Idź swoją drogą i twórz swoją historię – wywiad z piękną Oly.

fot. Joanna Cisek

Oly. czyli Aleksandra Komsta to 21-letnia piosenkarka i autorka tekstów o charakterystycznym głosie i niezwykle dojrzałej melodyce, obdarzona nieprzeciętną wrażliwością i talentem. Zadebiutowała gościnnym występem w piosence Fismolla „The Healing”, która ukazała się w sierpniu 2014 na kompilacji Tunnel Vision vol. 1: Slow Burning, wydawanej przez wytwórnię Nextpop. Występowała również z Miłoszem Tarachą i z islandzkim zespołem Low Roar. Piosenki Oly. to niewątpliwie urokliwe, liryczne opowiadania z intrygującą historią i ich oryginalną muzyczną prezentacją, a to wszystko za sprawą akompaniamentu niewielkich instrumentów – ukulele i kalimby, na których Oly. gra również na koncertach. 

Tomasz Lignar

Oly.

Zacznijmy od samego początku. Tak naprawdę niewiele informacji można o Tobie znaleźć, przeczytać, stąd też moje pytanie. Nasi czytelnicy na pewno chcieliby Cię bliżej poznać. Pochodzisz z Nałęczowa. Mogłabyś coś więcej o sobie zdradzić?

Hmm… Właściwie to pochodzę z wioski, obok Nałęczowa. Jest tam naprawdę pięknie i bardzo kocham to miejsce. Tam nauczyłam się jeździć na rowerze. I na deskorolce. Tam spędzałam dużo czasu z moim dziadkiem, który był jedyną osobą znoszącą ze stoickim spokojem moją dziecięcą gadatliwość. Dziadek twierdzi, że będę poetką. Bardzo lubiłam wymyślać różne historie, pisać opowiadania i wiersze. Nadal lubię, do szuflady. Studiuję filologię angielską – obecnie, wcześniej przez rok byłam na kognitywistyce i trochę tęsknię za tym kierunkiem. A na maturze zdawałam filozofię. I zawsze byłam trochę kujonem, jednocześnie zostawiającym wszystko na ostatnią chwilę. Nie mam rodzeństwa, zawsze chciałam mieć starszego brata. Obsesyjnie fotografuję, zbieram różne ulotki, wycinki, skrawki rzeczywistości. Nie jem mięsa, od roku. A jakiś czas temu nauczyłam się jeździć na snowboardzie i miałam z tego powodu okropne siniaki na kolanach.

Jak zaczęła się Twoja muzyczna podróż? Skąd zrodziło się zainteresowanie muzyką?

Tata trochę grał na gitarze i to chyba dlatego. Czasem wydaje mi się, że śpiewałam od zawsze  – czy to na szkolnych akademiach, lokalnych konkursach piosenki organizowanych przez szkoły. Ale moje własne piosenki zawsze były moją tajemnicą. Ostatnio, znalazłam mój pierwszy utwór, z 2 klasy podstawówki, zapisany w pamiętniku zamykanym na kluczyk. To była kołysanka dla małego robota, postaci z podręcznika do angielskiego. Śpiewanie było dla mnie czymś naturalnym, sposobem na ulokowanie różnych emocji, czymś co po prostu jest, zawsze.

Czym dla Ciebie jest muzyka? Co takiego w niej Cię pociąga, intryguje i dlaczego to właśnie ona wypełniła Twoje życie?

Nie wiem czy umiem to opisać. Po prostu od zawsze żyję muzyką, nie wiem jak to jest żyć bez niej. Ciągle coś nucę, zawsze mam ze sobą słuchawki i czuję, że melodie, dźwięki nadają kolor i sens temu co dzieje się wokół mnie, że zmieniają postrzeganie w świata w danym momencie, leczą, pocieszają, skłaniają do refleksji, uspokajają lub dodają siły, motywują.

Skąd w Tobie tyle wrażliwości? Czasami mówi się, że świat odbiera się poprzez tworzoną (w przypadku twórców) czy odbieraną muzykę (w przypadku słuchaczy). Czy w Twoim życiu miało miejsce jakieś znaczące wydarzenie, które wpłynęło na tworzoną przez Ciebie muzykę?

Moje utwory w dużym stopniu mają charakter pamiętnika. Opowiadają o wielu wydarzeniach z mojego życia, o niektórych wiedzą tylko najbliższe mi osoby. Trudno wyszczególnić jedno, konkretne wydarzenie. Uważam, że wszystko co się nam przytrafia dzieje się z jakiegoś powodu i jest istotne – w danym momencie bądź w kontekście przyszłości. Mam znajomą, która często powtarza, że jest „zodiakalną gąbką”. Bardzo lubię to jej określenie. Tak jest i ze mną i z moją muzyką. Chłoniemy jak gąbka to co wokół, wszystko to co przynosi los, to co jest konsekwencją naszych decyzji, to co jawi się nam jako przypadek itd. Czasem bywa to uciążliwe, bo potrafi przerodzić się w przewrażliwienie. Trzeba nad tym panować.

W świecie muzyki masowej, klubowej, rozrywkowej skąd pomysł na utwory wrażliwe, delikatne, liryczne?

Kiedy zaczęłam pisać własne piosenki, było dla mnie naturalne, że przybierają taką a nie inną formę. To chyba po prostu brzmienie mi najbliższe, wypływające prosto z serca, nie jest to wymyślona koncepcja.

Z czego czerpiesz inspirację albo kto stanowi dla Ciebie jej źródło?

Książki, filmy, muzyka, podróże, krajobrazy, plamy światła na podłodze, dźwięki otoczenia, ludzie, których znam, nieznajomi. Nie istnieje jedno niewyczerpane źródło. Szukam wszędzie, gdzie się da. Czasem różne bodźce i informacje przenikają do podświadomości by dopiero po pewnym czasie ujawnić się podczas improwizacji.

Występowałaś dotąd m.in. z Miłoszem Tarachą czy islandzkim zespołem Low Roar. Ponadto na płycie gościnnie pojawiają się Kari, Baasch, Fismoll, Milky Wishlake. Jak wspominasz współpracę z nimi?

Współpraca z tak wspaniałymi artystami jest prawdziwym zaszczytem, ale też po prostu super spędzonym wspólnym czasem. Wiele się dowiedziałam, nauczyłam, wiele razy śmiałam czy wzruszałam. I zawsze czułam, że to naprawdę wyjątkowe doświadczenia. Dzięki tym wszystkim ludziom płyta „Home” brzmi tak różnorodnie, każdy pozostawił na niej swój unikalny ślad.

Z kim w przyszłości chciałabyś jeszcze wspólnie stworzyć utwór?

Z każdym z kim odnajdę wspólny język, dla kogo muzyka będzie znaczyła równie wiele. I będzie chciał realizować fajne pomysły. Nie wiemy co przyniesie jutro, czego będą potrzebowały aranżacje nowych utworów, jakie utwory powstaną, dlaczego i po co. Pozostaję na to totalnie otwarta.

Jak długo pracowałaś nad swoją debiutancką płytą? Jak wyglądała praca nad nią?

Najstarszy utwór na ”Home” powstał 3 lata przed premierą płyty. Najdłużej trwa zbieranie kompozycji, „szkieletów” utworów i pisanie tekstów, tworzenie „rdzenia” albumu, zamknięcie konceptu. Praca w studio zaś zajęła w sumie około czterech miesięcy. Nie było presji czasu, każda sesja nagraniowa – czy to nagrywanie wokali czy instrumentów, była wyjątkową przygodą. Chyba każdy kto pracował przy „Home” bardzo mocno wczuł się w atmosferę płyty.

Dlaczego na tytuł pierwszego krążka wybrałaś właśnie „Home” rozumiane między innymi jako dom?

Utwory na „Home” zostały w większości napisane w domu rodzinnym, w moim pokoju. Opowiadają historie o najbliższych mi ludziach, przyjaciołach, dziadku. Opisałam w nich także wiele miejsc z czasów dzieciństwa, z czasów gimnazjum, liceum. To zlepek wspomnień, emocji które towarzyszyły mi przez te wszystkie lata. „Home” jest także symbolem początku muzycznej drogi, miejscem gdzie wszystko się zaczyna. Płyta najzwyczajniej nie mogłaby mieć innego tytułu.

Album składa się z trzynastu utworów, ale wszystkie z tekstem w języku angielskim. Czy to oznacza, że będziesz tworzyć właśnie w tym języku? Jest to prostsze czy wiąże się to może z Twoimi planami zawodowymi w szerszej perspektywie czasowej?

Bardzo lubię brzmienie angielskiego, śpiewanie w tym języku najzwyczajniej jest bardzo przyjemnym doświadczeniem. Czasem faktycznie wiele ułatwia – umożliwia chociażby częściowe zdystansowanie się od tekstu, pozostawia dużo przestrzeni do własnej interpretacji. Co nie zmienia faktu, że piszę po polsku „do szuflady” i być może pewnego dnia podzielę się utworami w ojczystym języku. Wszystko jednak wymaga czasu i przede wszystkim – wewnętrznej ku temu potrzeby. Chciałabym być szczera wobec ludzi słuchających mojej muzyki, dzielić się tym co prawdziwe i niewymuszone,

Spośród utworów z tego krążka masz może swój ulubiony, przy którym pracowało Ci się najlepiej albo z którym masz jakąś specjalną więź?

Szczególnie bliski jest mi „Wieloryb” czyli „The Loneliest Whale on Earth”. Ten utwór przeszedł ze mną długą drogę, był ze mną w momentach zmian w życiu i nadal pozostaje bardzo aktualny. To taka „wielorybia” przyjaźń z piosenką, chyba na zawsze.

Nad czym obecnie pracujesz? Planujesz może wydanie kolejnego krążka?

Tak, druga płyta jest w drodze. Kilku nowych utworów można było już posłuchać na koncertach w ubiegłym roku. Wkrótce więcej informacji, a póki co – dużo pracy nad materiałem.

Na zakończenie chciałbym Ci zadać teraz kilka pytań. Ważne w nich jest to, aby odpowiedzieć na nie pierwszym skojarzeniem, pierwszą myślą, odpowiedzią jaka się nasunie. Może to być słowo albo zdanie proste.

Jakie jest Twoje ulubione słowo?

Jest ich wiele 🙂

Jakiego słowa nie lubisz?

Raczej nie mam takiego słowa, zawsze bardziej drażnią mnie błędy ortograficzne.

Co Cię nakręca?

Stan kiedy mam dużo pracy, dużo się dzieje.

Co Cię zniechęca?

Stagnacja, długotrwały brak słońca.

Ulubione przekleństwo?

Wolę się nie przyznawać 🙂

Twój ulubiony dźwięk?

Szum – morza, wiatru, miasta.

Jakiego dźwięku nie lubisz?

Chrupania chrząstek w kolanach.

Jaki inny zawód mógłbyś wykonywać oprócz obecnego?

Pewnie odnalazłabym się w wielu zawodach, ale te związane z podróżowaniem zawsze wydawały mi się super.

Jakiego zawodu nie chciałbyś nigdy wykonywać?

Zawodu, w którym zmuszona byłabym oszukiwać drugiego człowieka.

Jeśli niebo istnieje, co chciałbyś usłyszeć po przekroczeniu bram raju?

Głos moich bliskich, przyjaciół i szczekanie mojego psa. No i może jakieś „dzień dobry”?

Gdybyś spotkała młodego muzyka, dopiero zaczynającego przygodę z twórczością, który poprosiłby Cię o radę, co odpowiedziałabyś? Na co powinien się przygotować? Nad czym powinien się skupić? Co jest najważniejsze na samym początku?

Trzeba uzbroić się w cierpliwość i wiedzieć co chce się osiągnąć naprawdę, co jest najbardziej istotne. Dbać o autentyczność na każdej płaszczyźnie twórczości.  Mieć w sobie pokorę ale również mocno wierzyć w swój projekt. Może dużo w tym ogólników, ale każdy idzie swoją własną drogą i ma swoją własną historię. Trzeba ciągle chcieć się rozwijać.

Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *