Strangers In My House – recenzja debiutanckiej EP-ki krakowskiego zespołu

Dzisiaj na platformach streamingowych jest premiera debiutanckiej EP-ki krakowskiego zespołu Strangers In My House.

Strangers In My House to założony w Krakowie w 2019 roku zespół poruszający się w klimatach z pogranicza dream popu i shoegaze. Czerpią z muzyki przełomu lat 80. i 90., ale nie boją się eksperymentowania. Budowane przez nich brzmienie idealnie wypełnia istotną lukę w polskiej muzyce niezależnej.

Balansują pomiędzy ładnymi melodiami, przestrzenią i ścianą dźwięku – ich muzyka potrafi być zarówno oniryczna, jak i energetyczna. Inspirują się brytyjską sceną shoegaze, dodając do niej elementy dream popu, post punka czy alternatywnego rocka. Muzycznymi mentorami są dla nich zespoły takie jak Slowdive, Cocteau Twins, Daughter, The Cure, Pale Saints i Lush. Rozmarzone wokale, urzekające melodie, gitarowe eksperymenty i przestrzenne brzmienie to cechy dobrze opisujące muzykę SIMH. Coś dla fanów wykonawców z katalogu 4AD, Creation Records, psychodelii, space rocka i trip hopu.

21 sierpnia 2020 roku nakładem niezależnej wytwórni Wynik Współpracy została wydana debiutancka EP-ka zespołu.

Utwór „Rays of Sun” otwierający EP-kę zespołu rozpoczyna się przyjemnym, narastającym, pulsującym brzmieniem. Wraz z rozwojem utworu oraz gitarowymi efektami, które przywodzą na myśl alternatywną muzykę lat 90, otrzymujemy muzyczny, wakacyjny pocałunek promieni słońca, okraszony niskim, kojącym głosem wokalistki. Autorem tekstu do tej piosenki jest gitarzysta zespołu – Jakub Kurek. Natomiast kolejna piosenka – ” The other home” także kojarzy się z alternatywnymi melodiami lat 90 oraz brytyjską sceną rockową z tamtej dekady. Warto również docenić przestrzenne gitarowe ściany dźwięku oraz ekspresywną solówką.

Nieco ponad tydzień temu premierę miał singiel Circles, który charakteryzuję się dosyć nostalgicznym brzmieniem,a także przestrzenną ścianą dźwięku. Pięknym, instrumentalnym przerywnikiem, a raczej płynnym przejściem między trzecią a piąta piosenką jest „Introspections” z bardzo tajemniczym, nastrojowym klimatem. Krótki, trwający niespełna 2 minuty muzyczny łącznik kojarzy się mocno z muzyką zespołów takich Archive czy Placebo.

Piąty element na debiutanckiej EP-ce zatytułowany jest „Stalker” . Ten prześladowca ma niezwykły klimat. Perkusja dodaje tu dramaturgii oraz niepokoju, stanowi wyśmienie uzupełnienie. „Stalker ” to płynna, harmonijna kontynuacja muzycznej, dream- popowej, rozmarzonej, letniej uczty.


„Satin” to przedostatni utwór na debiutanckiej EP-ce zespołu Strangers in My House.Satyna to połyskujący, miły w dotyku materiał oraz zapowiedź miłych, przyjemnych chwil, ale lecz to niech Was nie zmyli ten tytuł . Muzycznie mamy tu delikatny początek, lecz powoli tempo staje się szybsze, tak samo jak bicie serce, gdy jesteśmy zakochani. Przepełniony emocjami, altowy wokal Magdaleny Radeckiej idealnie tworzy klimat tego utworu, który momentami jest mocno energetyczny oraz wybuchowy. Zakończenie tego utworu nie jest gładkie, tylko przyjemnie niepokojące.

Klamrą zamykająca mini album jest piosenka „Storm”, który od samego początku ma mocne uderzenie, za sprawą dynamicznych bębnów oraz gitary, która kojarzy się z twórczością The Edge z irlandzkiej grupy U2. Gitarowa partia tego utworu również zasługuje na wyróżnienie. Rzadko kiedy na polskim podwórku spotyka się tak temperamentne, pełne ikry brzmienie.

Płyta rozpoczyna się wakacyjnym pocałunkiem gdzie, doświadczamy letnich, intensywnych przeżyć a kończymy ją burzliwym sztormem. Wyjątkowo mocno w pamięci zostaje niski, altowy głos wokalistki Magdaleny Radeckiej. Jest to jeden z tych, czystych, przyjemnych głosów, który w pewnych rejestrach przypomina Dolores O’ Riordan- wokalistkę irlandzkiego zespołu The Cranberries. Warto też dodać, że wokalistka w głównej mierze odpowiada za warstwę tekstową niemalże całej EP-ki. Właśnie ten krążek idealnie nadaję się na gorące, letnie wieczory, wypełnione całym szeregiem różnorakich uczuć oraz nieustającą nostalgią.

Do swoich mieszkań, serc oraz przede wszystkim głośników zaproście tych nieznajomych. Możecie się spodziewać rozmarzonych, ulotnych, intensywnych przeżyć.

Katarzyna Grzmielewska

Jestem Kasia, absolwentka bibliotekoznawstwa oraz kulturoznawstwa i wiedzy o mediach na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie. W wolnym czasie poza słuchaniem muzyki, lubię czytać książki, oglądać seriale na Netflixie oraz gotować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *