[Wywiad] CLICKS: „Gdy artysta czuje to, co robi i robi to właśnie szczerze, od siebie, to słychać na płycie, widać na koncertach”

Wojtek Król – fundament formacji CLICKS i Controlled Colapse. W wywiadzie dla Muzykoholików opowiedział o nowej płycie wydanej przez niemiecką wytwórnię Dependent Records.

Natalia Zakolska: Jak samopoczucie na chwilę przed premierą płyty?
Wojtek Król:
Cześć, bardzo dobrze, dzięki. Mam już parę sztuk u siebie w domu i wszystko wygląda dokładnie tak, jak sobie założyliśmy. Czekamy teraz na recenzje i moment, w którym będzie dostępna do odsłuchu / zakupu przez wszystkich.

NZ: Zacznijmy może od początku, jak się poznaliście?
WK:
Tomka poznałem jakieś 10 lat temu. Przyjechał z Krakowa do Warszawy, gdzie grałem swój drugi koncert z Controlled Collapse. Organizował wtedy też koncerty w Krakowie i nas zaprosił. Bardzo się wtedy zżyliśmy choć ze mną nie było łatwo (śmiech). Tomek po jakimś czasie dołączył do Controlled Collapse, a kiedy CLICKS „rozrosło” się do pewnych rozmiarów, również tam.
Łukasza poznałem poprzez naszą wspólną znajomą. Zagraliśmy razem taką dziwną imprezę, gdzie Łukasz grał na perkusji, a Michał Kobojek na saksofonie do tego, co ja grałem jako DJ. To chyba było jakoś w 2008 czy 2009 roku. Po tej imprezie jakoś tak się zgadaliśmy, że można spróbować do CLICKS również zagrać na perkusji. Wyszło bardzo fajnie.

NZ: Jak to się stało, że Waszą płytę wydaje niemiecka wytwórnia Dependent Records?
WK:
Szlak został przetarty w 2007 roku, kiedy Dependent wydało debiut Controlled Collapse. Od tamtego czasu byłem prawie cały czas w kontakcie z nimi. Jak tylko pojawiły się pierwsze oznaki życia CLICKS, byli zainteresowani. Długo jednak trwało zarówno nagranie płyty jak i dogadywanie szczegółów kontraktowych, dlatego też płyta wychodzi dopiero teraz.
Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli chcę zaistnieć szerzej, moja muzyka musi być dostępna i promowana „na zachodzie”. Zagraniczna wytwórnia to właśnie oferuje. Jej targetem są Niemcy, gdzie jest najwięcej fanów takiej właśnie muzyki. W Polsce działamy z CantaraMusic.pl i ta współpraca też wypada rewelacyjnie.

NZ: Współtworzysz też Controlled Collapse. Jak to się stało, że powstało CLICKS? Skąd potrzeba tworzenia poza pierwszym zespołem?
WK:
Controlled Collapse jest moim głównym projektem. Jest to ciężka muzyka elektroniczna na pograniczu nazwijmy to gotyku, metalu i właśnie EBM/Industiral. 2007 rok to były dobre czasy dla electro-clash, electro i pochodnych stylów na polskiej scenie klubowej. Stwierdziłem, że fajnie by było zrobić projekt w 100% taneczny. Nie musiałbym się przejmować czy melodyjki są wystarczająco poważne i ogólnie czy klimat jest mroczny. Tak powstało CLICKS. Dokładne odwrócenie tego czym jest Controlled Collapse.

NZ: Czym różni się muzyka CLICKS i Controlled Collapse?
WK:
Tak, jak powiedziałem wcześniej: CLICKS jest dokładną odwrotnością Controlled Collapse. Oczywiście nawet w CLICKS słychać moje korzenie, czyli muzykę nazwijmy to dark-independent i pewne naleciałości stylistyczne pozostały, ale wydaje mi się, że słuchacz bez problemu odróżni oba twory. Jeśli chodzi o warstwę tekstową, to CLICKS też jest zupełnie inny. Controlled Collapse opowiada bardziej, co jest w mojej głowie, co się dzieje dookoła mnie. W CLICKS teksty są bardziej dopełnieniem muzyki, z puszczonym oczkiem do słuchacza.

NZ: Twoi koledzy z zespołu też są związani z innymi projektami muzycznymi. Jak odnajdujecie wspólne porozumienie, „złoty środek” podczas pracy nad utworami?
WK:
Na dzień dzisiejszy CLICKS to głównie mój twór. Utwory na płycie zostały stworzone w głównej mierze przeze mnie, tak więc nie było jakiegoś problemu w odnalezieniu „wspólnego brzmienia” (śmiech). Zobaczymy jak to będzie przy następnej płycie. Wtedy na pewno szerzej odpowiem na to pytanie.

NZ: „Glitch Machine” powstawało dość długo – dlaczego?
WK:
Nałożyło się na to kilka kwestii. Chcieliśmy nagrać fajną płytę, musieliśmy doprecyzować szczegóły współpracy z Dependent Records itp. Glitch Machine ostatecznie jest swego rodzaju debiutującym „Best of”, gdyż na płycie znajdziemy utwory, które były stworzone na przestrzeni 8 lat. Na szczęście umiejętności producenckie Kamila Łazikowskiego z Soyuz Studio są tak dobre, że całość brzmi spójnie i dobrze.

NZ: Światło dzienne ujrzy też limitowana wersja płyty. Trudno było rozgraniczyć, które nagrania znajdą się na danej płycie?
WK:
Limitowana edycja będzie zawierać dodatkowy singlowy CD z dwoma utworami, które nie znalazły się na albumie oraz kilkoma remixami. Dodatkowo, będzie ona wydana w ładnym opakowaniu i zawierała dodatkowe bonusy.
Przyznam szczerze, że nie pamiętam, żeby wybór utworów na płytę był jakimś ani problemem, ani też długim procesem. W zasadzie to rozważania odnosiły się głównie do tych b-side’ów, które ostatecznie pojawią się na singlu. Faktem jest też, że nie mieliśmy jakoś bardzo dużej puli utworów do wyboru.

NZ: Co w muzyce jest dla Ciebie najważniejsze?
WK:
Wydaje mi się, że szczerość. Gdy artysta czuje to, co robi i robi to właśnie szczerze, od siebie, to słychać na płycie, widać na koncertach.

NZ: Dziękuję za rozmowę!
WK:
Dzięki wielkie za wywiad i recenzję płyty. Do usłyszenia / zobaczenia!

Redakcja Muzykoholicy

Muzykoholicy.com | Miejsce Polskiej Muzyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *