„Skończyliśmy płytę na czas, dokładnie trzy dni przed porodem” – Ola Igboaka dla Muzykoholików

Tworzenie płyty to piękny czas. Pełen skupienia, pracy i walki. O czas, o słowa, o muzykę i siebie w tym wszystkim. Efekt? Byle czego nasza redakcja nie bierze pod swoje patronackie skrzydła – tego możecie być pewni!


Zapraszam Was do lektury naszego najnowszego wywiadu. Tym razem po drugiej stronie znajdziemy młoda, utalentowaną i bardzo twórczą artystkę. Ola Igboaka jest autorką muzyki i słów na swojej kolejnej płycie pt. „Belo” i to głównie jej poświęciłyśmy większość naszej rozmowy. O czym jeszcze rozmawiałyśmy? Tego dowiecie się podczas lektury.

Polecam!


Karolina Filarczyk

Ola Igboaka

Ig… bo… aka. Trudne nazwisko… Jesteś zapewne „ulubienicą” wszystkich urzędników (śmiech). Skąd jesteś?

Plemię Igbo to jedno z największych grup etnicznych w Nigerii. „Aka” w języku igbo oznacza „rękę”. A więc Igboaka to ręka plemienia Igbo. Mój mąż jest z pochodzenia Nigeryjczykiem. Czyta się tak samo, jak się pisze. 

Obecnie mieszkasz w Londynie. Tu muzykę tworzy się łatwiej?

Więcej się chyba dzieje w Londynie. Wpływy kultur z całego świata mieszają się i nigdy nie wiadomo co z tego może ciekawego wyniknąć. Na mnie Londyn na pewno działa bardzo stymulująco. Mam wrażenie, że łatwiej jest też znaleźć ludzi do współpracy, ale też trudniej jest utrzymać te relacje, bo to takie miasto tranzytowe trochę. Ludzie przyjeżdżają i często wyjeżdżają gdzieś dalej. Również granica między profesją a pasją jest bardziej rozmyta.

Pamiętasz ten moment, kiedy nabrałaś pewności, że muzyka jest lekiem na całe twoje zło?

Odkąd pamiętam, muzyka przenosiła mnie w inny wymiar. Czy to kiedy jako nastolatka grałam godzinami na skrzypcach z zamkniętymi oczami, później, kiedy uczyłam się rozkładać piosenki na czynniki pierwsze i szukać nowych harmonii i tworzyć własne melodie, czy teraz kiedy wchodzę w trans pisania lub nagrywania. Mam nadzieję, że muzyka nie straci nigdy swojej mocy dla mnie.


Ola Igboaka / fot. zbiory własne

Belo — tam nazwałaś swoją płytę. To także pewne miasto w Brazylii, które zrobiło na tobie spore wrażenie i… opowiedz nam tę historię.

Tak, teksty na „Belo” powstały w mieście Belo Horizonte w Brazylii. Z wykształcenia jestem też psychologiem i dostałam zaproszenie, żeby przyjrzeć się pewnej terapii (ADI/TIP) opartej na bezpośrednim dostępie do nieświadomości, która powstała właśnie w Belo w Brazylii. Na miejscu okazało się, że będę zakwaterowana w klasztorze i że sama będę przechodzić terapię opartą na codziennych kilkugodzinnych wizualizacjach z zamkniętymi oczami. Musiałam wyobrażać sobie sceny z dzieciństwa, życia płodowego, życia moich rodziców, dziadków, pradziadków. Po każdej sesji zapisywałam myśli, które wyłoniły się z mojej podświadomości. Każdego dnia pobytu w Belo powstał jeden tekst.

Mile zaskoczyła mnie twoja lista utworów. Dlaczego? Sądziłam, że skoro tworzysz w Anglii, to i piosenki będą po angielsku, a tu proszę… wszystkie po polsku! Patriotyzm czy tęsknota za Polską?

Chyba ani jedno, ani drugie. Łatwiej było mi używać metafor i bawić się frazami z języka polskiego. Płyta, w której odnoszę się do najbardziej osobistych odczuć i do przeszłości musiała powstać po polsku. Inaczej byłaby oszustwem. 🙂

Płyta jest w ogromnej części twoim dziełem. Muzyka i teksty wyszły spod twoich rąk. Jak długo pracowałaś na nowy materiał?

To była praca na raty. Teksty powstały w Belo Horizonte w ciągu zaledwie kilku dni. Muzyka przy pianinie po powrocie w domu — może w miesiąc. Potem szukanie muzyków i próby trwały około cztery miesiące. Aranżowanie chórków dwa tygodnie. Nagranie wokali w Krakowie chyba dziesięć dni. Jak skończyliśmy nagrania — równocześnie skończyłam szósty miesiąc ciąży. Ostatni trymestr to miksy i jakieś ostateczne szlify. Skończyliśmy ją na czas, dokładnie trzy dni przed porodem 🙂



„Zostawcie mnie”, to singiel promujący„Belo”. Dlaczego akurat ten utwór poszedł „na pierwszy ogień”?

Dlatego, że otwiera płytę „Belo” i myślę, że najlepiej wprowadza w jej charakter. Od melorecytacji, do miękkich soulowych wokali po dość emocjonalny dynamiczny śpiew i rockowe gitary.

Na krążku wiele się dzieje, śpiewasz, rapujesz… O czym opowiadasz swoim słuchaczom?

Opowiadam, o jakiej iluminacji doznałam w mieście Belo. O tym, że dobro jest rdzeniem egzystencji człowieka, nieważne co mu się w życiu przytrafiło. Mówię o wzorach rodzinnych i kulturowych, odwadze, pracy nad sobą, wyzbyciu się ego, o sile i wsparciu dla innych, trosce, bezpieczeństwie, otwieraniu się na nowe.

Najpierw powstają słowa, czy muzyka w twoich utworach?

W tym przypadku słowa, bo słowa są tu kluczowe, ale ostatnio próbuje też odwracać kolejność i pisać np. same melodie oparte na skalach albo pisać do beatów czy do scen z filmów lub obrazów. Te ćwiczenia są dość ciekawe, ale myślę, że to słowa jednak to takie tworzywo pierwotne dla mnie, a muzyka to dodatek, który pozwala je łatwiej przyswoić.



Które wokalistki stanowią dla ciebie największą inspirację w tworzeniu muzyki?

Z polskich siostry Przybysz. Zagraniczne wokalistki to: Jill Scott, Lianne La Havas, Judith Hill, Solange, Jorja Smith, Ray BLK, H.E.R., Annie Lennox.

Druga płyta poszła w świat… i co dalej?

Czas na kolejne! Piszę teraz coś zupełnie innego, dużo lżejszego i po angielsku. Na pewno Wam o tym doniosę!

Czego możemy Ci życzyć w tych trudnych czasach dla artystów?

Poczucia humoru i znalezienia fajnej niani!


Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Karolina Filarczyk

Redaktor Naczelna --- Z Muzykoholikami związana na zawsze! Co tu robię? Spełniam marzenia! Wywiady, relacje, recenzje... pełen serwis! ---

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *