[Relacja] NOSPR tańczy z Kubą Badachem

Tego wokalistę znamy już od wielu lat. Widzieliśmy go w różnych odsłonach i projektach. Fani w końcu doczekali się solowego, debiutanckiego krążka „Oldschool”. Pomysł na płytę powstawał przez lata. Widać, słychać i czuć, że ten projekt jest bardzo bliski sercu Kuby Badacha.

Pomimo „40-stki” na karku jest to pierwsza tak duża trasa koncertowa. Dziewiętnaście koncertów w całej Polsce. Na większość z nich bilety wyprzedały się w ekspresowym tempie. To pierwszy koncert w Katowicach i to w tak wyjątkowym miejscu. Sala koncertowa Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia robi wrażenie nie tylko na widzach ale również na artystach. Cytując Kubę „jedna z najpiękniejszych sal na świecie”, która zapewnia takie same doznania akustyczne bez względu na to czy siedzimy na antresoli czy na balkonie. „To zaszczyt grać w tym miejscu” powiedział rozpoczynając koncert.

Od pierwszych dźwięków można było zauważyć jak znakomicie przygotowani są wszyscy artyści oraz to jak bardzo ta płyta gra im w duszy. W pewnych momentach miałam wrażenie, że słyszą dany utwór pierwszy raz. Energia jaka biła od muzyków, zaraziła wszystkich obecnych na sali. Nietypowe również jest to jak dużo przestrzeni Kuba im pozostawia. Odchodzi na bok zostawiając scenę swoim kolegom by mogli zaprezentować swoje możliwości.

Kuba to trochę taki „gawędziarz”, bardzo chętnie opowiadał nam o historiach związanych z danym utworem. Dużo tekstów napisała jego żona, jednym z nich był mój ulubiony na płycie „Wall of Kindness” którego oczywiście nie mogło zabraknąć.


Po melancholijnym nastroju w jaki wprowadzili nas muzycy nadszedł czas na taniec. Potrzebowaliśmy chyba jednego utworu na rozgrzewkę. Doping Kuby też dodał nam odwagi by tańczyć w tak szczególnym miejscu. Wszyscy poderwali się z miejsc gdy zażartował:

„Jestem pewien, że gdy wstanie jedna osoba z pierwszego rzędu, reszta wstanie bo nie będzie nic widzieć. Nie przyjmujemy reklamacji na to, że płaciliście za miejsce siedzące”

NOSPR tańczył właściwie do końca koncertu. Były brawa, okrzyki, śpiew i znakomita energia. Podczas jednego z utworu „wjechała” kula dyskotekowa a Kuba zaprezentował nam swoje umiejętności taneczne. Uśmiechy nie schodziły nam z ust.

Bisów nie było końca. Utwór kończący występ na pewno na długo zostanie w naszej pamięci.  Był to hołd oddany niesamowitemu artyście czyli Zbyszkowi Wodeckiemu. Wprawił nas w wzruszenie i uspokoił na koniec wieczoru.

Gdy wszyscy opuścili salę koncertową ustawiła się olbrzymia kolejka by osobiście podziękować artyście, podpisać płytę oraz zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Żałuję tylko, że był sam Kuba. Chciałam również podziękować muzykom za kawał świetnej roboty.

To nie pierwszy i na pewno nie ostatni koncert Kuby Badacha w którym miałam okazję uczestniczyć. Mam nadzieje, że szybko wróci na Śląsk, by zaczarować mnie po raz kolejny.

Zajrzyj po więcej

Kuba Badach na Facebooku

Good Taste Production na Facebooku

Redakcja Muzykoholicy

Muzykoholicy.com | Miejsce Polskiej Muzyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *