„Muzyka to mój żywioł” – rozmowa z Robertem Cichym

Muzyka w jego domu była od zawsze. Ojciec wybitny muzyk, starsza siostra też grała na instrumentach. To i On zaczął grać. Tak się wkręcił, że zagrał koncerty z przeróżnymi muzykami praktycznie na całym świecie. Dwa lata temu wydał swoją pierwszą solową płytę, za którą otrzymał „Fryderyka”. Przyszła pora na kolejny album.


Zapraszamy do lektury  wywiadu z Robertem Cichym!


Patrycjusz Pasik

Robert Cichy


26 czerwca odbyła się premiera nowego albumu. W przeciwieństwie do poprzedniej płyty gdzie były utwory tylko po angielsku, tym razem mamy też kawałki z polskim tekstem, no i zahaczamy o różne inne gatunki muzyczne co sprawiają m.in. goście, których zaprosiłeś na „Dirty sun”. Co skłoniło Cię do tego, żeby tym razem pojawił się język polski na płycie i dlaczego nie było go poprzednio?

Mógłbym odpowiedzieć tak: chciałem, żeby mnie pograli w radiach (śmiech). Sytuacja wygląda tak, że parę lat wcześniej, miałem kilka projektów gdzie śpiewałem po polsku, także to nie jest jakaś moja pięta achillesowa, że powiedziałem sobie, że nigdy nie będę śpiewał po polsku, aczkolwiek jest to w pewien sposób też jakiś level up. Przy poprzedniej płycie ten język angielski podchodził mi bardziej stylistycznie. Beat’y, które tam się pojawiały sprzyjały temu językowi. Ta płyta jest jednak zupełnie inna. No i przy okazji chciałem zrobić krok dalej, a co za tym idzie przełamać się. Nie ukrywam, że od wielu osób słyszałem, że powinienem spróbował zrobić coś po polsku. Ponadto, dwa lata temu przy okazji poprzedniego krążka wszyscy dziennikarze pytali mnie czemu teksty są po angielsku, a nie po polsku. No to teraz jest też po polsku. Druga sprawa to też goście. Na poprzedniej płycie był Philip Bracken i Ania Dąbrowska. Philip jest Australijczykiem, więc wiadomo — zaśpiewał po angielsku; Ania również, bo podoba mi się jak brzmi w angielskim i pasowało to w naszym duecie. Był jeszcze Dj BRK, który nie zaśpiewał, ale zascratchował. (śmiech). Teraz przede mną po prostu kolejny etap.



No właśnie dobór gości też ma na pewno na to wpływ.

Dokładnie. Na ten album zaprosiłem gości, którzy w pewien sposób pomogli mi się w tym przełamać.

I jak wrażenia? Łatwiej się pisze po polsku czy po angielsku?

Po angielsku moim zdaniem pisze się łatwiej i wiem, że nie tylko ja tak mam, bo rozmawiałem na ten temat z różnymi artystami. Często łatwiej jest zaśpiewać po angielsku, bo jest to bardziej melodyczne. Znam muzyków, którzy najpierw śpiewają po angielsku i dopiero potem przekładają to na język polski. Ja miałem podobnie. Polski jest lepszym językiem dla złapania kontaktu z publicznością u nas, dlatego czasem warto się właśnie na ten ojczysty język otworzyć.


À propos doświadczenia, to, że album solowy wyszedł dwa lata temu, to nie znaczy, że Twoja historia muzyczna się zaczęła wtedy, bo muzyki, tras koncertowych etc. w Twoim życiu było bardzo dużo. Nie duża ilość muzyków w Polsce może się pochwalić tak szerokimi i dalekimi trasami bez wydania płyty. Z innymi muzykami, ale grałeś w wielu miejscach na świecie.

Ja pochodzę z Opola i jak jeszcze tam mieszkałem, to miałem parę projektów, w których się udzielałem również jako frontman, ale później wyjechałem do Warszawy i zacząłem współpracować z innymi artystami. W Opolu też był taki etap, że miałem tzw. naście lat więc można było sobie frikować. Później przyszedł kolejny etap, że też chciałem przy okazji zarobić na tym jakieś pieniądze, bardziej się ustabilizować i tak to wyglądało, że zacząłem grać z różnymi osobami. Wiedziałem jednak, że nastąpi moment, w którym wezmę się za solową karierę. Trwało to trochę czasu, ale byłem pewny, że ten czas przyjdzie. I mimo tras po Europie, po świecie ciągnęło mnie do tego, żeby zrobić coś solowego. Nie ukrywam, że piosenek piszę dużo, korzystali z nich też inni artyści, ale starczyło i na mój projekt. Uwielbiam tworzyć muzykę i to jest mój naturalny żywioł. Nawyk i uzależnienie.



No i solowe rzeczy przyjęły się dobrze.

Bardzo fajne było to, że zostałem zaproszony na sporą ilość festiwali, koncertów. Do tego potem zostałem nagrodzony przez Akademię Fonograficzną Fryderykiem. Jestem mega szczęśliwy, bo nie spodziewałem się, że tak to będzie wyglądało. I tak bym pewnie robił coś swojego muzycznie, ale wszystko jest na większym etapie niż się spodziewałem, więc mogę tylko powiedzieć, że mega mnie to cieszy.



Właśnie skoro jesteśmy przy pierwszym albumie „ Smack’’, który przyjął się świetnie, to pytanie, czy jest jakaś presja przy drugiej solówce? Często muzycy mówią o tym syndromie drugiej płyty.

U mnie to chyba nie występuje. Ja nie miałem też jakiegoś ciśnienia, żeby udowadniać coś komuś. Ja po prostu robię muzykę, którą czuje, z którą się zgadzam i chce to tylko pokazywać. Tym krokiem dalej, który chciałem zrobić jest właśnie język polski, a druga rzecz to więcej gości. Chciałem bardziej pobawić się muzyką i zrobić coś świeżego. Całkowicie nie mam jednak ani chęci, ani zamiaru komukolwiek udowadniać czegokolwiek. Muzyka to jest moja miłość, coś, co kocham. Muzyka jest moim mną i moim życiem i nie mam żadnego ciśnienia. Przy pierwszej płycie już mówiłem, że dla mnie nie ma czegoś takiego jak podium w tworzeniu muzyki.



No właśnie tym bardziej że dzisiaj za podium często nie idzie wcale jakość.

Dokładnie.

Wracając do gości. Jak doszło do współpracy z Rahimem?

Z Rahimem jest taka sytuacja, że znamy się bardzo długo. W 2003 albo 2004 roku zadzwonił do mnie i powiedział, że wychodzi nowy singiel Pokahontaz „ Za szybcy, za wściekli”, na którym będzie Mioush i który miksuje DJ 600 V i do tego teamu chcielibyśmy zaprosić Ciebie. Od razu się zgodziłem, pojechałem nagrać wokale. Później kręciliśmy teledysk w Warszawie i ten kontakt się nam utrzymał. Zawsze mu mówiłem, że będzie musiał się kiedyś odwdzięczyć i wystąpić na mojej płycie. Trochę czasu minęło, ale się udało. Rahim też jest zajętym człowiekiem – MaxFLO prężnie działa, robi swoje różne rzeczy, ale udało mi się go w końcu wyciągnąć i jestem mega szczęśliwy, że pojawia się na tej płycie.


Fot: Patrycjusz Pasik

Dobór gości też jest ciekawy na albumie. Mamy wspomnianego Rahima, ale jest też Mrozu, Kasai, Sosnowski. Ciekawy mix. To też chyba o Tobie świadczy w pewien sposób, że cały czas sobie lawirujesz między gatunkami i nie zamykasz się na jedną stylistykę. Cały czas jest pewna zabawa tą muzyką.

Tak, na pewno. Z Kasai też znamy się już bardzo długo. Kasia jest bardzo sympatyczną osobą i super, że zgodziła się wystąpić, tym bardziej że, Ona zazwyczaj śpiewa po angielsku i jej debiut z polskim tekstem, który zresztą sama napisała znajduje się właśnie na mojej płycie. Mega byłem tym oczarowany. Świetnie, że udało się to zrobić. Z Bartem Sosnowskim poznałem się gdzieś na jakimś festiwalu i jak usłyszałem jak śpiewa to pomyślałem wow. Bardzo ciekawa postać, a ja takich osób łaknę. Barta udało się na album zwerbować na samym końcu. Utwór „Posłuchaj” nagrywaliśmy już podczas pandemii. Kawałek z Mrozem, z kolei to pierwszy utwór, który powstał na ten album. Też nasza znajomość zaczęła się naturalnie. Podczas jakiegoś koncertu rozwinęła się gadka. Mamy podobny feeling, jeśli chodzi o muzykę. On mnie też zaprosił na swoją płytę, żebym dograł gitary do utworu Fenix.

Pracę z gośćmi na płytę odbywały się w studio? Razem siadaliście do kawałka, czy raczej każdy nagrywał u siebie i przesyłał?

Z Rahimem osobno, z Mrozem i Kasai razem, a z Sosnowskim pierwszą linię nagraliśmy razem, a później pojawiła się pandemia, więc on nagrywał też osobno.


Odsłuch płyty Roberta Cichego

Skoro już jesteśmy przy pandemii to zapytam. Jakoś to pokrzyżowało pracę nad płytą czy było założenie od początku, że wyjdzie ona w tym terminie?

Nawet mi pomogła (śmiech). Miałem więcej czasu na dopracowanie płyty. Z jednej strony byłem już gotowy na wydanie, ale z drugiej pewne rzeczy udało się jeszcze bardziej dopiąć, uczynić bardziej idealnymi.

A jak kwestie koncertowe? Jakaś trasa jest planowana?

Wiesz co, to wszystko jest jeszcze niewiadome. Niby coś rusza. Mam informację, że w sierpniu mają ruszyć koncerty na dobre, ale zobaczymy. Ja w czerwcu zagrałem trzy koncerty, oczywiście do 150 osób. Na lipiec coś się szykuje, ale wszystko zależy od sytuacji. Za chwilę możemy się dowiedzieć od rządu, że znowu w ogóle nie możemy się spotykać i nic się nie odbędzie. Nic nie jest pewne, ale ja będę cisnął. Jak się nie uda z koncertami to wyjdę na ulicę i będę grał. (śmiech)

Dziękuję za rozmowę!


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *