Fot. Joanna Babiel

Subtelny głos i dojrzałe teksty Kasi, połączone z nieokiełznaną i wielowymiarową warstwą muzyczną. Wszystko okraszone lekką psychodelią i ogromną wrażliwością. Do tego niebanalny styl sceniczny zespołu i piękna sala toruńskiego Dworu Artusa, podkreślająca niezwykły klimat tego wieczoru. Na dobrą sprawę mogłabym na tym zakończyć relację z koncertu Kasi Lins w Toruniu, ale specjalnie dla tych, którzy jeszcze nie są przekonani do jej muzyki, spróbuję nieco bardziej szczegółowo odtworzyć magię tego wieczoru.

Zespół rozpoczął koncert od tej mocniejszej strony albumu Wiersz Ostatni, ale jeszcze zanim rozbrzmiało rockowe „Hollow Words”, usłyszeliśmy piękne intro w postaci aranżacji wiersza Konopnickiej. Już przy kolejnym utworze publiczność poderwała się z siedzeń. Nic dziwnego, gdyż ze sceny spływało do nas tyle dobrej, muzycznej energii, że trudno było powstrzymać się od tańca, do czego zresztą sama wokalistka zachęcała. Fani zatańczyli więc do „Save Me Boy”, aby ponownie zasiąść i wsłuchać się w płynące dźwięki znanego singla „Tonę”

Po tej części, scenę na chwilę przejął Tomasz Zachara, który swoim solo na bębnach wyprowadził słuchaczy z pewnej nostalgii, która unosiła się w sali i zapoczątkował powrót do mocniejszych brzmień. Usłyszeliśmy więc „Tak Widzę Nas”, „Forresta” oraz „Kiedy Dobrze Jest Nam” zwieńczone mocną, rockowo-psychodeliczną końcówką, podczas której swoje umiejętności gitarowe zaprezentował nam Karol Łakomiec.

Choć po tak energetycznych utworach trudno było stłumić w sobie emocje i chęć wyrzucenia przez okna krzeseł, które mieliśmy pod sobą, Kasia zaprosiła nas swojego intymnego świata, do którego furtkę otwierał utwór „These Days”. Dobrze, że krzesła jednak zostały, bo szybko rozpłynęliśmy się przy tych dźwiękach i faktycznie dało się odczuć, że jesteśmy częścią bardzo kameralnej i prywatnej przestrzeni artystki. Pozostając w tym klimacie, muzycy zagrali jeszcze „Dzień” – piękną, rozczulającą balladę zagraną, na pianinie, przy wtórze chórków Agi Bigaj i Suzi Kłosińskiej.

Fot. Joanna Babiel

Następnie przyszedł czas na odrobinę country, w którym Kasia tak dobrze brzmi, czyli „Southern Wind”. Publiczność ponownie poderwała się do tańca, ale szybko powróciliśmy do bardziej melancholijnych klimatów w postaci utworu „Dawno”, który w oryginale Kasia wykonuje z Łukaszem Lachem. Tym razem wokalistę zespołu L.Stadt godnie zastąpił Karol Łakomiec, który –  jak widać – jest człowiekiem wielu talentów – zagrał, zaśpiewał, a do tego wyreżyserował wszystkie teledyski z płyty Wiersz Ostatni.

 

Zbliżając się powoli ku końcowi, zespół zaprezentował cover grupy Maanam. Subiektywnie przyznam, że moment ten jest chyba moim ulubionych na trasie Wiersz Ostatni. „Kocham Cię Kochanie Moje” w wersji Kasi Lins to piękny hołd dla Kory, wykonany w swoim, oryginalnym stylu, ale zachowujący przy tym należyty szacunek. Nawet jeśli nie podoba Wam się album Wiersz Ostatni, to warto pojawić się na trasie chociażby dla tego typu smaczków. Ciarki na plecach i ogromne wzruszenie, brawo!

Fot. Joanna Babiel

Z tego poruszającego momentu przenieśliśmy się w zupełnie odmienny klimat. Ze sceny wybrzmiał, wyczekiwany, tytułowy „Wiersza Ostatni”! Ach, ta przewrotność Kasi. Jej występy to ciągła huśtawka nastrojów – z rockowych brzmień do smutnych ballad, z krzeseł do tańca i tak przez cały koncert. Mimo to, nie trzeba było długo namawiać publiczności zgromadzonej w Dworze Artusa, aby wstali z miejsc i dali się ponieść. Fani tak się roztańczyli, że pozostałe dwa utwory wysłuchali już na stojąco. Kasia pożegnała się piosenką „Odchodząc”, wykonując ją już bez zespołu, przy akompaniamencie pianina.

Muzycy nie kazali długo na siebie czekać i szybko powrócili, aby na bis ponownie zaprosić wszystkich do zabawy. Tym razem publiczność nie tylko wytańczyła, ale i wyśpiewała wraz z Kasią „Wiersz Ostatni”. Oczywiście na koniec nie zabrakło owacji na stojąco. Sam zespół serdecznie dziękował za tak pozytywny odbiór i zapewnił, że wrócą do Torunia niedługo.

Kto wie, może już w grudniu, odebrać nagrodę im. Ciechowskiego…

Fot. Joanna Babiel

Więcej od Kasi Lins:

Facebook

Instagram

PODZIEL SIĘ
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Poznaniu, entuzjastka każdego nadchodzącego dnia, miłośniczka muzyki, szczególnie tej granej na żywo oraz sportu, szczególnie tego granego na piachu :) Do zobaczenia gdzieś pod sceną!