[WYWIAD] Fumez: „Chodzi głównie o to, by dotrzeć do ludzi, a nie zaspakajać ambicje”

Fumez jest młodym rockowym zespołem składającym się z czterech różnych osobowości. Tym, co ich łączy jest muzyka. Jaka ona jest? Jaki jest Fumez? Jaki związek ma zespół z…oparami benzyny?

Fumez

Natalia Zakolska: Jak się poznaliście?
Piotr Matkiewicz:
Mam przyjaciółkę Agatę, wokół której kręcił się jakiś dziwny gość… Nie spodobał mi się na początku, ale okazał się być całkiem fajny. To był nasz basista Filip. Podczas Sylwestra rok temu wymyśliliśmy, że założymy kapelę. Co z tego, że nie potrafiliśmy za bardzo grać na instrumentach? To było nasze marzenie od dawna! Później dołączył do nas Kacper, brat Filipa. Tak się złożyło, że miał elektroniczną perkusję. Pograliśmy w trójkę jakieś dwa miesiące. Potem się okazało, że kolega kolegi Kacpra gra na gitarze i w ten sposób dołączył do nas Dominik, który w zespole także śpiewa.

NZ: Jak wspominacie pierwszą próbę?
PM:
Siedzieliśmy u Kacpra w domu na poddaszu, było z czterdzieści stopni gorąca, a my siedzieliśmy jak sardynki w puszce.
Dominik Sienkiewicz: To było moje pierwsze spotkanie z chłopakami. Jak tylko zaczęli grać, od razu wiedziałem, że się dogadamy! Dołączyłem do nich trochę improwizując, nie znałem utworów. Dwa dni później już była pierwsza napisana piosenka „Blame me”.

NZ: Jak wygląda u was tworzenie piosenek?
DS:
Jest kilka wariantów, wszystko zależy od tego, kto ma pierwszy pomysł.
PM: Gdy ktoś ma jakiś pomysł, nagrywa go, wysyła reszcie i na próbie myślimy, co z tym dalej zrobić.
DS: Zakładając, że pomysł jest Piotrka, ja coś dokładam od siebie, Filip też i efekt końcowy odbiega finalnie od pierwszego pomysłu Piotrka (śmiech). Rzadziej powstają piosenki z czystej improwizacji, że ktoś zaczyna grać, ktoś dołącza i się okazuje, że to jest fajne.
Filip Górski: Tylko raz nam się to zdarzyło. Siedzieliśmy w salce, nikomu nic się nie chciało i zaczęliśmy luźno grać. Myślę, że w przyszłości wyjdzie z tego fajny kawałek. Ale to jednorazowa akcja, najczęściej jednak ktoś przynosi coś od siebie i wszyscy dokładają po trochę.

NZ: Niektóre wasze piosenki są po angielsku, niektóre po polsku. W jakim języku tworzy wam się lepiej?
DS:
Zdecydowana większość naszych piosenek jest po angielsku. I chyba tak już zostanie…
PM: Dominik, który jest naszym głównym tekściarzem, studiuje filologię angielską, ma lekkość w pisaniu angielskich tekstów.
DS: Angielski jest poza tym bardziej przyjemny do śpiewania!
FG: W języku polskim jest bardzo trudno stworzyć tekst, który nie będzie tandetny. Ile można śpiewać o tym, że każdy ją kocha, widział ją w deszczu i telewizorze? (śmiech) A Dominik ma jeszcze całkiem niezły zasób słów…

NZ: W razie czego po angielsku nie każdy zrozumie, o co chodzi…
FG:
I dobrze! Zawsze można jeszcze zaseplenić! (śmiech) Jeden z naszych polskojęzycznych utworów to wiersz Baczyńskiego, ułożyliśmy do niego tylko muzykę.

NZ: Taka poezja śpiewana? (śmiech)
FG:
Tak, taki Kamil Radek trochę.

NZ: Janusz Radek!
FG:
No tak, Janusz Radek. (śmiech) Ale raczej nie ma szans, abyśmy „na dłuższą metę” tworzyli po polsku. To sytuacje wyjątkowe, kiedy coś nas zainspiruje, albo Dominikowi uda się coś fajnego napisać.
PM: I ja mam duże aspiracje odnośnie pisania tekstów! Od roku już nad tym myślę. Najczęściej kończy się tak, że zarzucam tematem, o czym chciałbym napisać, a po trzech miesiącach przychodzi Dominik i mówi, że napisał mi ten tekst, bo nic nie wymyśliłem (śmiech).

NZ: Gracie tylko swoje piosenki czy zdarza się wykonać jakiś cover?
Kacper Górski
: Zdecydowanie swoje piosenki. Tak naprawdę polega na tym cała zabawa.
FG: Mamy jeden cover Arctic Monkeys “Crying lighting”. To była jedna z pierwszych piosenek, jaką w ogóle zaczęliśmy grać, początkowo w oryginalnej wersji, a teraz mamy zupełnie inną wersję.
PM: Z oryginału został właściwie sam tekst. Jesteśmy bardzo ciekawi, jak Arctic Monkeys by zareagowali słysząc naszą wersję (śmiech).

NZ: Jak wspominacie pierwszy koncert? To duże przeżycie dla młodego zespołu?
PM:
Do pierwszej chwili byłem pewny, że zagramy zupełnie na luzie. Stres zaczął się na dwie godziny przed koncertem, kiedy zagraliśmy próbę.
DS: Ale wyszło nieźle. Ja tego dnia zupełnie nic nie jadłem, myślałem, że się przewrócę. Scena była bardzo mała, było ciasno. Jednak jak zaczęliśmy, wiedziałem, że to jest to.
KG: Złapałem dzięki koncertowi dużo motywacji…
FG: Prawda jest taka, że ten koncert najlepiej wpłynął właśnie na Kacpra. Zyskał sporo pewności siebie, myślę, że zagrał najlepiej z nas wszystkich. Mimo że miał nie swój sprzęt! Też byłem zestresowany, ale okazało się, że mogę stać na nogach i wyszło całkiem nieźle (śmiech).

Fumez podczas koncertu
Fumez podczas koncertu

NZ: Jak byście scharakteryzowali swoje piosenki ludziom, którzy ich nie znają?
DS:
Są smutne. Trudno odpowiedzieć na to pytanie… Myślę, że nasza muzyka ma przede wszystkim budzić poruszenie, emocje. I jest o tym, co we mnie siedzi. Jest prosta i poruszająca…
PM: Ale nie chcielibyśmy też, aby nasza muzyka była bardzo skomplikowana. Chodzi głównie o to, by dotrzeć do ludzi, a nie zaspakajać ambicje.
DS: I chciałem jeszcze powiedzieć, że nasza muzyka jest otwierająca oczy! (śmiech)
FG: Jest prawdziwa, każdy ma swoje inspiracje i gra tak, jakby chciał.

NZ: Jakie są te wasze inspiracje?
FG:
Ja bardzo lubię Placebo, Marilyna Mansona, Guns’n’Roses… Uważam, że najlepszy zespół w historii muzyki to Led Zeppelin, a ostatnio bardzo dużo słucham Nicka Cave’a. A do tego dochodzi jeszcze wspomniane już Arctic Monkeys.
KG: Też wyróżnię Guns’n’Roses, Arctic Monkeys…
FG: Musiałem coś zaszczepić młodszemu bratu (śmiech)!
KG: Kiedyś jeszcze dużo słuchałem Rammsteina. Uwielbiam też Metallicę.
DS: U mnie klasyka z lat 70-tych, moim bogiem jest Jimi Hendrix. Nie mogę się przemóc do nowych zespołów powstałych w tym tysiącleciu… Słucham też Alice in Chains, Motorhead i trochę mniej spopularyzowanych zespołów, takich jak Nirvana czy Metallica.
PM: Powinienem być „metalem”, bo mój brat grał w kapeli metalowej Demise, byli popularni pod koniec lat 90-tych. Poza tym jeździł ze swoimi kapelami w Stanach i w Europie. Także pozdrawiam brata Marka (śmiech). Ale w tamtych czasach ja bardziej słuchałem Backstreet Boys (śmiech). Potem w czasach studenckich jak wszyscy słuchałem Comy i czuję, że ma wpływ na moję grę. Ostatnio, jak koledzy, słucham Arctic Monkeys!

NZ: W muzyce jesteście zgrani, macie podobne inspiracje… Czy prywatnie też jesteście tak zgrani?
PM:
Jesteśmy zupełnie inni.
FG: Faktycznie jesteśmy zgrani muzycznie, ale czy prywatnie też?
DS: Mieszkamy w różnych miejscach. Filip mieszka w Gdańsku, my w Elblągu, co utrudnia nam codzienny kontakt.
FG: Prywatnie najlepszy kontakt mam z Piotrkiem. Z Kacprem jesteśmy sekcją rytmiczną, jako bracia całe życie wszystko robiliśmy razem.
KG: Dogadujemy się dobrze, tylko mało się widujemy, bo każdy ma swoje życie.
FG: Prawie się nie widujemy, a jeśli już się spotkamy – rozmawiamy głównie o zespole. W tamtym roku w październiku padł pomysł, aby w czwórkę wyskoczyć na piwo, ale jeszcze nam się to nie udało (śmiech).

NZ: Jak się gra z bratem?
KG:
Myślę, że całkiem dobrze. Może gramy trochę inaczej, ja chyba bardziej agresywnie, ale Filip też gra coraz lepiej (śmiech). Chciałem wytłumaczyć, że Filip jako ostatni z nas zaczął grać na instrumencie, ta przygoda trwa u niego najkrócej. Ale zrobił duży postęp!
FG: Lubię z nim grać, od zawsze robimy wszystko razem: piłka nożna, gry komputerowe… Dzięki temu nie ma problemów w muzyce, ostatnio Kacper miał z czymś problem i wspólnie go rozwiązaliśmy. Dobrze się złożyło, że jesteśmy braćmi z sekcji rytmicznej, bo dzięki temu łatwo nam się porozumieć, coś zrobić. Gdybyśmy grali na całkowicie różnych instrumentach, mogłoby być trochę gorzej…

NZ: Jest jakieś miejsce, gdzie chcielibyście wystąpić?
WSPÓLNIE:
Glastonbury Festival!
DS: Mi się marzy jeszcze jakiś duży stadion…
PM: Olimpii w Elblągu (śmiech)?
DS: Może być (śmiech). Ale na Rock Am Ring w Niemczech też byłoby fajnie wystąpić.

NZ: Widzę, że kusi was kariera międzynarodowa!
DS:
Stąd też te angielsie teksty. W Polsce dominują zupełnie nie nasze gatunki muzyczne, disco polo, rap…
PM: I nie przejmujemy się słowami hejterów!
FG: Brat Piotrka miał pomysł, abyśmy nazywali się „Golasy”.
PM: Ale nie takie zwykłe „Golasy”, tylko „Go.lasy”, że „do przodu lasy”. Ale jakoś się nie przyjął ten pomysł (śmiech).

NZ: Za to przyjął się Fumez. I teraz ulubione pytanie wszystkich: skąd pomysł na nazwę (śmiech)?
DS:
Zawsze chcieliśmy mieć nazwę jednoczłonową. Okazało się, że wszystkie fajne wyrazy w języku angielskim są już zajęte! Angielskie „fumes” to „opary”, ale naszą nazwę wymawia się po polsku. Na początku graliśmy w garażu, mocno było tam czuć opary benzyny. Dobrze się grało, jak się nawdychaliśmy (śmiech). Niestety okazało się, że Fumes jest już zajęte, więc został Fumez. Okazało się, że to po francusku też „opary”! Także nasza muzyka wprowadza w trans jak opary benzyny (śmiech).

NZ: Chyba skutecznie, skoro macie za sobą już jeden wygrany konkurs…
FG:
Przyznam szczerze, że byliśmy trochę pewni siebie. Nie chcę, aby nie wiadomo jak to zabrzmiało, ale czuliśmy, że możemy wygrać. Zaraz po tym jak wysłałem maila ze zgłoszeniem, organizator odpisał, że mu się podoba, że naprawdę fajnie gramy. Szybko zostaliśmy faworytami (śmiech). Ale po poznaniu wyników i tak bardzo się cieszyliśmy! Tym bardziej, że wcześniej wszystko, co robiliśmy, szło z naszych pieniędzy. A jutro jedziemy do Gdańska realizować nagrodę, w ramach której mamy sesję w studiu nagraniowym!
PM: Benzyna na dojazd też darmowa?

NZ: Trzeba wziąć z garażu!
DS:
Będziemy jechać na oparach.
PM: Na „Fumezach”.
DS: Pojedziemy na pomarańczowym światełku pokazującym dystrybutor (śmiech).

NZ: Czyli można oczekiwać singla, płyty?
DS:
Właśnie jutro będziemy nad tym pracować. Jak jutro dobrze nam pójdzie, niedługo nagramy więcej utworów. Mamy nadzieję, że na następnym koncercie będziemy mogli już rozdać czy sprzedać jakieś single czy EP-ki. Materiał już mamy…
FG: Tak się złożyło, że wygraliśmy to i jako zespół, i ja jako osoba prywatna, zajęliśmy dwa pierwsze miejsca, dzięki czemu otworzyło się przed nami sporo możliwości w studiu w Gdańsku. Jeśli realizator nagrań zrozumie naszą muzykę, bardzo możliwe, że całą EP-kę nagramy u niego. Jednak to już byłoby coś materialnego, z czym można się zaprezentować…

NZ: Singiel wybrany?
FG:
„Shine”, gramy go najczęściej, najwięcej osób go chwali, jest najlepiej nagrany.
KG: Koleżanka powiedziała nawet, że to była jedyna piosenka, jaką zapamiętała z koncertu! Więc to raczej nie jest przypadek…
PM: Z resztą do lamusa (śmiech)!

NZ: Jak widzicie siebie za dziesięć lat?
FG:
Jako największy zespół rockowy w Polsce. Albo na kasie w sklepie (śmiech). Od początku zrobiliśmy bardzo duży postęp. Uwierz, że zaczynaliśmy na bardzo słabym sprzęcie…
DS: To był sprzęt (śmiech)?!
FG: Własnemu dziecku bym nie dał tamtej perkusji, bo by się pokaleczyło, a gitara akustyczna była przestrojona niżej, aby grała choć trochę basowo. Graliśmy na poddaszu, a teraz możemy grać w przyzwoitej salce prób. Każdy z nas ma już taki sprzęt, że może się z nim publicznie pokazać. Przez rok to tak duży krok do przodu, że jak będziemy się dalej rozwijać w tym tempie, to faktycznie – masz jak w banku, że za dziesięć lat będziemy największym zespołem rockowym w Polsce.

NZ: Czego wam życzyć na zakończenie?
DS:
Żebyśmy mogli żyć z muzyki.
KG: Abyśmy mogli jak najczęściej koncertować.
FG: Tak… Abyśmy mogli nie martwić się o jutro, nie musieli gdziekolwiek pracując grając tylko po godzinach. Żeby była tylko muzyka, muzyka i muzyka.

NZ: I tego wam życzę. Dziękuję za rozmowę!

Redakcja Muzykoholicy

Muzykoholicy.com | Miejsce Polskiej Muzyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *