Patryk Pietrzak: (…) zainspirowała mnie chęć tworzenia muzyki nieograniczonej żadnym narzuconym instrumentarium (…)

Patryk Pietrzak od momentu premiery jego solowej płyty „OK Boomer” jest na ustach wielu. Najnowsza piosenka „Maryś” doskonale radzi sobie w sieci i na radiowych listach przebojów.

Zapraszamy do lektury wywiadu z Patrykiem. Porozmawiamy o nowej płycie, pewnej tajemniczej Maryś i nowym singlu, który już niebawem!


Karolina Filarczyk

Patryk Pietrzak

W jednym z filmów pewien naukowiec badał zawartość cukru w cukrze… A ja pozwolisz, zapytam, ile jest w Tobie aktora, a ile wokalisty? Te wartości są podobne, czy mimo wszystko któraś z profesji bierze górę?
Myślę, że są to dziedziny wzajemnie od siebie czerpiące. Kiedyś przekonany o ich odrębności, teraz utwierdzam się w przekonaniu o ich symbiozie.

Piotr Rogucki najpierw miał zespół, a dopiero potem próbował dostać się do szkół artystycznych. Jak to było w twoim przypadku?
Miałem jakiś zespół od 13 roku życia, czyli zdecydowanie przed dostaniem się do szkoły artystycznej, czyli dokładnie tak jak Pan Piotr Rogucki.

Jeden z aktorów – nomen omen wykładowca filmówki z uporem maniaka twierdzi, że zawód aktora jest mało męski. Tobie rodzice nie odradzali, kiedy oznajmiłeś im jaki kierunek w życiu obierasz?
Nie, moi rodzice bardzo namawiali mnie na ten kierunek studiów. Nigdy nie nadawałem temu zawodowi żadnej płci.

Ted Nemet… z chłopakami nagrałeś dwie płyty, supportowaliście takie gwiazdy jak Organek, czy Happysad, nagle zabrałeś swoje „zabawki” i postanowiłeś grać na własny rachunek. Nie odpowiadała Ci praca w zespole, czułeś, że nie idziecie już wspólną drogą?
Prace nad solowym album rozpocząłem około 4 lat temu, czyli w czasach kiedy zespół Ted Nemeth miał się całkiem dobrze. Zrządzeniem losu zespół napotkał na swojej drodze przeszkody i tragedie, które spowodowały jego naturalne rozejście się. Pewną energię ma się tylko w pewnym towarzystwie i tylko w pewnym momencie życia. Taką właśnie udało nam się mieć przez jakiś czas z chłopakami w Tedzie. Udawanie jej potem „na siłę”, mija się dla mnie, z której prawdą poszukuję w muzyce, stąd decyzje i moment, w którym znajduje się każdy z nas teraz.

„OK Bomer”, to zgodnie z tym, co mówi wszechwiedzący Wujek Google, zwrot, który ma na celu zamknąć usta wszystkim, którzy wchodzą w niepotrzebną polemikę z rozmówcą… A komu ty chcesz powiedzieć „ok bomer”? Co zainspirowało cię to stworzenia tego albumu?
Myślę, że chcę to powiedzieć sobie, często zwracam się do siebie w sposób ganiący i zwracający samemu sobie uwagę na „zastanie” i „ograniczenie”, które zauważam w swoim myśleniu. Uważam też, że to ciekawy konstrukt popkulturowy, warty wykorzystania, zatem wykorzystałem go. Do powstania albumu zainspirowała mnie chęć tworzenia muzyki, nieograniczonej żadnym narzuconym instrumentarium i żadnym stylem, jednocześnie korzystająca z tychże, które mi odpowiadają i które uznam za warte ich wykorzystania.

Niektóre z tekstów powstawały podczas pandemii. Co nastrajało Cię do ich tworzenia? Skąd u tak młodego człowieka wnioski, które nie nasuwają się czasem i sześćdziesięciolatkom? Co chciałeś przekazać swoim słuchaczom tymi piosenkami?
Używam swoich doświadczeń i własnych obserwacji doświadczeń cudzych, żeby kreować historie. Historie te mogą być dowolnie interpretowane, czasem zgodnie ze stanem faktycznym, czasem (i to dużo ciekawsze moim zdaniem) w sposób dla mnie zupełnie nowy świeży.

Twoja płyta jest bardzo barwna. Znajdziemy tu mieszankę czasem skrajnie różnych gatunków muzycznych… ja wiem, że jesteś z Łodzi (ja też) i nasze miasto znane jest z tzw. tygla kulturowego, ale żeby tak pokomplikować własną muzykę? To był zamierzony zabieg czy wypadek przy pracy?
Eklektyzm tej płyty nie był celem samym w sobie. Razem z jej producentem, Pawłem Cieślakiem, staraliśmy się wykorzystywać drogi, którymi prowadziły wersje poglądowe utworów. Ostatecznie, nie mam wrażenia, żeby płyta miała aż takie wahania gatunkowe. Moim zdaniem jest całkowicie spójna brzmieniowo. Dominuje w niej melodyjność.

Która z piosenek na krążku jest dla ciebie najważniejsza i dlaczego?
„Wieloryby” – gdybym był piosenką, to byłbym właśnie tą, ponieważ niesie ze sobą niepokój i ukojenie podwodnego świata. Ale lubię i inne.

„Maryś” to piosenka, która moim zdaniem najmniej pasuje do wszystkich pozostałych. Jej tło jest bardzo… teatralne. Kiedy usłyszałam ją po raz pierwszy, od razu skojarzyłam pewną sztukę Teatru im. Jaracza w Łodzi, którą miałam przyjemność oglądać kilkukrotnie. Kim jest ta tajemnicza Maryś?
Maryś nie jest osobą fizyczną, chociaż jako taką też możemy ją sobie wyobrażać. Nie jest inspirowana żadną prawdziwą Marysią. Jest damską stroną małżeńskiego konfliktu spowodowanego znudzeniem, wygaśnięciem uczucia i braku uwagi na siebie. Jest stroną konfliktu.

W klipie do tej piosenki występuje Pierwszy Twardziel IV RP – Leszek Lichota. Jeśli się nie mylę, spotkaliście się na planie serialu „Wataha”. Jak udało ci się go namówić do wzięcia udziału w kręceniu teledysku?
Po uprzednim porozumieniu, że mam taką propozycję i mogę wysłać maila, wysłałem do Leszka wiadomość zawierającą utwór i krótki treatment teledysku. Leszkowi utwór przypadł do gustu, co poprowadziło do dalszych rozmów, których efekt widzimy w gotowym klipie.

„Wieloryb”, czy „Las Rąk” – zdradź nam, która piosenka z albumu zasłużyła na miano drugiego singla promującego?
Ani TO, ani TO 😉

Sceny wszelkiej rasy i maści znów szeroko otwierają się na publikę. Gdzie i kiedy będzie można cię zobaczyć lub posłuchać?
W najbliższym czasie pojawię się w Ostrowie Wlkp. i Rzeszowie, reszta pozostaje w planach.

Czego nasze redakcja może ci życzyć na najbliższe miesiące?
…„tego samego co w roku „96”. 


Patryk Pietrzak urodził się w Łodzi w roku 1991. Ukończył wydział aktorski PWSFTvIT w Łodzi. Autor tekstów, współautor muzyki w zespole Ted Nemeth. Multiinstrumentalist, wokalista, tekściarz, aktor. Pisze piosenki. Lubi pizze i spaghetti. (Facebook)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.