[RECENZJA] Najlepsza płyta heavy metalowa tego roku ! Scream Maker “Back Against The World”

301

Przyznaję się bez bicia, ale strasznie ociągałam się z napisaniem recenzji tej płyty… Dlaczego? Bo nie mogłam się po prostu od niej oderwać, w kółko zarzynając ją na moim odtwarzaczu. A napisanie prostego WOW nie oddaje tego, co możecie znaleźć na tym krążku. Mimo tego, że jesteśmy dopiero w połowie roku to nie boję się napisać, że najlepsza heavy metalowa płyta na polskim rynku muzycznym już się ukazała! Przedstawiam „Back Against The World” SCREAM MAKER.

Scream Maker to warszawski zespół, który zdobył już sporą popularność zarówno na polskiej jak i międzynarodowej  heavy metalowej scenie muzycznej. Choć grupa jest młoda, miała już okazję zagrać obok największych światowych gwiazd jak choćby Judas Priest, Motorhead, Saxon, Megadeth, Korn, czy Slayer oraz odbyć kilka ważnych tras koncertowych, w tym między innymi w Chinach.  W maju tego roku wypuścili swój drugi długogrający album „Back Against The World”, który został wydany przez Cantaramusic, dzięki silnemu wsparciu przez fanów w akcji crowdfundingowej PolakPotrafi.pl.

Kiedy odpaliłam ich nowy album w pierwszym momencie wydawało mi się, że pomyliłam krążki i przez przypadek włączyłam jedną z licznych płyt Iron Maiden, które leżą na mojej muzykoholicznej półce. Jednak zdałam sobie sprawę, że nie potrafię ani zanucić lecącego numeru, ani dośpiewać tekstu (a Iron-ów znam na pamięć). Scream Maker gra bowiem fenomenalny heavy metal w klasycznym wydaniu, który śmiało mogę postawić na tej samej półce co płyty Rainbow, Judas Priest, Thin Lizzy, Skid Row, Ronniego Jamesa Dio czy wspomnianych wcześniej Iron-ów. Na tej płycie wszystko chwyta mnie za moje heavy-muzykoholiczne serducho:  fantastyczny, dojrzały i momentami operowy wokal Sebastiana Stodolaka, dynamiczne, pełne długich solówek gitarowe ścieżki Michała Wrony (gitara), Jaśka Radosza (bas) oraz Dawida Pięty (gitara) oraz miażdżące siłą i szybkością młota pneumatycznego bębny Tomasza Nachyła.

Scream maker

 „Back Against The World” to płyta przecząca trochę trendom w obecnie wydawanej muzyce metalowej, odchodzącej od długich gitarowych solówek, i za to ją uwielbiam. Chłopaki pozostają wierni klasycznemu graniu i w tej konwencji stworzyli 10 świetnych, spójnych utworów, które w miarę sinusoidalnie zmieniają się charakterem i rytmicznością. Album otwiera „Can You See The Fire” charakteryzujący się zmiennym tempem z melodyjną solówką w końcówce. Po nim następuje jeden z moich ulubionych utworów Nosferatu. Zaczynający się dość spokojnie, aby nabrać tempa i uderzyć refrenem, którego wersy powodują przyspieszenie krążenia krwi w żyłach. Dalej płyta troszkę schodzi z tonu wpadając w lekki klimat Dream Theater z chóralno-operowym wokalem dzięki „Far Away”. Przekonajcie się sami tu.

Kolejne mocne uderzenie serwuje nam „King Is Dead”, w której razem z wokalistą można nieźle zedrzeć gardło. Zobaczcie jak przy tym numerze bawią się tłumy na jednym z koncertów:

[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=3J1qpTxVQtU[/embedyt]

 „Signs In The Sky” kojarzy mi się z moją szwedzką przygodą z zespołem Edguy. Bardziej power metalowy, lżejszy w kwestii melodii i wcześniejszego przywalenia perkusją. Ktoś może zarzucić, że jest to najmniej pasujący utwór na płycie.  Ze względu na charakter troszkę tak jest, jednak nie psuje on  wcale odbioru, a spodoba się fanom lżejszych brzmień. Tytułowy „Back Against the World” to mój drugi ulubiony kawałek z płyty. Świetny tekst, momentami wykrzyczany z lekką chrypą i podbity agresywnymi gitarami. Co to jest za utwór ahhhhh.

I tu znów Scream Maker zwalniają trochę tempa serwując nam dwa wolniejsze, balladowe wręcz utwory. Najpierw „Godsend”, póżniej „Retribution” oba powolne z mocno scream-ującymi gitarami. Drugi utwór zaczyna się od modlitewnego zawodzenia, które przechodzi w trafiony w punkt komentarz dotyczący obecnie panującej na świecie sytuacji politycznej (bardzo dobry, proroczy wręcz tekst).

Pozostajemy w klimacie ballad. A większości z Was ballady kojarzą się z miłością. I tu wbija się All Because of You. Nie oczekujcie jednak kwiatków, cukierków I mydlanych baniek. Bo to całkiem mocny utwór ze strasznie chwytliwym refrenem: „You promised me heaven, bringing me hell, where is your love?”.

Od rewelacyjności tej płyty można dostać gorączki. Kolejne mocne uderzenie, dodatkowo podnoszące temperaturę to Black Fever – czyli krzyk w wokalu, powalające tempo i siła uderzenia w bębny oraz nie ustępujące pola gitary wbijają w ziemię.

Na koniec chłopcy serwują porcję melancholii. „Into the light” spokojny, powolny, wyważony zakończony jednak dynamiczną solówką, przez którą przebija się coraz mocniejszy wokal, niezmiennie balansujący w charakterze między Brucem Dickinsonem a Dio. Na koniec „Walk With Me”. Odpowiednia piosenka na ciche pożegnanie z płytą. Problem jest taki, że po jej przesłuchaniu wcale nie będziecie chcieli kończyć. A umieszczenie na końcu albumu dodatkowych wersji „Far Away” i „Black Fever” gwarantuje, że wciągniecie się w słuchanie od początku.

„Back Against The World” to płyta jakiej od dawna oczekiwałam na swojej półce. Spójna, genialna muzycznie i wokalnie, świetna tekstowo, pełna pomysłów, ani przez chwilę nie nudna. Totalny „must have” dla wielbicieli klasycznego heavy metalu. Nie dziwi mnie, że Scream Maker supportują na koncertach największe sławy muzyczne. Mam jednak nadzieję, że już niedługo to oni będą występować w roli gwiazdy wieczoru, bo zdecydowanie na to zasługują.


Oficjalna strona zespołu: http://screammaker.com/

Oficjalny profil FB zespołu: https://www.facebook.com/screammaker/

Oficjalny kanał YT zespołu: https://www.youtube.com/user/screammakerband

PODZIEL SIĘ
Zainteresowania: biologia, fotografia, muzyka, handicrafting