Sarius przekonał mnie do siebie dopiero swoim najnowszym wydawnictwem, o czym możecie przeczytać w recenzji „Wszystko co złe„. Zdecydowałam się więc zobaczyć, jak radzi sobie na żywo i muszę przyznać, że się nie zawiodłam! Mariusz, w ostatni piątek w poznańskim Klubie u Bazyla, zaprezentował przekrój swojej twórczości i choć występ nie należał do najdłuższych, to dostarczył wszystkim ogromne pokłady energii i pozytywnych wrażeń.

Koncert rozpoczął się punktualnie o 22, kiedy to na scenę wszedł hypeman Sariusa, zagrzewając zgromadzoną widownię do wywołania sprawcy całego zamieszania. Warto w tym miejscu podkreślić, że koncert się wyprzedał, więc tłumne skandowanie ksywy SARIUS, bądź ANTIHYPE roztaczało się w niemałym klubie na ogromną skalę. Czuć było pokłady energii, które gromadziły się wśród oczekujących. Jednak długo nie trzeba było czekać, żeby sam zainteresowany wbiegł na scenę i rozpoczął koncert z przytupem, bo od pierwszego singla promującego jego najnowszy album – Wikinga. Jak dla mnie ten numer jest jednym z klasyków polskiego współczesnego rapu i chyba nie tylko ja tak uważam, gdyż fani zgromadzeni w Klubie u Bazyla nie mieli nic przeciwko temu aby głośno nawijać z Mariuszem. Momentami nawet słychać było tylko ich. Raper od początku nie ukrywał, że jest zaskoczony tą sytuacją i często wspominał, że czuł tego wieczoru bardzo dobre wibracje z publicznością.

W trakcie około godzinnego koncertu usłyszeliśmy również Dziecko wojny, Dobrego chłopaka, Wspaniałego i wielkiego, czy Powiedział mi ktoś z tegorocznego krążka Wszystko co złe. Sarius przypomniał również kilka starszych numerów, między innymi: To co chcesz i Wiosnę z Antihype’u oraz Dziedzica korony z Czasem EP. Podczas każdego z tych numerów, nie zależnie od tego, czy to były starsze, czy nowsze kawałki – publiczność szalała skacząc, wspólnie śpiewając i głośno skandując ksywę rapera.

Na bis Sarius pozostawił Kurtynę – najnowszy singiel i zarazem bardzo emocjonalny kawałek. Raper ponownie zaangażował publiczność do wspólnej zabawy, tym razem podczas stage divingu. Na ostatnim refrenie rzucił się w publiczność i tak, na fali ich rąk przepłynął przez całą powierzchnię klubu i z powrotem na scenę, aby się pożegnać i po chwili ponownie spotkać się z fanami, podpisać im płyty i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia.

Koniecznie wpadnijcie poskakać z Sariusem na kolejnych koncertach z jego trasy WSZYSTKO CO ZŁE TOUR, bo to naprawdę dobry chłopak i kawał dobrego rapu!


Więcej od Sariusa:

WWW

Facebook

Instagram

Youtube

PODZIEL SIĘ
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Poznaniu, entuzjastka każdego nadchodzącego dnia, miłośniczka muzyki, szczególnie tej granej na żywo oraz sportu, szczególnie tego granego na piachu :) Do zobaczenia gdzieś pod sceną!

Dodaj komentarz

  Bądź na bieżąco  
Powiadom o