[WYWIAD] VELESAR: „Pomysłów i chęci nam nie brakuje… jesteśmy dobrej myśli i idziemy do przodu”

97
velesar

Powrót do korzeni? Ale tylko w wyjątkowy sposób! Czemu by nie połączyć folku z muzyką… metalową? Takiego muzycznego szejka serwuje nam śląski zespół VELESAR.


Przy okazji kolejnej edycji Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej, miałam okazję zamienić kilka słów z Marcinem Wieczorkiem – wokalistą zespołu. O czym rozmawialiśmy? O muzyce (to na pewno) i kulturze słowiańskiej, która ostatnimi czasy przechodzi prawdziwy renesans.

Zapraszam do lektury naszej rozmowy, a dowiecie się jak powstawał zespół, dlaczego ich debiutancka płyta nosi przewrotną nazwę „Dziwadła”, a także skąd pomysł na to by połączyć w całość tak skrajnie różne gatunki muzyczne.

Polecam!


Karolina Filarczyk

Marcin Wieczorek – VELESAR

Velesar, rozszyfruj proszę naszym czytelnikom nazwę Waszego zespołu.

Tak naprawdę etymologia nazwy jest dosyć prosta, ponieważ całe przedsięwzięcie to nie tyle zespół, co mój projekt solowy. Velesar to mój pseudonim artystyczny, czy też słowiańskie imię, pod którym występuję od wielu lat, pochodzące od słowiańskiego boga Welesa. Kojarzą mnie z nim fani folk metalu zarówno w Polsce, jak i za granicą. Po prostu po kilku latach przerwy, spędzonych z moim drugim zespołem metalowym River of Time, postanowiłem wrócić na scenę folk metalową. I rzeczywiście, wcześniej zastanawiałem się, czy zakładać kolejny zespół z jakąś nową, wymyśloną nazwą, ale ostatecznie zdecydowałem się na krok chyba najbardziej ryzykowny – czyli projekt solowy. Oczywiście zespół również jest. Przede wszystkim nie dałbym sobie rady na scenie sam, a poza tym udało mi się zainteresować pomysłem kilka osób, które chętnie do mnie dołączyły, za co zresztą jestem im bardzo wdzięczny. Część z nich to członkowie River of Time, z którymi jestem na scenie od lat, ale są też osoby zupełnie nowe.

Skąd pochodzicie?

I to jest pytanie, na które nie tak łatwo odpowiedzieć. Generalnie wszędzie podajemy Cieszyn, ale to dlatego, że w Cieszynie, a obecnie Czeskim Cieszynie, mieszkam od wielu lat. Natomiast najlepiej chyba mówić, że pochodzimy po prostu ze Śląska. Zwłaszcza że członkowie zespołu mieszkają w różnych śląskich miastach.


fot. Karolina Filarczyk

Wasza muzyka to mieszanka mocnego grania z muzyką folkową. Skąd pomysł na właśnie takie połączenie?

Nie jest to pomysł nowy, bo od dawna muzycy metalowi starali się łączyć tę muzykę z różnymi innymi brzmieniami czy instrumentami. Sam folk metal, a to cieszy, jest coraz bardziej popularny. Nie tylko na świecie, ale również w Polsce, gdzie powstaje coraz więcej takich właśnie kapel i mamy coraz więcej fanów tej muzyki. Doskonale są znane przecież takie formacje, jak Korpiklaani, Eluveitie, Arkona czy Grai. Natomiast w Polsce prekursorami folk metalu były na przykład takie zespoły, jak Radogost, w którym zresztą miałem przyjemność śpiewać w latach 2010-2014, Percival Schuttenbach, znany między innymi z muzyki do gry komputerowej „Wiedźmin” czy warszawska Morhana. Są też nieco młodsze, ale coraz bardziej popularne kapele, na przykład: Runika, Diaboł Boruta, Cronica, Łysa Góra, a także sporo całkiem nowych. W moim przypadku scenicznie folk metal zaczął się od Radogosta, chociaż już znacznie wcześniej podobała mi się taka muzyka. Wcześniej, w latach 2001-1007, grałem w zespole metalowym, ale niewiele miało to wspólnego z folkiem. Natomiast od bardzo dawna jestem miłośnikiem kultury słowiańskiej i ogólnie muzyki folkowej, więc jak tylko pojawiła się okazja, by to połączyć – skorzystałem z niej.

Całkiem niedawno wydaliście swoją pierwszą płytę. Jak długo pracowaliście nad materiałem?

Po rozstaniu z Radogostem w 2014 r. potrzebowałem trochę przerwy. Choćby po to, żeby spojrzeć na wszystko z pewnego dystansu. W tym czasie, jak już wspominałem, założyłem zespół River of Time, stricte metalowy. Co prawda, już wtedy były plany powrotu do folk metalu, ale jeszcze nie skrystalizowane. Tak naprawdę decyzja zapadła gdzieś na przełomie 2016 i 2017 r., a sam projekt został uruchomiony rok później – przynajmniej oficjalnie. Początkowo chciałem nagrać 4 utwory, wrzucić je do Internetu i po prostu zobaczyć co się stanie, czy w ogóle będzie zainteresowanie itd. Potem może jeden koncert promocyjny i tyle… Reszta później. Ale w momencie, kiedy pojawiła się opcja zagrania tego premierowego koncertu na Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej w Brennej, zresztą – festiwalu, którego pomysłodawcą jest właśnie Radogost, zapadła decyzja o nagraniu całej płyty. Sama praca nad materiałem poszła bardzo szybko, co mnie jednak nie dziwi, bo mam w zespole samych profesjonalistów. Natomiast w pewnej chwili rzeczywiście musieliśmy podkręcić tempo, ponieważ pojawiła się opcja zagrania wspólnej czerwcowej trasy koncertowej z rosyjskim folk metalowym zespołem Grai. Zresztą, trasy, którą wspominamy bardzo dobrze. Druga sprawa to ogromne i zupełnie nieoczekiwane zainteresowanie projektem fanów folk metalu, które przerosło całkowicie moje wyobrażenie i oczekiwania. Nagle okazało się, że wiele osób nadal mnie pamięta i interesuje się tym, co robię po zakończeniu współpracy z Radogostem. A przede wszystkim – czeka na mój powrót do folk metalu… I to była ogromna motywacja do przyśpieszenia prac nad projektem i albumem.

Oficjalną premierę krążka świętowaliście podczas Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej w Brennej. Dlaczego akurat ta impreza?

Z kilku powodów. Przede wszystkim, jak wspominałem, pomysł Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej wyszedł od Radogosta, który pochodzi właśnie z Brennej. Kiedy pojawiła się pierwsza Słowiańska Noc, byłem jeszcze wokalistą kapeli, a w późniejszych latach pojawiłem się na scenie dwa razy – na drugim festiwalu, gdzie byłem konferansjerem oraz podczas 10-lecia Radogosta. Poza tym przyjeżdżam na festiwal do Brennej również prywatnie. Choćby po to, żeby spotkać się z fanami i znajomymi. Tak więc mam ogromny sentyment do tej imprezy. Po drugie, Słowiańska Noc Folk-Metalowa jest obecnie jednym z najlepszych i najbardziej znanych polskich festiwali folk metalowych, który ściąga do Brennej ogromne ilości fanów tej muzyki. Tak więc oficjalna premiera mojej nowej płyty właśnie na Słowiańskiej Nocy była dla mnie idealnym rozwiązaniem i dziękuję Mussiemu z Radogosta za tę możliwość.

Wasza płyta nosi tytuł “Dziwadła”. Czym one są dla Was? Dlaczego akurat taki tytuł wybraliście dla Swojego dzieła?

Taki tytuł nosi jeden z utworów, w którym zresztą mam przyjemność śpiewać w duecie ze świetną wokalistką Malwiną Szałęgą. Bohaterami utworu są różne stwory ze słowiańskich legend, których Słowianie bali się i przed którymi starali się chronić. Mamy tam północnice, strzygi, wiedźmy, wamipiry, leszego… To są właśnie te dziwadła.

Teksty na płycie są Waszego autorstwa, czy czerpiecie inspirację z jakiś starożytnych tekstów?

Rzeczywiście jestem autorem wszystkich tekstów, ale też każdy z nich ma swoją odrębną historię. Tematyka słowiańska, historia, ale także mitologia słowiańska czy stare baśnie i legendy to prawdziwa kopalnia inspiracji. Przykładowo – „Taniec diaboła” jest inspirowany starymi polskimi baśniami, w których pojawia się postać diabła. Ale nie tego chrześcijańskiego rodem z Biblii, ale naszego – polskiego, rubasznego i sarmackiego. Takiego, który przed chwilą zatargał na księżyc Twardowskiego, a potem wrócił do karczmy potańczyć. Z kolei „Zew Arkony” opowiada o wydarzeniach z 1168 roku, kiedy to król duński najechał i zniszczył Arkonę, gród uważany powszechnie za ostatnią ostoję słowiańskiej wiary. Tutaj oczywiście odsyłam do tekstów historycznych. Inny utwór, „Pan na Łysej”, opowiada o zbójniku Ondraszku i jest inspirowany „Ondraszkiem” Gustawa Morcinka, natomiast „Wilcza wataha” została zainspirowana innym utworem – „Marszem wilków” zespołu TSA, który został wykorzystany w filmie „Akademia Pana Kleksa”. Utwór „Plony” dotyczy słowiańskiego Święta Plonów i tutaj tekst był inspirowany bezpośrednio obrzędami związanymi z tym świętem. Z kolei „Normanica”, czyli szanta wikińska, to taki ukłon dla osób, które są miłośnikami Wikingów i kultury nordyckiej. To tak oczywiście w dużym skrócie, bo gdybym miał zagłębiać się w każdy tekst po kolei, ten wywiad mógłby okazać się o wiele za długi (śmiech).


fot. Karolina Filarczyk

Podczas koncertu w Brennej zapowiadaliście, że już niebawem ukaże się klip do piosenki promującej Wasz album. Opowiedzcie nam pokrótce, jak będzie wyglądała fabuła teledysku.

Wkrótce pojawi się teledysk do utworu „Ostatnia Kupalnocka”, który w założeniu ma promować album. A przynajmniej tak być powinno. Natomiast w praktyce wyszło nam to wszystko trochę nie po kolei, co nie znaczy, że źle (śmiech). Niestety, na pewne opóźnienia nie mamy wpływu, natomiast wspomniana już trasa koncertowa z zespołem Grai spowodowała, że musieliśmy przyśpieszyć inne rzeczy. Tak więc już na początku czerwca można było znaleźć na naszym kanale YouTube i naszym profilu na Facebooku kilka utworów z płyty. Przede wszystkim chodziło o to, żeby nasi fani mieli okazję zapoznać się z nimi jeszcze przed koncertami. I trzeba przyznać, że sprawdziło się to doskonale. Ale wracając do teledysku… Klip był kręcony w osadzie słowiańskiej Białogród w Strumieniu, z którego mieszkańcami znam się doskonale od wielu lat. Zresztą, nie wyobrażam sobie, żeby mógł powstać gdziekolwiek indziej. Natomiast sam utwór opowiada o wojowniku, który jest już stary i wie, że wkrótce przyjdzie jego kres. Ale to jeszcze nie powód, by nie wziąć udziału w Nocy Kupały – ten ostatni raz…

Patrząc na mapę festiwalową Polski, klimaty słowiańskie zyskują coraz większą popularność. Z roku na rok przybywa imprez i festiwali o tym charakterze. Jak sądzisz, skąd ta moda na dawne czasy?

Nie wiem, czy powinniśmy nazywać to modą, bo chyba zbyt długo już to trwa. A to może tylko cieszyć. Wydaje mi się, że po prostu wzrosła świadomość społeczeństwa, zwłaszcza wśród młodych ludzi, że to, co słyszeli w szkole, czyli że Polska zaczęła się od Mieszka I i chrztu, to nie do końca prawda. Niestety, Polacy nie potrafią dbać o własną historię, a system edukacji w ogóle ignoruje nasze korzenie. Polskie dziecko potrafi wymienić cały panteon bogów rzymskich czy greckich, a nie ma pojęcia o mitologii słowiańskiej. Co więcej – bardzo popularna jest kultura Wikingów, choćby dzięki filmom, serialom i książkom, natomiast naszych własnych początków nie znamy. Z ochotą przyjęliśmy takie zachodnie naleciałości, jak Walentynki czy Halloween, a nie wiemy nawet, że mamy własne, rodzime święta słowiańskie – Noc Kupały i Dziady. Na szczęście ogromną pracę wykonują tutaj osoby zajmujące się rekonstrukcją historyczną, miłośnicy dawnej historii, organizatorzy imprez związanych tematycznie ze średniowieczem, a także zespoły muzyczne – zarówno te folkowe, jak i folk metalowe. Dzięki temu ludzie dowiedzieli się, że jeszcze przed Mieszkiem I na naszych ziemiach istniały plemiona słowiańskie, które miały własne wierzenia i obrzędy, własną kulturę, wojny, sojusze… I nagle okazało się, że ludzi to ciekawi! A nawet chcą wiedzieć jeszcze więcej, bo to nasza tradycja i dziedzictwo kulturowe. Nie byłoby to możliwe bez tych wszystkich „maniaków” słowiańskiej kultury, którzy, często w pocie czoła, odwracają to, co od dziesięcioleci zaniedbał polski system edukacji.

Wy sami jesteście bardziej fanami folku, czy rocka?

Tutaj trzeba by zapytać po kolei każdego z nas, bo też wszyscy w zasadzie słuchamy prywatnie czegoś innego. Ja słucham wielu różnych odmian muzyki, ale na szczycie jest na pewno metal, w tym progresywny, a także muzyka folkowa i okołofolkowa.



Gdzie fani Waszej muzyki będą mogli Was posłuchać w najbliższym czasie?

19 lipca gramy koncert w Otwartym Klubie Browaru Zamkowego w Cieszynie w ramach Festiwalu Historii Słowiańskiej Śląska Cieszyńskiego, a potem mamy przerwę do września, która jest potrzebna, żeby wdrożyć pewne zaplanowane zmiany. Od września ruszamy dalej z koncertami, aczkolwiek nie chciałbym jeszcze zdradzać szczegółów. Zapraszam do obserwowania naszego profilu na Facebooku i strony internetowej, gdzie w odpowiednim czasie pojawią się właściwe informacje.

Wasza kariera nabiera rozpędu. Czego Wam życzyć na najbliższy czas?

Chyba tego, żeby zainteresowanie projektem i albumem nadal utrzymywało się na tak wysokim poziomie, a także coraz większego zainteresowania organizatorów różnych imprez czy koncertów. Pomysłów i chęci nam nie brakuje, czasem jedynie przełożenie ich na możliwości, zwłaszcza w polskiej rzeczywistości, bywa trudne. Ale jesteśmy dobrej myśli i idziemy do przodu.


Zobacz więcej:

Velesar – Facebook

Velesar – YouTube

PODZIEL SIĘ
vice-Redaktor Naczelna --- Z Muzykoholikami związana na zawsze! Co tu robię? Spełniam marzenia! Wywiady, relacje, recenzje... pełen serwis! ---