie, że lata świetności jeszcze powrócą?

Otarliśmy się o ten festiwal. W zeszłym roku nasz singiel „Dziki ogród” zajął drugie miejsce w eliminacjach do Debiutów organizowanych przez Narodowe Centrum Polskiej Piosenki. Wygrał je nasz kolega z Poznania, Paweł Swiernalis, ale sam zrezygnował z występu w związku z aferą, która towarzyszyła poprzedniej edycji festiwalu. To impreza telewizyjna, związana z polityką. Nic nie trwa wiecznie, wszystko się zmienia, więc i ten festiwal być może doczeka się jeszcze renesansu. Trzymamy za to kciuki, bo byłoby wspaniale, gdyby znów było to wydarzenie, które naprawdę pomaga zaistnieć w zbiorowej świadomości wartościowym wykonawcom.

Jesteście kapelą, która serwuje nietypową muzykę. Radiostacje mocno komercyjne raczej nie grywają waszych utworów, a mimo wszystko nie możecie narzekać na brak zainteresowania. Jak myślicie, skąd się to bierze? Czyżby publika miała już dość „muzycznej sieczki”, którą serwują im wielkie rozgłośnie?

Niewątpliwie, są przecież całe rzesze osób, które szukają w muzyce czegoś więcej niż bitu pod nóżkę i nawet jeśli nie znajdą odpowiedzi na swoje potrzeby w mediach, to sami potrafią ich poszukać. Z zadowoleniem obserwujemy, że publiczność wyczuwa, co jest prawdziwe, a co nie, dostrzega dobre teksty i oczekuje piosenek z przekazem, a nie o niczym.

Pochwalcie się naszym czytelnikom, co knujecie dla fanów w najbliższych miesiącach. Gdzie będzie można was posłuchać, zobaczyć.

Zagramy na poznańskich Kontenerach, w warszawskim SPATiF-ie, w Olsztynie i Unisławiu oraz poprowadzimy warsztaty i damy koncert w ramach Akademii Letnich Spotkań Artystycznych w wielkopolskim Turku. Koncertów będzie więcej, zapraszamy po aktualizację informacji na nasz fanpage. Za chwilę nakręcimy kolejny klip, trzeci jest już w przygotowaniu i ukaże się pod koniec roku. Jesienią będzie nas można usłyszeć w poznańskim Centrum Sztuki Dziecka w zupełnie nowej odsłonie – w projekcie z muzyką żydowską. Pomysłów i nowych wyzwań nam nie brakuje 🙂



Gdybyście mieli poradzić „młodym gniewnym”, jak mają zacząć swoją karierę, co byście im powiedzieli?

Każdy ma swoją ścieżkę, poza tym wiele zależy od szczęścia, trafienia w odpowiedni moment i koniunkturę, więc jedyne uniwersalne rady, których możemy udzielić to: po pierwsze bądźcie zawsze wierni sobie, bo i tak znajdziecie swoją publiczność, a po drugie nie zniechęcajcie się, nie poddawajcie, nie załamujcie porażkami. Wszystko wymaga czasu, w tej branży trzeba szczególnej twardości i wytrwałości, bo konkurencja jest ogromna. Słomiany zapał to znak naszych czasów, ale z nim niczego się nie osiągnie.


Zobaczcie więcej:

Facebook

BandCamp

Dodaj komentarz

  Bądź na bieżąco  
Powiadom o