[WYWIAD] Paweł Izdebski: „Nadal błądzę, choć wiem o wiele więcej”

Paweł Izdebski jest nie tylko członkiem zespołu Ralpha Kaminskiego czy częścią Studia Accantus. To przede wszystkim uzdolniony muzyk i kompozytor, który ma na koncie debiut w postaci EP–ki i ogromne plany przed sobą.


Twój debiutancki album, choć bardzo skromny – bo składający się z czterech utworów – dał o sobie usłyszeć. To „tylko” EP–ka, ale nie czytałam właściwie żadnej negatywnej opinii. Przewijały się słowa „wyjątkowy, niesamowicie utalentowany”. Twoje numery usłyszeć można było między innymi w Programie Pierwszym Polskiego Radia, ale mimo to uważam, że największym osiągnięciem było wydanie „Księcia Naiwności” bez niczyjej pomocy, dzięki motywacji i marzeniom.

EP–ka to rzeczywiście był taki muzyczny coming out – i po wielu przygodach z producentami i różnymi doświadczeniami w branży uznałem, że najlepiej będzie jak zrobię to sam. To było dla mnie trochę jak zdobycie najwyższej góry, bo zawsze potrzebowałem pomocy albo ktoś coś za mnie robił. Uznałem, że koniec z tym, że muszę zrobić coś od punktu A do punktu B i to się udało – z jakim skutkiem, nie mnie oceniać. Ta EP–ka jeszcze nie skończyła się w mojej głowie i mam kilka pomysłów, co z nią zrobić – mowa tu o klipach, jakichś live sesjach. Chciałbym też z tym materiałem trochę pokoncertować. Cztery numery to było za mało, żeby robić wielką trasę koncertową. W tym roku troszkę pojeżdżę i pokażę coś, czego jeszcze nie było oraz przede wszystkim zaprezentuję materiał z „Księcia Naiwności”.

Od razu miałeś zarys tego, jak EP–ka będzie wyglądać? Mam na myśli jej styl, gatunek? Obserwując Twój kanał na YouTube, można znaleźć na nim repertuar właściwie z każdej kategorii – zaczynając od disco polo, a kończąc na legendach polskiej muzyki. Nie miałeś obaw, że potencjalni słuchacze będą bali się siegnąć po Twój minialbum, bo będzie Twój, prywatny, inny?

Wiedziałem jak mają brzmieć piosenki, ale to wynikało z tego, że wiedziałem o czym one są. A to w jakiej formie je podałem, wyszło trochę w praniu. Ja napisałem melodię, jakąś tam progresję akordów i zaśpiewałem to producentowi, Markowi Błaszczykowi, który płytę wyprodukował i zaaranżował kawałki. I też oddałem mu trochę siebie w tej kwestii, ale niczego nie żałuję. Czasami analizuję, która piosenka najbardziej „bierze” ludzi i jest to Balon, najbardziej minimalistyczna z albumu. I jeśli miałbym coś zmienić, to zrobiłbym to wszystko bardziej oszczędnie. Po prostu chciałem, żeby to było coś wielkiego, ale żeby była to też moja demowizytówka. Jednak EP–ka ma trochę taką formę, żeby się pokazać w tym środowisku muzycznym. Wydaje mi się, że spełniła swój cel i mam nadzieję, że to jest dobry start przed czymś większym, co planuję w przyszłym roku. I rzeczywiście na YouTube jestem niespójny, nawet bardzo i raz można usłyszeć hit na miarę Gumisiów, a następnym razem legendę jaką jest Czesław Niemen. Dużo osób mówiło mi, że muszę być spójny, konkretny i robić swoją markę – w większości przypadków ich słuchałem, bo mieli najprawdopodobniej rację. Ale moje serce i czucie muzyki się buntowało, więc podejrzewam, że longplay też nie będzie spójny. Teraz już wiem, że muzyka stoi na pierwszym miejscu. I jeśli bycie na siłę spójnym ma zakłócać prawdę, która bierze się z serca i procesu tworzenia to lepiej nie nagrywać w ogóle.

Cały czas towarzyszą Ci te same inspiracje, czy podczas procesu twórczego to się jednak zmienia? Dołączają nowi artyści a dawni inspiratorzy chwilowo odchodzą w cień?

Mam bardzo dużo swoich muzycznych bogów, ale raczej moja „święta” piątka się nie zmienia. Jednak rzeczywiście wpływają na mnie jakieś pojedyncze książki, artysta którego usłyszę przez przypadek. Głównie opieram swoją muzykę na brzmieniu gitarowym i nie ma czegoś takiego, że nagle przestałem słuchać któregoś z moich idoli.

Czy na Twojej drodze, muzyka niezależnego, stały inne przeszkody w trakcie tworzenia i wydawania EP–ki niż u muzyków współpracujących z wielkimi wytwórniami?

Dla każdego muzyka freelancera największym problemem jest budżet, a raczej jego brak. Mnie udało się zebrać pieniądze z kampanii i to właściwie był jedyny, możliwy sposób. Oczywiście inni powiedzą „przecież mogłeś wykorzystać znajomych, nagrać za pół darmo”. A to by było znowu proszenie, opieranie się na kimś innym. A ja chciałem zrobić to sam, sam rozwiązać problemy związane z wydaniem płyty. I to się udało, jestem z siebie bardzo dumny. Z jednej strony chciałem wydać tą płytę, a z drugiej strony to było życiowe wyzwanie pozamuzyczne.

Od wydania „Księcia” minęło już trochę czasu. Kiedyś powiedziałeś, że chłopiec z okładki to Ty, bo masz w sobie duszę dziecka pełną marzeń. Czy w końcu znalazłeś to, czego szukałeś? Wiesz, którą drogą już podążać czy wciąż błądzisz i się potykasz?

Znalazłem to, czego szukałem. Ale nadal błądzę, choć wiem o wiele więcej. Błędy i tak będę popełniał, jak każdy. Ale o to chodzi w życiu. W niektóre dołki już nie wpadnę, przez to że wiem, czego mogę się spodziewać w niektórych sytuacjach. Oczywiście, czekają mnie nowe i pewnie znowu upadnę, ale trzeba się uczyć na błędach. Jestem dalej „Księciem Naiwności”, ale w tym księciu jest mniej naiwności.

Mając doświadczenie tworzenia płyty na własną rękę, pełen album planujesz też wydać niezależnie? Czy jednak skłaniasz się ku wytwórniom, skorzystasz z pomocy znajomych?

Na pewno będę chciał mieć pełną kontrolę i czujność – tego też nauczył mnie Ralph. Longplay będzie bardzo sprecyzowany, to nie będą tylko piosenki same w sobie. Chcę znaleźć sposób na każdą z nich, nie wiem tak naprawdę czy wytwórnia może mi w tym pomóc. Przyszły rok to czas, w którym chcę wydać krążek, ale w jakiej to będzie formie i czy z pośrednikiem, instytucją która będzie maczać w tym palce, to nie wiem. Jestem otwarty na propozycje – ale nie chcę mówić, że dołączę do wytwórni, która wyda płytę i będzie super. Zobaczymy. Najpierw piosenki, a potem będę zastanawiał się jak je opakować.

Wiemy już, że opuszczasz progi My Best Band In The World, by skupić się na twórczości własnej. W takim razie, ten rok to czas przeznaczony tylko i wyłącznie na przygotowaniach do wydania płyty, czy zostawiasz jeszcze miejsce dla Accantusa?

Każdy z trzech projektów, na którym się skupiałem, był zupełnie innym światem. Moja płyta, zespół Ralpha i Studio Accantus, który jest bardzo teatralny i musicalowy działa trochę na innych warunkach. Accantus to dla mnie oddzielny i specyficzny projekt, który bardzo mnie rozwinął – przede wszystkim w kwestii interpretacyjnej. Pojawiła się u mnie kultura słowa w tym co robię, a to bardzo ważne. I rzeczywiście, Accantus stanowi dość ważną część jeśli chodzi o moją twórczość, ale z drugiej strony nie traktuję tego jak jedną całość. Tak samo jak przygoda z Ralphem jest dla mnie zupełnie inną ścieżką, która ma wpływ na to co robię, ale muszę to sobie rozgraniczać. U Ralpha byłem jego muzykiem, stałem sobie grzecznie z gitarą. Ale jak widziałem jak śpiewa do Was, jaki ma kontakt z publiką – ja bardzo za tym tęsknię. To nie jest egoistyczne, niektórzy ludzie mają pragnienia i chcą robić coś, co kochają i sprawia im satysfakcję. I ja mam bardzo dużą ochotę stać na przodzie i mówić do Was, opowiadać swoje historie. Tutaj nie mogłem tego robić – tylko i aż grałem. Jak gram z Ralphem, to poświęcam się mu w stu procentach. Jak gram z Accantusem, również tak jest. Wszędzie dawałem sto procent z siebie i zabrakło tych stu procent dla mnie samego, ciężko mi było rozdzielać to na kilka różnych rzeczy. Musiałem podjąć jakąś decyzję i to był główny powód. Najbliższy rok bardzo dużo pokaże, wyjaśni.

Czyli furtka z napisem Ralph jest już definitywnie zamknięta?

Kategorycznie. Ale nikt z nas nie jest robotem, więc jeśli świetny gitarzysta oraz wokalista Kuba Kusior [który od marca zastąpi w zespole Pawła, przyp. red.] z jakiegoś powodu będzie niedyspozycyjny, to Ralph może na mnie liczyć. Z Ralphem nauczyłem się naprawdę dużo i pewnie nauczyłbym się jeszcze więcej, i już teraz żałuję, że nie będę mógł pojechać na te wszystkie festiwale i koncerty, które Ralph ma w planach. To nie jest tak, że to jest super łatwa decyzja i to nie jest tak, że nie kręci mi się łezka w oku. Ale trzeba być w pewnym sensie silnym. Niektóre decyzje można odkładać w nieskończoność, a potem obudzisz się i myślisz o tym, co mogłeś zrobić.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.


Zajrzyj po więcej:

Paweł na Facebooku

Strona WWW

Redakcja Muzykoholicy

Muzykoholicy.com | Miejsce Polskiej Muzyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *