fot. Volet Shape Photo

Środowy wieczór upłynął warszawiakom w rytm trzech koncertów w legendarnym Klubie Stodoła. W ramach trasy promującej debiutancki krążek grupy Sonbird GŁODNY TOUR na scenie oprócz głównych gwiazd wieczoru, wystąpił również zespół The Yacht Club z Wielkiej Brytanii oraz VHS, wcześniej znany publiczności jako Create. 

Pierwsi fani zaczęli pojawiać się w Stodole krótko po 18 – od tego momentu czuć było w klubie atmosferę podniecenia wymieszaną z radością wyczekiwania, ciekawością jak brzmi materiał na żywo, z czasem rosło zniecierpliwienie, ale i szczęście zwiastujące dobrą zabawę – co najbardziej było czuć wśród fanów zgromadzonych pod samą sceną.

Występ gości z zagranicy był idealnym wprowadzeniem do drugiego koncertu tego środowego wieczoru. Zespół VHS towarzyszył Sonbirdom również podczas większości przystanków zeszłorocznej jesiennej trasy po klubach, przez co pierwszy występ w Stodolemieli już za sobą. Myślę, że właśnie ten fakt, wciąż rosnące doświadczenie w przebywaniu na scenie oraz fantastyczna publiczność, która już na ich koncercie zgromadziła się dosyć licznie sprawiły, że był to najlepszy koncert tego bandu na jakim byłam (a kilka ich było 😉). Nie tylko ja odniosłam takie wrażenie – występ VHS jak się okazało pod koniec wieczoru, dla wielu był niesamowitą, pozytywną niespodzianką. Charyzma wokalisty – Maciej Rembikowski – niewymuszone żarty, młodzieńczy wigor, wokal – mocny, jak w piosenkach „Wina”„Blue love” oraz „Jak chcę”, czy delikatny przy „Gasisz” i „Dokąd”, do tego dochodzi jeszcze trąbka, na której gra Artur Bobak – instrument, który jest rzadkością w dzisiejszych młodych bandach, a szkoda. Całości dopełnia perkusja – Tymoteusz Słomiański, bas – Jan Rembikowski i Dawid Ostrzycki grający na klawiszach. Większość utworu jaki wykonali pochodzi jeszcze z ich ep – ki „#jeden”wydanej pod starą nazwą zespołu – Create, jednak nie zabrakło niespodzianki ze strony zespołu, mianowicie nowego utworu pod tytułem „Bez słów”, który tak przypadł słuchaczom do gustu, że VHS zagrał go po raz drugi już w ramach bisu.

Chociaż jak już wcześniej wspomniałam chłopacy zrobili fantastyczne wrażenie na obecnych w klubie upływający w ich towarzystwie (bardzo szybko) czas przybliżał nas do występu, na który wszyscy najbardziej czekali, czyli koncertu Sonbird.

Po małej przerwie technicznej, która ostudziła (tylko na chwilę) roztańczoną publiczność, na scenie pojawiła się czwórka przyjaciół z Żywca – Maciek Hubczak (perkusja, akordeon), Kamil Worek (gitara), Tomek Kurowski (bas) i Dawid Mędrzak (wokal i gitara). Pierwsza piosenka, którą wykonali to „Wada”, która nam otworzyła ich koncert a w rzeczywistości zamyka płytę „Głodny”. To właśnie podczas niej mieliśmy okazję wysłuchać gry Maćka na akordeonie. Wcześniej zespół wykonywał ten utwór w bardziej energicznej wersji, jednak ta również ma swój wyjątkowy urok, który płynnie przeniósł nas w kolejny utwór – „Wodospady”, który mnie osobiście na żywo dogłębnie wzrusza. To samo mogę powiedzieć o „Lądzie”, który w środę usłyszałam tak jak jeszcze nigdy, mimo, że został nagrany w kilku wersjach, nie w takiej, gdy wokaliście towarzyszy chór setek osób…  czy „Śladzie”, przy których mimowolnie zamyka się oczy i w towarzystwie głosu Dawida przenosi się w inny świat.

Tyle o tej spokojniejszej i bardziej nostalgicznej części koncertu, bo większość wieczoru to były niekończące się tańce, głośne śpiewy i zabawa, dużo zabawy, czy to podczas „Helu”„Głodnego”„Kuloodpornego” czy „Niepoważnego” podczas którego absolutnie nikt nie był poważny nie zważywszy na wiek czy zmęczenie, które przecież kiedyś musiało się pojawić. Sonbird jednak na bieżąco wytwarzał taką dawkę energii, że z łatwością dzielił się nią z całą publicznością.

Oprócz autorskich utworów grupy zarówno z płyty jak i tych, które tam się nie znalazły wysłuchaliśmy również dwóch coverów – „Jezioro szczęścia” oraz „Czas nas uczy pogody”, w które zespół tchnął nowe, piękne życie. Wisienką na torcie była NOWOŚĆ! Tak, Sonbirdniecały miesiąc po premierze nowego wydawnictwa staje na scenie z premierową piosenką, która niech pozostanie niespodzianką, ale i jednocześnie zachętą dla osób wybierających się na przyszłe koncerty tego bandu, bo jest naprawdę niesamowita… Tak jak i cały koncert, który dopełniły światła i atmosfera tłumu młodych ludzi, bawiących się w jednym rytmie.. Klamrą zamykającą była piosenka „Wada”, którą usłyszeliśmy również na początku występu Sonbird, tym razem jednak w tej starszej, pełnej energii wersji.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

PODZIEL SIĘ
studentka administracji i zarządzania publicznego, zakochana w dźwiękach piana i gitary! kompletnie nierozważna i nieromantyczna, ale za to często uśmiechnięta :)

Dodaj komentarz

  Bądź na bieżąco  
Powiadom o