„(…) Postawiliśmy sobie kreatywne zadanie, bo co może być lepsze niż „THE BEST OF…”(…)” – The Bullseyes u naczelnej Muzykoholików

The Bullseyes to gorącokrwisty rockowy duet z wielkopolskiego LesznaDarek Łukasik na gitarze, Mateusz Jarząbek na perkusji, wspólnie pragną skrócić dystans i otulić Świat muzyką, która czerpie jednocześnie z garażowego rocka i zwięzłej, futurystycznej produkcji.

Nowa płyta w natarciu! Zapraszamy do lektury wywiadu z chłopakami z The Bullseyes, a dowiecie się co nieco o płycie, zespole i… 🙂


Karolina Filarczyk

The Bullseyes

Jak moc sprawcza spowodowała, że wasze energie się połączyły? Jak to się stało, że postanowiliście wspólnie grać muzykę?
Mateusz: Znamy się z Darkiem od czasu drugiej klasy podstawówki. Na początku Darek wpadał do mnie grać na PlayStation — które dostałem na komunię — potem wpadał pograć na gitarze mojego taty, później wpadał improwizować metalowe solówki do beatu, który puszczałem z gramofonu.
Darek: Dokładnie tak było. Pewnego razu Matusz poprosił mnie, żebym dograł solo do jednej z jego piosenek i cały ten proces tak nas zafascynował, że pociągnął on za sobą kolejne utwory. A teraz jest album.
Mateusz: gdy stuknęła nam dwudziestka, olśniło nas, że ja nigdy nie ukręcę gałkami czegoś chwytającego za serce, a Darek nigdy nie będzie w stanie grać lotu trzmiela na gitarze tappingiem w 300 BPM. Pod koniec 2011, zmotywowani sukcesami zespołów z rockowego garażowego odrodzenia stwierdziliśmy, że granie zwięzłego, dwuosobowego rocka może być czymś, co oswobodzi nas z uścisku perfekcjonizmu. Połączyliśmy Darka umiejętności techniczne grania na jednej gitarze i by nie było za łatwo, zrobiliśmy, że gra na trzech (bass, rytmika, solo) a ja usiadłem na bębnach. Doświadczenie z cyfrowymi zabawkami nieświadomie zamieniłem na produkcyjne zebranie tego wszystkiego do kupy.

Na koncie macie pokaźną liczbę singli. Skąd nagle pomysł, by uwięzić je w płycie?
Mateusz: Pamiętam jak dziś, że prawdopodobnie pierwszym komentarzem po wypuszczeniu naszego absolutnie pierwszego singla było: „kiedy płyta?”. No właśnie – kiedy płyta? Obecny kształt rynku muzycznego i dominacja serwisów streamingowych poniekąd faworyzują wypuszczanie i promocje singli. Zarówno mnie, jak i Darka poza samą muzyką ogromnie pasjonuje cały proces. Strategia promocji, kręcenie teledysków, robienie sesji… Napisaliśmy wiele numerów, natomiast by odpalić „proces” zawsze wybieraliśmy to, co muzycznie mieliśmy najlepsze do zaoferowania w danym okresie. Utwory powstawały nieustannie od 2011 do 2012 roku. Chyba nie ma lepszego momentu niż (prawie) dziesięciolecie na „zwieńczenie sezonu”.
Darek: Nasi słuchacze nie wybaczyliby nam wydania kolejnego singla, który nie niesie ze sobą czegoś więcej niż „tylko” teledysku i całej tej oprawy komunikacyjno-promocyjnej. Mogłoby dojść do rękoczynów, których bylibyśmy ofiarami.
Mateusz: Oj tak. Ponadto, na wszystko nałożył się też fakt, że BARDZO przez ten okres wyewoluowaliśmy. Nawet bardziej przez ostatnie 3 lata niż przez wcześniejsze 7. Trochę „przerażeni” tym jak daleko zaczynamy odchodzić od naszych wcześniejszych „punkowych” korzeni, musieliśmy gdzieś postawić kropkę… lub przecinek… czy też średnik… w postaci zwieńczenia sezonu – płyty.

Płyta nomen omen debiutancka nosi nazwę „The best of…”. Wy zawsze macie takie szalone pomysły? [śmiech]
Mateusz: ZAWSZE.
Darek:
Z.
A.
W.
S.
Z.
E.
Mateusz: już nie możemy doczekać się kolejnego pomysłu na kolejny album. Postawiliśmy sobie kreatywne zadanie, bo co może być lepsze niż „THE BEST OF…” – ale mamy już pierwsze typy… [śmiech]

Wasza muzyka nie jedno ma imię. Świetnie dobieracie smaczki z różnych tygielków. Które grupy stanowią dla was największą inspirację?
Mateusz: Inspiracją do tego, że jest nas dwóch i gramy rocka były wielkie duety rockowe takie jak White Stripes, The Black Keys, The Kills. Natomiast to tylko baza, „idea” powstania… i tu w zasadzie kończą się te „wyraźne” inspiracje, bo prawdą jest, że chcemy uciekać od szufladkowania. Jesteśmy kochającymi solówki gitarowe zlepkami przeróżnych gustów. Myślę, że od siebie mogę nazwać kilka aktualnych inspiracji: stare, mniej znane utwory brytyjskiej inwazji inspirują mnie pod kątem młodzieńczej werwy, bezczelności i charyzmy. Nowe surf rockowe utwory inspirują mnie pod kątem szalenie odważnych ruchów w brzmieniu/produkcji – często tak odważnych, że w życiu bym się na takie nie zdecydował (za to dokładnie je szanuje). Utwory z list billboard i cukierkowy, plastikowy pop inspiruje mnie pod kątem tego, jak zwięźle i minimalistycznie można stworzyć uzależniający produkt muzyczny.
Darek: podświadomie też pewnie przemycamy klimat rzeczy, które nas wychowały muzycznie. Niektórych zagrywek Richiego Sambory nie jestem w stanie zapomnieć. To gdzieś tam w naszym graniu jest, jestem o tym w 100% przekonany.

Teksty powstają pod zamówienie muzyki, czy czekacie na grom z jasnego nieba, który zsyła Wam piosenkę w pełnej krasie?
Mateusz: Dużo o tym myślałem i chyba absolutnie najczęściej jest to jakaś losowa myśl. Myśl, której podświadomie nadaje jakiś kolor i jakieś brzmienie. Czasami jest to wyrwane z kontekstu zdanie albo przejęzyczenie, które powtórzone przywodzi na myśl jakąś melodię, riff, rytm… czasami są to dosłownie dwie nuty solówki jakiegoś starego live’a, czasami jest to brzmienie, a czasami „myśl techniczna”. Utwór „Can’t Believer” powstał na przykład na skutek żartobliwego przeinaczenia przez moją dziewczynę w konwersacji tytułu utworu „I’m Believer” (znanego z mn. Shreka), natomiast w „Yet There’s You” inspiracją było to, by przez cały utwór bęben był jak bass, który dyktuje cały puls. „Love’s Blow” to prawie dosłowne muzyczne rozwinięcie „uuuu -brum brrrum” [śmiech] które jakoś dźwięcznie przypłynęło do mnie we śnie. I tak to jakoś z mojej strony wygląda. U Ciebie Darek?
Darek: największa moją inspiracją jest miłość i oczywiście mój przyjaciel Mateusz. A tak serio to lubię w tekstach Mateusza to, jak potrafi przyszpilić niektóre uczucia i myśli. Rozkłada je na czynniki pierwsze i podkręca kontrast do granic możliwości. To jest świetna baza do zaproponowania jakiegoś brudnego gitarowego riffu lub ckliwej melodii.

Gdyby ktoś kazał wam wymyślić slogan reklamowy Waszej płyty… jak on by brzmiał? Komu polecilibyście Wasze piosenki najbardziej?
Mateusz: Już jest!
„The Best of The Bullseyes
a debut album
by The Bullseyes”
Chyba ciężko o lepszy slogan [śmiech]

Przy okazji albumu, nawiązaliście kontakt z wytwórnią Kayax. Jak trafiliście pod ich skrzydła?
Mateusz: Kayax wziął nas pod skrzydła po tym, jak zostaliśmy finalistami Firestone Headliners of Tomorrow w 2019 roku. Cały czas pozostajemy we współpracy z Kayaxem, natomiast nasz najnowszy album został wydany z ramienia nowo powstającego wydawnictwa LOG7 PUBLISHING.

Za nami wiosenny lockdown. Wygląda na to, że za chwileczkę, za momencik znów nas mogą zamknąć w domach. Jakie plany na te masy wolnego czasu? Macie już opracowaną taktykę jak nie zwariować w domu?
Mateusz: Praca nad albumem i współpraca z nowo powstającym wydawnictwem kosztowała nas SPORO pracy, cały czas nie ustępujemy w promocji i szukamy nowych źródeł rozpowszechniania muzyki. To kosztuje nas tyle czasu, że nawet powoli cieszę się, że przez pierwszy lockdown i zaistniałą sytuację, możemy zdalnie się wszystkiemu poświęcić i wszystkiego dopinać… jeszcze trochę to promowanie potrwa.
Darek: moje plany na drugi lockdown to wypłaszczenie się niczym krzywa zachorowań, na kanapie, z gitarką i kotami. Przyda się trochę odpoczynku po tym wszystkim.

Płyta jest… tylko jak tu ją promować w czasach pandemii… Macie jakieś pomysły, jak rozhulać waszych fanów?
Mateusz: Jak najbardziej… i jak na razie przynosi to całkiem niezły odzew. Ostatnio domknęliśmy mapkę na Spotify. Mamy przynajmniej kilku słuchaczy w dosłownie każdym miejscu na ziemi, do którego dotarło Spotify. Razem z Darkiem pasjonuje nas docieranie naszą muzyką w najdalsze zakamarki Świata. Pewnie w tym roku i tak nie zagralibyśmy festiwalu na innym kontynencie, więc używamy naszych internetowych zdolności, by zagrać na takim festiwalu już w nowym popandemicznym Świecie. Jeśli chodzi o promowanie muzyki w czasach pandemii – starannie wykorzystujemy nasze internetowe super moce.
Darek: „mocni w necie … słabi … w świecie”
Mateusz: na szczęście ten dzisiejszy świat też prawie cały w necie [śmiech] 

The Bullseyes / fot. materiały promocyjne

Karolina Filarczyk

Redaktor Naczelna --- Z Muzykoholikami związana na zawsze! Co tu robię? Spełniam marzenia! Wywiady, relacje, recenzje... pełen serwis! ---

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *