[RELACJA] Emocje wystrzelone z Karabinu – koncert Marii Peszek w Krakowie !

Może nie posiada głosu jak Maria Callas, prezencji jak Mariah Carey, czy nie pisze poetyckich tekstów jak Maria Konopnicka. Napisano już o niej wiele, że nie umie śpiewać, pisze obraźliwe, grafomańskie teksty, podburza, niepotrzebnie szokuje…  Hejt leje się na nią strumieniami. Każdy ma prawo do swoich opinii. Moja jest jednak INNA niż wspomniane powyżej i spójna z setkami ludzi, którzy przyszli posłuchać Marii Peszek na wczorajszym koncercie promującym nowy album „Karabin” do krakowskiego Klubu Studio.

Niedzielny wieczór w klubie Studio rozpoczął się od koncertu zespołu UnitraProdiż. Eksperymentalne trio z Krakowa zagrało zestaw autorskich utworów wykorzystujących wiele industrialnych szumów, elektronicznych brzmień i hałasów, sprawnie miksowanych przez odpowiedzialnego za muzyczną stronę Ludwika Zamenhoffa (Andrzej Zagajewski). Energetyczne, momentami trip-hopowe kawałki wokalnie wspomagał tm0026. Połączenie świateł i dźwięków sprawiało wręcz psychodeliczne wrażenie, które docenili przede wszystkim miłośnicy tego rodzaju muzyki. Chłopaki zagrali dobry koncert – jednak wiadomo było, że większość tłumu gromadzącego się wewnątrz klubu z niecierpliwością i w wyczuwalnym napięciu oczekiwało głównej gwiazdy wieczoru.

UnitraProdiż
UnitraProdiż

Krótka przerwa techniczna pomiędzy koncertami pozwoliła mi w pełnym świetle przyjrzeć się z kim będę dzielić muzyczne przeżycia tego wieczora. Kluczowy jest fakt, że oprócz słowa „wszyscy” – nic nie charakteryzuje jednym, dwoma czy nawet kilkoma słowami ludzi, którzy czekali pod sceną. Przekrój wiekowy zaczynał się od ok. 16 lat, a kończył na tych, dla których „zaświecanie wolności” z piosenki „Elektryk” wypadło już  gdzieś w całkiem dorosłym życiu. Obok „zbuntowanych” młodzików, stali ich starsi koledzy „na dorobku”,  dojrzałe panie w garsonkach i panowie pod krawatami. Opisanie do jak różnych grup społeczno-wiekowo-kulturowych można by przyporządkować poszczególne jednostki zabrało by całe strony, a nie do końca o tym jest ta relacja. Ta relacja jest o sile, która spowodowała, że taka sytuacja jest możliwa – o sile Marii Peszek i jej słów, łączących na pierwszy rzut oka bardzo różnych ludzi. Czy oceniam tych ludzi? Nie. Opisuję to, co widzę. Większości z nas w pierwszej chwili patrząc na drugiego człowieka, którego nie znamy, podświadomość podsuwa: „aha, pani w garsonce – poważna, pracująca w biurze, pewnie trochę sztywna”, „młody chłopak z dziarami – luzak, pewnie zajawiony imprezami, coś tam czasem pewnie przypala”. Ważne jest jednak to, co już w pełni świadomie zostanie nam z tego obrazu. Zwykle wtedy i dodatkowo w trakcie procesu poznania znikają uprzedzenia, często krzywdzące stereotypy, brak obiektywizmu i zostaje zrozumienie, tolerancja, akceptacja… i muzyka Marii Peszek. Dojrzałej, świadomej artystki, która śpiewa o ważnych sprawach, o których nikt w tym kraju w taki sposób bezpośrednio nie śpiewa.

Maria Peszek
Maria Peszek

Zaczęła niby spokojnie, ale „Ogień” już pierwszymi dźwiękami rozpalił publiczność do czerwoności i zakończył się wybuchem owacji. A mnie, stojącą w „fosie” dla fotografów, energia wyzwolona zarówno od strony sceny, jak i publiki – po prostu wbiła w ziemię.  Piosenka „Tu i teraz” spowodowała, że tłum pod sceną skakał i tańczył. Przy trzecim utworze „Polska A B C i D” Marysia nie śpiewała już sama, bo z setek gardeł wypaliły słowa „nic nie jest takie, jakim się wydaje…”. A to był dopiero początek wspólnego śpiewania. Zespół zagrał wszystkie piosenki z wydanej niedawno płyty „Karabin”. Ze względu na różnorodny charakter kolejnych utworów, na twarzach osób w tłumie można było odczytać analogicznie kolejne towarzyszące im emocje. Przy piosenkach „Jak pistolet”, „Tata” czy „Żołnierzyk”, które opisują ciężkie i smutne „personalizowane” historie, niejednokrotnie ktoś ukradkiem otarł łzę, czy przytulił stojącą obok drugą połówkę. Bardzo silne odczucia wywołał utwór „Modern Holocaust”, który w dosadnych słowach przypomina nam o tym, że za zło w świecie nie odpowiadają tylko wysoko postawieni dyktatorzy, ale każdy z nas ma potencjał do jego czynienia.  Patrząc na ludzi słuchających tej piosenki odnoszę trochę wrażenie, że na ich obliczach pojawia się cień wstydu. Jakby każdy w tym momencie robił właśnie w głowie rachunek sumienia z nieodpowiedniego użycia „swojego własnego karabinu”. Być może to tylko wrażenie, ale tak powinno być. Ta muzyka i słowa po prostu mają dawać do myślenia, zmuszać do zastanowienia się. Ja od pierwszego przesłuchania tego utworu staram się jeszcze bardziej zamykać mój karabin w piwnicy. Z kolei pacyfistyczny „arsenał” Marii Peszek ciągle się powiększa. Na krakowskim koncercie dostała od fanów kolejny karabin –  tym razem drewniany, ozdobiony kurpiowskimi wzorami.

Maria Peszek z nowym, kurpiowskim karabinem
Maria Peszek z nowym, kurpiowskim karabinem

Oprócz piosenek z najnowszej płyty pojawiło się kilka starych numerów, m.in.: „Ludzie psy”, „Sorry Polsko”, „Pan nie jest moim pasterzem”, które doskonale znane od pierwszego do ostatniego wersu przez całą zgromadzoną publiczność, oczywiście zostały odśpiewane wspólnie. Część piosenek zarówno z najnowszej jak i poprzednich płyt zostało zagranych w trochę innych niż albumowe aranżacjach. Dając bardziej energetyczny, pobudzający wręcz efekt.

Maria wraz z zespołem dała bardzo energetyczny, mocny i emocjonalny koncert. Ich występ trwał ponad półtorej godziny, a publiczność spragniona dalszego grania ogłuszającymi brawami i krzykami wywoływała zespół do bisów. W trakcie jednego z nich zagrali cover piosenki Pharrella Williamsa „Freedom”, który w wykonaniu Marii miał zdecydowanie bardziej rockowy charakter i jak dla mnie spokojnie mógłby być dodatkowym utworem na płycie „Karabin”. Na koniec jeszcze raz poleciała „Polska A B C i D”. Myślę, że gdyby grali jeszcze przez kolejną godzinę, nikt nie poczułby się ani trochę zmęczony. Adrenalina i emocje przesycały powietrze. Spora grupa słuchaczy po koncercie nie śpieszyła się z opuszczeniem klubu i przez dłuższy czas dyskutowała o wrażeniach, ale także po prostu o życiu. Inni czekali, aby osobiście spotkać się z Marią Peszek i zdobyć wymarzony autograf.

Maria Peszek
Maria Peszek

Dawno nie byłam na koncercie, który wywołał w ludziach, w tym we mnie, tak wiele widocznych i skrajnych emocji. Było tam sporo ostrych wydźwięków, czasem nawet gniewu, ale sprawnie przeplatanego wzruszeniami i nadzieją. Trudno się jednak dziwić. Cała płyta „Karabin” jest pełna emocji, a dodatkowo szybkość ich zmieniania się jest porównywalna z szybkością działania tej broni. Świetnie było spędzić ten czas w gronie ludzi podobnie patrzących na otaczający świat. Szczególnie pod przywództwem charyzmatycznej wokalistki, która w prostych, dosadnych słowach chce i potrafi mówić o ważnych – zarówno domowych, jak i narodowych czy wręcz globalnych problemach, zahaczających o kwestie wojny, śmierci, polityki, braku tolerancji, samotności…

Dziękuję za ten koncert. I dziękuję, że miałam okazję stanąć choć na chwilę pod sceną z aparatem i zostać zmiażdżona energią tego wydarzenia.


Byliście tam ? Jeśli nie to możecie załapać się na kolejne koncerty. Najbliższe odbędą się:

Konin – 18.03

Gdańsk – 19.03

Bydgoszcz – 20.03

Lublin – 30.03

Warszawa – 1.04

Bielsko Biała – 3.04

Białystok – 7.04

Toruń – 8.04

Łódź – 9.04



press i foto: Ewa Bielecka


Zajrzyj tu:

Oficjalna strona Marii Peszek: http://mariapeszek.pl/pl

Oficjalny profil FB Marii Peszek: https://www.facebook.com/peszekmaria/

Ewa Bielecka

Zainteresowania: biologia, fotografia, muzyka, handicrafting

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *