Festiwal Frytka OFF-jazd od pewnego czasu zaskakuje doborem artystów. Tegoroczna edycja była prawdziwą, muzyczną ucztą.

Po tegorocznej Frytce OFF-jazd w zasadzie śmiało mogę zaryzykować stwierdzeniem, że jest to jeden z najlepszych, darmowych festiwali w Polsce.

Dzień pierwszy – elektroniczny powiew świeżości i mocne rockowe dźwięki.

Pierwszego dnia set koncertowy rozpoczął się od występu częstochowskiego zespołu Sołtys pod dowodzeniem Jakuba „Sołtysa” Sołtysika. Jest to świeżynka na polskim rynku muzycznym ponieważ zespół istnieje dopiero dwa lata, a już zdążył mocno namieszać w kręgach muzycznych. Ich muzyka to mieszanka rocka z bluesem.
Następnie na scenie zagościła cudowna Mery Spolsky, która jest jak promyk słońca. Uśmiechnięta, zwariowana, urocza, zabawna z genialną energią sceniczną, która wspaniale pulsowała między nią, a publiką. Jej muzyka to świetne elektroniczne aranże połączone z bardzo dobrymi tekstami, które często są ciekawą grą słów.  Pierwszy raz byłam na koncercie Mery i jestem oczarowana.
Po Mery scenę rozniósł Dezerter i prawie nie było co zbierać. Jest to legenda polskiej sceny muzycznej. Kapela została powołana do życia w 1981 roku i od tamtego czasu swoimi tekstami z ważnym przekazem wciąż skupia wokół swojej twórczości kolejne pokolenia fanów.
Kolejną propozycją tego wieczoru był koncert Kapeli ze Wsi Warszawa. Jest to folkowy zespół założony 1997 roku w Warszawie. Są zdobywcami wielu nagród na różnych festiwalach i przeglądach. Zostali również w 2007 roku wyróżnieni przez magazyn Machina nagrodą Machiner w kategoriach „najlepszy zespół” oraz „sukces na świecie”. Ich występ był prawdziwą podróżą w czasie.
Pierwszego dnia koncertem zamykającym był występ Meli Koteluk. Melę uwielbiam już od dawna. Jej ciepły głos, sceniczna zwiewność i eteryczność sprawiają, że Jej koncerty to prawdziwa przyjemność w odbiorze dla słuchacza. Artystka zaprezentowała utwory z całego spektrum swojej twórczości również te z najnowszego albumu migawka.

Dzień drugi – działo się wszystko.

Drugiego dnia tąpnęło mocno Częstochową za sprawą koncertu heavymetalowego Acid Drinkers. To była totalna petarda, a Titus zachwyca swoją energią. Zespół zaprezentował doskonały set i utwory ze swojego legendarnego albumu „Are You a Rebel?”
Następnie na scenie pojawił się duet xxanaxx, który jest przedstawicielem muzyki nurtu elektronicznego, a ciekawe kompozycyjne aranże podkreśla subtelny głos wokalistki Klaudii Szafrańskiej.
Po występie xxanaxx przez scene przeszedł energetyczny huragan za sprawą projektu L.U.C & Rebel Babel Esemble z gościnnym udziałem Marceliny i Abradaba z towarzyszeniem Orkiestry Dętej OSP Konopiska. Ten koncert zapamiętam na bardzo długo bo tak pozytywnej energii nie dał mi dawno żaden artysta.
Wisienką na tym muzycznym torcie tego wieczoru był występ Krzysztofa Zalewskiego. Krzyś to taki artysta, którego koncerty zawsze powodują uśmiech na mojej twarzy bo jest on wulkanem energii. Najbardziej ucieszył mnie fakt, że w końcu usłyszałam na żywo nowy singiel Krzysztofa „Kurier”, który live brzmi naprawdę genialnie. To było idealne zamknięcie festiwalu.

PODZIEL SIĘ
Patrycja –zakochana w rockowych dźwiękach głównie o niskich częstotliwościach. Z zamiłowania fotograf koncertowy… Zafascynowana muzyką Roberta Gawlińskiego, Republiki, Mony Mur i Decadent Fun Club… ciągle poszukuje dźwięków, które zabiorą mnie na niezbadane krańce wyobraźni…