Z Kasią Lins spotkałam się przy okazji jej koncertu w Toruniu, w ramach trasy Wiersz Ostatni. Artystka zachwycała się piękną architekturą Dworu Artusa, w którym rozmawiałyśmy, a gdzie kilka godzin później zagrała wraz z zespołem bardzo dobry koncert. Porozmawiałyśmy o tym jak się czuje na scenie klubowej, o jej nieprzeciętnych inspiracjach, filmie oraz tym, kim chciała być, kiedy była mała. Kasia zdradziła również swoje najbliższe plany związane z tworzeniem.


Od kilku dni jesteś w trasie klubowej. Zagraliście już w kilku miastach. Jak Ci jest w tej trasie?

Super. Jest mi dobrze. Czuję się coraz lepiej na scenie.

Czyli stres już trochę odszedł?

Zawsze jest taki przedkoncertowy stres, ale widzę, że coraz lepiej sobie z nim radzę. Wydaje mi się, że on przekuwa się na scenie w jakąś energię, której nie mam przed startem.

Wcześniej zagrałaś kilka festiwalowych koncertów. Mam wrażenie, że to był dla Ciebie taki czas, aby zaprezentować się z Wierszem Ostatnim szerszej publiczności i wyłapać z niej poszczególne osoby, które czują ten klimat, aby spotkać się z nimi teraz, w klubach, gdzie ten album dopiero ma szansę w pełni wybrzmieć.

Tak, płyta faktycznie wyszła w dobrym czasie. Dzięki temu mieliśmy szanse pograć latem, sprawdzić jak działa zespół, jak budować pełnowymiarowy koncert. Płyta Wiersz Ostatni brzmi na żywo inaczej. Myślę, że nie jeden słuchacz, zapoznany wcześniej z nagraniami, może być zaskoczony. Mamy wolność interpretacji, większą swobodę formy i pewność, która rodzi się dopiero po ograniu z materiałem. Teraz za każdym razem możemy opowiedzieć tę historie w inny sposób, w zależności od nastroju, pomysłu. Nie mówię, rzecz jasna, o wolności interpretacji, która kojarzy się z jazzową improwizacją, ale o swobodzie, która pozwala skupiać się tylko na treści. Ta płyta jest bardzo kameralna i intymna. Klub jest dobrą przestrzenią dla takiej muzyki.

Wracając do trasy – zdążyło Cię już coś zaskoczyć? Wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałaś? Możesz to potraktować też jako pytanie o wpadki. 😀

Zdziwiło mnie to, że właśnie nie mieliśmy takich wpadek zespołowych, muzycznych. Najwidoczniej jesteśmy już zgrani. Zaliczyliśmy ten letni egzamin i teraz się bawimy, a ludzie przychodzą nas słuchać. To jest wartość, chociaż nadal zaskakuje mnie, że ktoś zna teksty, śpiewa ze mną, a zdarza się, że nawet za mnie. Miłe to. Miłe i dziwne.

No właśnie. Masz dobrą pozycję jako artystka, bo jak widać – odbiorcy są, przychodzą na koncerty i kupują płyty, a mimo to ta Twoja popularność nie jest na tyle ogromna, żeby zakłócała Ci przestrzeń prywatną. Całkiem fajnie Ci się to poukładało.

W kontekście mass mediów nie istnieje. Tak chyba skonstruowana jest teraz muzyczna branża. Rozpoznawalność jest potrzebna, jeśli ma się ambicje grania na otwartych koncertach, festynach i dniach miast. Jeśli Twoim marzeniem jest granie koncertów klubowych, dla publiczności, która przychodzi posłuchać Twojego koncertu – skupiasz się na robieniu muzyki. Oczywiście są wyjątki, które zaprzeczają tej tezie, ale przeważnie rozpoznawalność wiążę się jednak z artystycznymi kompromisami.

Taka niszowa pozycja Ci odpowiada, czy masz jednak ambicje, żeby zapełnić kiedyś na przykład Torwar?

Nie wiem czy to ambicja. Mam ambicję, żeby konsekwentnie robić muzykę. Pisać ją, grać, śpiewać. To jest moje zajęcie. Nie chce myśleć o muzyce w kategoriach marketingowych, liczbowych, hitowych. To moja miłość. Nie chcę, żeby zamieniła się we frustrację. Jak niewielu jest w Polsce artystów, którzy w pierwszej kolejności myślą o jakości muzyki, o tym, czy wychodzi z ich trzewi, czy jednak z potrzeby bycia granym i rozpoznawalnym.

Motyw róży, który pojawia się w Twojej scenografii, był z Tobą zawsze, czy jest to symbol powiązany z projektem Wiersz Ostatni?

To symbol płyty, która jest bez wątpienia głosem kobiety. Symbolem być może trochę tandetnym, ale lubię się czasem ocierać o kicz. Nie bez powodu jestem wielką entuzjastką twórczości Davida Lyncha, do czego różą również nawiązuje. Specjalnie na trasę przygotowałam też cover zespołu Maanam, więc kolejne nieprzypadkowe różane odniesienie do temperamentnej, kobiecej i niebezpiecznej Kory.

https://www.facebook.com/kasialinsofficialpage/

Intryguje mnie również Twój wizerunek, ponieważ bardzo dobrze wyglądasz na scenie. Zawsze byłaś taką czerwono-czarną Kasią w kapeluszu?

Czerń i czerwień to element entourage’u płytowego. Na pewno mam też czarną duszę, w kontekście duszy bluesowej. A kapelusz założyłam chyba na pierwszym roku studiów w Gdańsku i tak już pozostał. Poza tym świetnie się czuję na południu Stanów Zjednoczonych, mam słabość do country, westernów i bohaterów Tarantino, więc jest mnóstwo elementów, które wpłynęły na mój wizerunek, nie tylko sceniczny.

Inspirujesz się nieprzeciętną sztuką, bo jest to kino i wspomniany Lynch, czy chociażby poezja, którą wplatasz w swoją twórczość. Sama tworzysz też niebanalne rzeczy. Skąd w tak młodej dziewczynie taka dojrzałość w tworzeniu?

Nie wiem w sumie jak to skomentować, miło mi, że tak to czytasz. To, co rzeźbimy jest zapewne wynikiem wszystkich działających na nas dziedzin sztuki i pojedynczych tworów, które pozostawiają stempel na naszej mapie i przemielone, w pewnym momencie pojawiają się, często kompletnie nieświadomie, w tym, co konstruuje już nasza własna wyobraźnia. Literatura, kino, muzyka, sztuki wizualne i wszystko, co jest w stanie pobudzić wyobraźnię, uruchomić emocje, pobudzić intelektualnie, pojawia się w naszej twórczości – my rzemieślnicy, których niektórzy ochoczo nazywają nawet artystami!

W związku z tymi zainteresowaniami zastanawiam się, kim Kasia była i chciała być, kiedy była mała. Czy ta twórczość, która teraz Ci towarzyszy, od zawsze z Tobą była?

Nie, jak byłam niedojrzała intelektualnie to chciałam mieć girls band. Ale faktycznie muzyka była ze mną od dziecka, choć nigdy nie myślałam o swojej muzycznej karierze na poważnie. Dopiero kiedy w roku 2001 pojawiła się Alicia Keys ze swoją debiutancką płytą, zaczęłam myśleć o drodze solowej. Na pewno zawsze był ze mną fortepian. Wiedziałam, że chcę połączyć śpiewanie z tym instrumentem i że to własnie on jest środkiem wyrazu, który na mnie działa.

Wiem, że w temacie piosenki Wiersz Ostatni padło już wiele pytań i odpowiedzi, ale wciąż mnie ciekawi dlaczego akurat ten wiersz wybrałaś i skąd się wzięła tak oryginalna oprawa muzyczna do niego. Słuchając go mam świadomość, że jest to strasznie smutny tekst, a jednocześnie za każdym razem mam ochotę do niego tańczyć.

Charakter tej piosenki balansuje na granicy psychodelii i orientu, i rzeczywiście, mimo dość ciężkiego kalibru warstwy tekstowej, pobudza do ruchu, do tańca. Lubię takie złamania, przekorne rozwiązania. To chyba często wykorzystywany zabieg, a ja go lubię szczególnie, bo i po co dodatkowo dramatyzować w warstwie muzycznej, skoro i tak czujemy już wystarczający ciężar treści. Kiedy Morrissey z The Smiths śpiewa swoje niemalże montypythonowskie „If a ten-ton truck kills the both of us to die by your side, well, the pleasure, the privilege is mine” to też mamy ochotę śmiać się i tańczyć. Chociaż moja interpretacja Wiersza to nie taki kaliber.

Coraz częściej ostatnio spotykam się właśnie z tym, że artysta podkreśla jakieś smutne, czy poruszające ważne kwestie teksty taneczną melodią.

Takie przełamanie daje większe pole manewru interpretacyjnego. I do zabawy. Przecież nie ma klucza do napisania dobrej piosenki.

A dlaczego przeniosłaś Wiersz Ostatni na całą płytę w kontekście tytułu? To chyba nie jest już Twój ostatni wiersz?

A niechaj się zastanawiają czy to początek tej muzycznej drogi, czy może koniec… (śmiech)

Dla mnie ta płyta jest fenomenem, bo jakby przyjrzeć się każdemu z tych utworów z osobna, to wszystkie są z zupełnie innej bajki, a jednak kiedy słucha się tego jako płyty, to stanowią jedną, bardzo spójną całość.

To co powiedziałaś nawiązuje do mojej wizji tego albumu, która z kolei wiąże się z filmem. Mam na myśli to, że słuchając tej płyty, widzę ją jako soundtrack, który odpowiada różnym nastrojom i scenom, a jednak słuchamy go jak jednego spójnego albumu. Właśnie tak sobie tę płytę wyobrażałam.

Często powtarzasz, że Save Me Boy jest Twoim ulubionym utworem z płyty. Dlaczego?

Faktycznie, jestem z niego dumna. To najdojrzalszy numer jaki mi się do tej pory wydarzył. Tak sądzę. Poza tym, pomijając wszelkie prywatne i interpretacyjne historie, jestem z niego zadowolona w kontekście producencko-songwriterskim. No i mój ulubiony klip, który zrobiliśmy wspólnie z Karolem Łakomcem.

Wróćmy do Twoich inspiracji. Na płycie jest Broniewski, a teraz na koncertach gracie również aranż wiersza Konopnickiej.

Nic nie powiem. (śmiech)

W porządku, chciałam tylko zapytać jak ważna jest dla Ciebie poezja, bo wnioskuję, że dużo czasu z nią spędzasz.

Nie spędzam z nią dużo czasu. Czytam dużo prozy, klasyki, współczesnej literatury polskiej i obcej. Po wiersze sięgam bardzo nieregularnie. To jest tak, że czujesz coś od razu. Wiesz o czym to jest, słyszysz melodię i masz wrażenie, że mogłabyś powiedzieć to samo, ale zrobił to Broniewski, czy Konopnicka, więc z tego korzystasz.

Właśnie mam takie odczucie, że nawet  kiedy korzystasz z czyjejś twórczości, to jest to wciąż bardzo szczere i bardzo Twoje, jakby były wręcz napisane dla Ciebie.

Jeśli decyduję się na wykorzystanie czyjegoś tekstu, to tylko w momencie kiedy czuje, że mogę się z nim utożsamić, kiedy historia jest o tym, co sama czuje i wiem, że mogę opowiedzieć ją szczerze.

Okej, mamy Maanam na żywo, na płycie znajduje się też odniesienie do twórczości Ciechowskiego. Jesteś bardziej oldschoolowa, czy śledzisz też co się dzieje aktualnie w muzyce?

Jestem oldschoolowa. Mam starą duszę. Muzyka której słucham jest stworzona zazwyczaj w poprzednim millenium (tak, celowo użyłam tego zwrotu) lub jej autorzy działali już wtedy. I często nie potrafię się odnaleźć w dzisiejszej rzeczywistości. Śledzę oczywiście co się aktualnie dzieje, jednak moja wrażliwość trochę się mija z XXI wiekiem. Nie tylko jeśli chodzi o muzykę.

https://www.facebook.com/kasialinsofficialpage/

To trochę mi popsułaś plany, bo chciałam Cię zapytać czy udało Ci się ostatnio odkryć coś ciekawego na polskiej scenie.

To nie jest tak, że ja w ogóle nie słucham nowości. Po prostu nie cierpiałabym jakoś szczególnie gdybym mogła korzystać tylko z bazy do roku 1999. Jeśli mowa jedynie o współcześnie działających wykonawcach to L.Stadt, Julia Marcell, Król, Natalia Przybysz, Pablopavo – im wierzę.

Jak już jesteśmy przy polskiej muzyce, to muszę Cię zapytać o pewną artystkę, którą również bardzo lubię. Czy zrobicie coś z Darią Zawiałow?

Na razie nie mamy nic konkretnego w planach, chociaż były jakieś niezobowiązujące rozmowy. Ona śpiewa nieprzeciętnie dobrze! Chciałabym ją kiedyś na moment ściągnąć na tę złą stronę mocy, bluesowej mocy, bo ona ma w sobie tego tak dużo, a nie zawsze chce to eksponować.

A kino polskie? Masz jakieś perełki?

Widzisz, tutaj znowu uruchamia się moje stare serce, bo widziałam wszystko, co zrobił Kieślowski, począwszy od jego etiud szkolnych po wszystkie długometrażowe filmy. Podobnie z Polańskim. Śledzę wszystko, co się dzieje, jeżdżę na festiwale filmowe. W tym roku nie mogłam akurat pojechać do Gdyni na Festiwal Filmów Fabularnych, bo graliśmy, ale nadrabiam sobie na Camerimage w listopadzie, spędzę tam cały tydzień – wakacje w Bydgoszczy. 😉 Film bardzo mnie pociąga, nie tylko od strony widza, ale też od tej wewnętrznej, technicznej niemal strony.

Chciałabyś stworzyć coś do filmu? Muzykę, piosenkę? Własny obraz?

Muzykę, albo piosenkę. Jakiś czas temu napisałam nawet z Wojtkiem Fryczem piosenkę tytułową do filmu „Call me Tony” w reżyserii Klaudiusza Chrostowskiego. Czuję też, że zrobię kiedyś własny krótki metraż. Na razie buduję zaplecze intelektualne (śmiech).

Trasę gracie tylko w październiku, czyli rozumiem, że resztę roku spędzicie na robieniu nowych rzeczy?

Ja już zaczęłam robić, mam mnóstwo tekstów, szkiców piosenek.

Testy będą znów w dwóch językach?

Na razie staram się, żeby wszystkie były po polsku. Nie ukrywam, że chciałabym, aby kolejna płyta pojawiła się o wiele szybciej niż Wiersz. Mam ochotę ją po prostu napisać, zarejestrować, wydać i zakończyć ten proces w momencie, kiedy jest to autentyczne i teraźniejsze.

Przy nowym albumie będziesz chciała zostać przy trio: Ty, Karol Łakomiec i Michał Lange, czy chcesz już wejść do studia z zespołem i nagrać płytę na setkę?

Faktycznie marzyłoby mi się nagrać na setkę, ale żeby nagrywać w taki sposób, trzeba być bardzo dobrze przygotowanym koncertowo. Zespół musi być przyzwyczajony do energii koncertowej, którą później można zapisać na płycie. Więc najlepszą sytuacją, która daje możliwość takiego przygotowania, jest granie tego materiału wcześniej, zanim pojawi się płyta, a następnie wejście do studia. Nie wiem czy będziemy mieli taką możliwość.

W takim razie życzę Ci, aby spełniło się Twoje marzenie o nagrywaniu na setkę, a my, odbiorcy, abyśmy nie musieli długo czekać na nowe rzeczy od Kasi Lins. Dzięki za rozmowę!

Dziękuję bardzo i uciekam na próbę!

rozmawiała Weronika Szymańska


Kasia Lins na:

Facebooku

Instagramie

PODZIEL SIĘ
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Poznaniu, entuzjastka każdego nadchodzącego dnia, miłośniczka muzyki, szczególnie tej granej na żywo oraz sportu, szczególnie tego granego na piachu :) Do zobaczenia gdzieś pod sceną!

Dodaj komentarz

  Bądź na bieżąco  
Powiadom o