Pola Miko: „Ostatecznie w sztuce chodzi o wywoływanie emocji”

Dla jednych śpiew to pasja, dla innych sposób na zarabianie pieniędzy. Dla Poli śpiewanie to życie, to powietrze, którym oddycha bez przerwy.

Pola Miko zaczynała w musicalach tworzonych przez poznańską grupę artystyczną „Erato'” gdzie śpiewała aż do matury. Potem było tylko lepiej! Teraz Pola ma prawdziwy powód do dumy — wyczekany i wypieszczony debiutancki album „Kalejdoskop”, o którym porozmawiamy.

Karolina Filarczyk

Pola Miko

Śpiewanie. Ono zawsze stanowiło dla ciebie priorytet?
Odkąd zaczęłam śpiewać 😛 Czyli ponad 2/3 mojego życia. Wszystkie wybory, które przez ostatnie 20 lat podejmowałam, były kierowane muzyką. Jak np. wyprowadzka z domu w wieku 12 lat, studia w Warszawie, mimo że nie w kierunku muzycznym, to jednak chciałam być w ‘kulturowym centrum’, czy to mieszkanie w Danii i dalekie podróże. Przez pewien czas szala przechyliła się w stronę tańca i to tam serduszko biło mocniej, ale ostatecznie, trochę też przy pomocy samego życia, wybrałam muzykę. Przede wszystkim od zawsze kochałam scenę.

Nie zawsze było łatwo. Doskonale wiesz, że ścieżka kariery wokalistki nie należy do lekkich i łatwych. Sądzisz, że debiutancka płyta odczaruje przyszłość?
Nie wiem 😉 Oczywiście liczę na to, mimo że ciężko w tej branży o stabilizację, więc to faktycznie nie jest najłatwiejsza ścieżka kariery… Tutaj nie jest nam dane osiadać na laurach. A być może w końcu tej stabilizacji zapragnę. A ty co sądzisz? Odczaruje? 😉

„Mam talent”. Niby miało być dobrze, ale wyszło jak zwykle. Z perspektywy czasu, gdyby dziś zaproponował Ci występ w podobnym programie – zgodziłabyś się?
Odpowiem tak: będąc w punkcie, w którym byłam wówczas – jak najbardziej. Będąc w punkcie, w którym jestem teraz – raczej nie. Oczywiście nigdy nie mów nigdy, ale dziś już nie chciałabym podpisywać kilkuletniej, rygorystycznej umowy z żadnym talent show.

Które głosy zarówno te męskie, jak i damskie, rodzime i zagraniczne powodują u Ciebie największe ciarki na plecach?
Jessie J, India Arie – to te zagraniczne. Igor Herbut, Vito Bambino – to te polskie. Ciekawe w sumie, że z zagranicznych głosów jako pierwsze na myśl przyszły mi te damskie, zaś co do rodzimych – tutaj u mnie prym wiodą panowie.

Które gatunki muzyczne stanowią dla Ciebie największą inspirację do działania?
Hmm, chyba nie wskażę konkretnych gatunków. Raczej konkretne wykony – czyli te na żywo, gdzie talent i warsztat widać jak na dłoni. Oczywiście potrafię docenić produkcje studyjne, ale zawsze sprawdzam, jak muzycy grają je na żywo. Jeśli wersja live jest dla mnie w pewnym sensie oczarowująca, to sama produkcja również mniej mnie zachwyca.

Dania, Puerto Rico, Meksyk, Nowy Jork… mimo wszystko jednak wróciłaś tutaj i tworzysz także w języku polskim. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?
Ostatecznie wygrali rodzina i przyjaciele. Nie chcę już być z dala od nich. Ale najpierw musiałam posprawdzać, czy przypadkiem gdzieś tam daleko nie żyje się lepiej, czy ludzie może nie są szczęśliwsi. Bo taka już ze mnie niespokojna dusza. Sprawdziłam. I nie będę super odkrywcza jeśli powiem, że szczęście to stan umysłu. Popróbowałam, poszukałam i ostatecznie podjęłam decyzję, jakie wartości są dla mnie najważniejsze i są to zdecydowanie ludzie.

„Kalejdoskop”, to synonim ciągłych zmian, braku stabilizacji… Płyta jest dokładnie taka. Przejmująca, pokomplikowana miejscami, niejednorodna w stylu – bo tak chciałaś, o tak zwyczajnie wyszło, czy jest w tym jakiś szatański plan?!
Chciałabym mieć na to chytrą odpowiedź, dzięki której okażę się geniuszem, ale takiej nie mam 😛 Mogę powiedzieć tylko tyle, że każdą piosenkę pisałam z nastawieniem, że ta będzie z nich wszystkich najlepsza. Do żadnej nie podchodziłam jak do tzw. zapchajdziury, myśląc – ok, mam 4 spoko kawałki dobre na single, to jakoś do 10-ciu dokulam. Teraz natomiast tworzę już z konkretnym zamysłem. Na drugą płytę już taki chytry plan jest 😛

Piosenki, które na niej zawarłaś, to historie o… Słuchacze odnajdą tam także siebie?
O życiu te historie. O emocjach i relacjach. Takie moje pobożne życzenie, żeby słuchacze odnaleźli w nich siebie 😉 Jeśli tak, to dajcie mi koniecznie znać! To niesamowicie nakręca, daje sens i energię do dalszego tworzenia. Ostatecznie w sztuce chodzi o wywoływanie emocji. Moim marzeniem jest wzbudzać je w słuchaczach.

Debiut za tobą… i co dalej?
Tworzyć. Zyskać środki na kolejną płytę. I wciąż przypominać sobie, dlaczego to robię. Bo duża kariera może przyjść, ale nie musi. Cytując klasyka: Enjoy the path, not the desination. Moim celem jest przede wszystkim nie stracić miłości do muzyki. To jest moje ‘dalej’.

Nowy rok, nowa Ty, nowe… koncerty? Jest szansa, że pandemia pójdzie precz, a ty wystąpisz ze swoim materiałem przed publicznością?
Ostatnie wydarzenia pokazały nam, że mamy to, co tu i teraz i niewiele więcej. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby być na scenie, ale im dłużej to robię, tym bardziej widzę, ile czynników ma wpływ na to, czy jestem na dużych scenach, czy nie. I nie na wszystkie mam wpływ. Po prostu trzymaj za mnie kciuki 😉

Jesteś wzorem determinacji w osiągania powziętych celów. Ten upór, to jedna z ważniejszych cech początkujących muzyków? A może masz jeszcze jakiś inny pakiet sprawdzonych sposobów na sukces?
Nie mam 😉 Możemy robić tylko to, na co rzeczywiście mamy wpływ, czyli po prostu ciężko pracować. Ćwiczyć, tworzyć i jeszcze raz ćwiczyć. Im więcej umiemy, tym szansa, że będziemy grać z dobrymi muzykami, co nas rozwija i daje ogromną frajdę, a to sprawia, że chcemy doskonalić warsztat jeszcze bardziej. To zaś może przynieść kontakty a dalej to już kwestia szczęścia – poza naszym zasięgiem. Dlatego trzeba robić swoje i mieć wiarę w to szczęście. Ale przede wszystkim trzeba kochać to, co się robi. W innym razie cena będzie za wysoka.

One Comment

  1. Anonim

    Świetny wywiad i rewelacyjna płyta!
    Czekam z niecierpliwością na kolejny krążek.

Skomentuj Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.