[RECENZJA] Jaki dźwięk wydają ,,Drony”?

Fish Emade Tworzywo

Dron wg. wiarygodnego źródła: “statek powietrzny, który nie wymaga do lotu załogi oraz nie ma możliwości zabierania pasażerów, pilotowany zdalnie lub wykonujący lot autonomicznie. (…) obecnie wykorzystywane głównie przez siły zbrojne do obserwacji i rozpoznania”.
I właściwie ta encyklopedyczna definicja świetnie oddaje wydźwięk nowego krążka Fisz Emade Tworzywo.
“Drony”, bo tak zatytułowano album, to właściwie opis rzeczywistości z lotu ptaka widzianej. I choć mogło by się wydawać, że z oddali szczegół umyka oku, to bracia Waglewscy wyjątkowo dobry wzrok mają.

fisz-emade-tworzywo-drony-okladka
Okładka płyty “Drony”

Już “Mamut” (poprzedni krążek) jakby zapowiadał odejście od rapu w stronę bardziej piosenkową. Nikogo więc nie zdziwi, iż “nowe” jest momentami mocno melodyjne, wręcz popowe.
Owe drony to właściwie dwanaście utworów, raportów w obserwacji otaczającego nas świata. Kilka pytań o przyszłość i mnóstwo na jej temat niepewności. Niepewność słyszalna jest również w warstwie wokalnej. Umówmy się – to nie jest płyta wielkiego głosu. Jednakże nie ma on w tym przypadku tak dużego znaczenia. Mam nadzieję, że nie stanowiło to jedynego powodu do zastosowania autotune’a i wyraża on tutaj wyłącznie chęć stylistycznej zabawy ze słuchaczem (jak np. w numerze “Komputer”). Może to inspiracja muzyką elektroniczną z dzieciństwa twórców, gdzie głos był często przetwarzany?

 

[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=h-6N1Oxoo4o[/embedyt]

 

Zresztą też nie do końca chodzi o to, w jaki sposób się tu śpiewa. Na pierwszy plan zdaje się wysuwać warstwa liryczna. Dla mnie zdecydowanie ważniejsza. Każdy kolejny utwór jakby pochodził z lekcji minimalizmu dla zagubionych raperów. Lekcji trudnej i nie do końca odrobionej.
Artyści wyraźnie chcieliby hołdować zasadzie “less is more”, chociaż czasami owo “less” to ciągle o wiele za dużo. Wielkie ukłony i brawa za wszystkie próby, nawet te nieudane!

Nie ukrywam, iż takie klimaty dużo bliższe są mojemu sercu niż poprzednie krążki Waglewskich.
Chwilowe (czy aby na pewno?) odejście od rapu będzie związane ze znaczną utratą starej publiki. Nie zapominajmy, że z każdą stratą zyskujemy coś nowego. W przypadku tego Towarzystwa może to być jedynie nowa, mam nadzieję liczniejsza, rzesza fanów.
Jedno jest pewne, na tym krążku wszyscy odbiorcy znajdą coś dla siebie: od psychodelicznej, połamanej rytmiki, przez rockową energię, aż po popowe, nośne refreny!
Do usłyszenia!

0 0 vote
Article Rating
PODZIEL SIĘ
Bądź na bieżąco
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments