Martin Lange: „Mamy w sobie wiele sprzeczności …”

Martin Lange: "Mamy w sobie wiele sprzeczności ..."

Długo zapowiadany i wyczekiwany debiutancki album cenionego duetu producenckiego Martin Lange nareszcie jest! „Kontrasty” pną się w górę, a my przesłuchujemy chłopaków w związku z premierą.

Karolina Filarczyk

Martin Lange

Marcin i Michał jeden interes kręcili… a tak poważnie… Wspólnie tworzycie już jakiś czas. Opowiedzcie nam, jak to się u Wasz wszystko zaczęło.
Poznaliśmy się na koncercie Kasi Lins – Michał produkował jej debiutancką płytę „Wiersz Ostatni”, a Kasia zadzwoniła do mnie (Marcina), bo potrzebowała drugiego gitarzysty na koncert. Potem poszło szybko, lawinowo. Zaczęliśmy komponować muzykę do reklam i dla innych artystów. Punktem, a bardziej piosenką zwrotną w powstaniu Martina Lange była piosenka „Dom”, która pierwotnie powstała do reklamy firmy ubezpieczeniowej – jej pierwotny tytuł brzmiał „Make me feel safe again”. Po jej powstaniu dostrzegliśmy, że udało się nam znaleźć „nasz” wspólny muzyczny język i chcemy go wyrażać w swoim projekcie. Tak powstał Martin Lange.

Dlaczego Martin Lange, a nie mogło być tak smakowicie, jak Michał Makowiec? 😊
Czysto dźwiękowo – Martin Lange brzmi jakoś lepiej! A poza tym… Makowiec za makowcem nie przepada 😉 Sernik znacznie lepszy.

Jak dotąd piosenki, które produkowaliście, trafiały do innych artystów. Jak „robi się” piosenki na sprzedaż? Dostajecie konkretne zamówienia, wrzucacie gotowe utwory na „tablicę ogłoszeń”? Jestem ogromnie ciekawa, jak to wygląda!
Raczej w tej branży działa to zgodnie z najstarszą metodą reklamy, czyli na metodzie poleceń. Nie robimy piosenek na zapas, ani nie przygotowujemy stałej liczby utworów na wciąż – do szuflady, wychodzimy też z założenia, że studio to nie piekarnia i to, że ktoś zamawia u nas piosenki, to nie gwarant, że coś z tego wyjdzie. To proces, w którym jest wiele zmiennych i czasami niektóre rzeczy od razu nie działają i trzeba się nagimnastykować, żeby coś z tego ulepić. Najczęściej piszemy utwory razem z artystami, dla których ma być produkcja – w ten sposób pracuje się nam najlepiej, bo jesteśmy w stanie wydobyć z nich to, co najlepsze. Oczywiście na potrzeby reklamy, trailerów, gier lub filmów wymagania są inne, bo otrzymujemy utwory referencyjne w danym klimacie i pracujemy w z góry określonym kierunku.

Tym razem stanęliście w opozycji do innych i postanowiliście pograć do własnej bramki. Te piosenki podczas procesu twórczego trafiały do innej przegródki? Co skłoniło Was, żeby w końcu wydać coś własnego?
Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, to był impuls. Zaczęło się od „Domu”, a potem sukcesywnie w przerwach między pracą nad różnorakimi projektami pisaliśmy piosenki dla nas. Nie mieliśmy w tym celu, założeń – po prostu była to potrzeba serca. Dopiero gdy zrobiliśmy całą płytę (wtedy 11 utworów), zaczęliśmy szukać wydawcy i ludzi, którzy chcieliby z tym popracować. Dopiero wtedy cała machina ruszyła – po 4 latach od stworzenia tamtego utworu.

Album „Kontrasty” to przekrój Waszych możliwości. Są ballady, jest też coś mocniejszego. Powiedzcie mi, proszę, skąd taka różnorodność, gdzie czerpaliście inspiracje do tych utworów?
To, co słychać na płycie to zbiór inspiracji i doświadczeń. Zaczynając od dzieciństwa, szkół muzycznych, poprzez wszystkie kooperacje, zagrane koncerty, aż do stricte naszej współpracy w duecie. Martin Lange jest kontrastowy, może też eklektyczny, bo po prostu my tacy jesteśmy. Mamy w sobie wiele sprzeczności i tych muzycznych i tych w charakterach.

„Kłamiesz” – Tomasz Kot, „Oddychaj” w klimatach skandynawskich thrillerów i „Dawniej” a’ la lata 80te. Powiedzcie, kto dobiera obrazy do Waszych piosenek? Co stanowi bazę do tworzenia kolejnych klipów.
To wszystko dzieło osób zaangażowanych w klipy. Oczywiście mamy wpływ na każdy aspekt Martina Lange, bo to nasze dziecko i chcemy, by wyglądało i brzmiało jak najlepiej, ale czasami trzeba coś oddać w ręce zawodowców 😉
To zasługa utalentowanych reżyserów, scenariuszy, oraz wspaniałych operatorów. Wydaje się nam, że mamy do nich szczęście, ale też czasami pomagamy temu szczęściu, bo staramy się być obecni podczas każdej ważnej decyzji dotyczącej oprawy wizualnej. Nie mamy jako takiej bazy poza tym, że musi być zachowana jedna zasada – obrazek musi dodawać utworowi i windować go na wyższy level – nigdy na odwrót. Każda piosenka może nasuwać na myśl inny pomysł, nawet skrajny – nie chcielibyśmy go ograniczać ani ujednolicać, bo to, co piękne w naszym otoczeniu to wielobarwność i to, że każdy artysta może inaczej coś zinterpretować.

„To koniec” … waszych muzycznych działalności, pracy na rachunek innych, czy… Piosenka, to taka specyficzna kreska pod tym co było?
Ta piosenka to bunt, bunt przeciwko wszystkiemu, co nam, Tobie , Wam nie odpowiada. To może być ktoś, to może być coś. Ale naprawdę jest w tej chwili tak wiele rzeczy, które nas otaczają i z którymi się nie zgadzamy, że trzeba było to wykrzyczeć! Ktoś nazwał ten utwór antykapitalistycznym, czy antysystemowym hymnem – może aż tak skrajnie nie jest, ale na pewno staraliśmy się nim zwrócić uwagę na wszechobecną niesprawiedliwość, która nas osobiście męczy.

Martina Lange będzie można zobaczyć na letnich festiwalach muzycznych w całej Polsce, a na jesień szykujecie trasę koncertową promującą album. Gdzie w najbliższym czasie będzie można Was posłuchać?
Tak, w końcu możemy zacząć grać ! Co nas niezmiernie cieszy, a najbliższe daty to:
24.05 – Warszawa fabryka Norblina 19:00 ! Koncert PREMIEROWY, PROMOCYJNY WEJŚCIE FREE.
22.07 – Enea Edison Festiwal
29.07 – Słąśkie Miraże Art Fest
30.07 – Męskie Granie Kraków
19.08 – Męskie Granie Gdańsk

A jesienią fakt zaczynamy naszą jesienną trasę po klubach w całej Polsce – polecamy śledzić nasze SM po konkretne daty i miejsca!

A co po koncertach? Słyszałam, że nowy materiał smaży się po cichu. Zdradzicie chociaż drobinę?
Na razie ciiiichosza. Skupiamy się na tu i teraz. Dajemy sobie czas na celebrację płyty i ogranie jej na scenach, więc nic nie powiemy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.