[WYWIAD] Pete True: „Niektóre numery musiały dojrzeć jak dobre wino, żeby potem objawić się światu w lepszej okazałości”

Pete True to akustyczne wcielenia Piotra Truchela znanego z zespołu Absyntia. Niedawno ukazała się solowa płyta wokalisty, który w wywiadzie dla Muzykoholików opowiedział o swoich muzycznych twarzach i barwach swojego repertuaru.

Pete True

Natalia Zakolska: Pete True i Absyntia to różne przedsięwzięcia muzyczne. W którym z nich silniej zakorzeniony jest Piotr Truchel?
Pete True: W obu jednakowo mocno. Istniejąca od około 8 lat Absyntia jest zespołem oscylującym wokół stylistyki rockowej, jest tu ogień i energia, są tu również wyraźnie zauważalne psychodeliczne, mroczne i bardziej melancholijne motywy niż ma to miejsce w przypadku projektu Pete True. W tym drugim kładę większy nacisk na spokój, radość i harmonijne brzmienia wydobywane z gitary akustycznej. Występuje tu pewnego rodzaju dualizm, jakby jasna i ciemna strona mocy. Absyntia jest, jakby to ująć, moim pierwszym muzycznym „dzieckiem”, natomiast Pete True, który zaczął funkcjonować stosunkowo niedawno –  kolejnym. Oba projekty kocham tą samą szczerą miłością, pomimo tego, że dosyć istotnie się od siebie różnią.;)

NZ: Materiał na płytę powstawał dość długo – „Sirens” ma już prawie dziesięć lat. Dlaczego tyle to trwało?
PT: Większość numerów na płycie „Hell Flower” jest nowa. To kawałki, które powstały na przestrzeni ostatniego roku/dwóch lat. Sam proces nagrań studyjny był rozłozony na raty, najpierw nagrałem kilka kawałków z zamiarem stworzenia EP-ki, potem podczas jednej z tras koncertowych napisałem więcej utworów,  które zostały dograne kilka miesięcy później na płytę LP. Z kawałkiem „Sirens” historia jest o tyle ciekawa, że był to jeden z numerów, który wykonywalismy na pierwszych koncertach Absyntii, ale jest on stylistycznie o tyle inny od reszty, że nie pojawił się na płycie „Korytarze” i potem przestalismy go grać na koncertach. Pasował on jednak do klimatu prezentowanego przez Pete’a i dlatego znalazł się na „Hell Flower”. Niektórzy moi znajomi twierdzą, że to jedna z moich najlepszych piosenek. Niektóre numery jak „Winter” lub „Sirens” po prostu musiały dojrzeć jak dobre wino, żeby potem objawić się światu w lepszej okazałości.:D

NZ: Czy człowiek zmienia się wraz z graną przez siebie muzyką?
PT: Tak, to proces który zachodzi jednocześnie w twojej głowie i sercu. W moim przypadku jest w tym wszystkim sporo autobiografizmu, doświadczeń, które mnie ukształtowały i nadal kształtują jako człowieka i muzyka.„Hell Flower” jest pewnego rodzaju zapisem przeżyć i emocji, które towarzyszyły mi podczas tworzenia tych piosenek.

NZ: Bliższa jest Ci gitara akustyczna czy elektryczna?
PT: Na chwilę obecną akustyczna. Był to mój pierwszy instrument ever, na którym zacząłem swoja przygodę z muzyką, a płyta „Hell Flower” jest pewnego rodzaju powrotem do źródeł, poczatków związanych z tym a nie innym instrumentem. Gitara elektryczna będzie mi pewnie dużo bliższa przy nagraniach nowego albumu Absyntii.

NZ: Którą piosenkę z płyty najbardziej lubisz? Dlaczego?
PT: Wszystkie bardzo lubię, ale ostatnio najprzyjemniej gra mi się na koncertach kawałek zatytułowany „Julya”, który napisałem dla dziewczyny o tym właśnie imieniu. Jest to wesoła, pozytywna kompozycja oparta na energetycznym riffie gitarowym. Lubię ją bo napawa optymizmem zarówno mnie jak i odbiorców mojej muzyki – taka trochę reakcja zwrotna.

NZ: Jak to się stało, że na płycie są też djembe i wiolonczela?
PT: Djembe bardziej niż np. cały zestaw perkusyjny, podkreśla delikatny, akustyczny wymiar tej muzyki, całość staje się przez to bardziej folkowa i minimalistyczna, co było świadomym założeniem i zabiegiem. Na płycie „Hell Flower” na tym właśnie instrumencie zagrał Tadeusz Dobrzyński, który jest również drummerem Absyntii. Wiolonczela użyta w kawałkach „Winter” oraz „Julya” dodaje liryzmu i wzniosłości. Wydaje mi się, że od wieków był to instrument wykorzystywany do  budowania szeroko rozumianego piękna i dobrego smaku w muzyce. Cieszę się również. że mogłem współpracować w tym temacie z tak świetnym wiolonczelistą jakim jest Daniel Sobiesiak, występujący na co dzień pod pseudonimem DanielS.

NZ: Skąd pomysł na nagranie coveru „I’m your man” Leonarda Cohena?
PT: Cohen jest jednym z moich ulubionych songwriterów, cenię go za muzykę, ale przede wszystkim za teksty, które napisał. Pod względem muzycznym ten kawałek w sposób dosyć znaczący odbiega od oryginału. Jest zaśpiewany przeze mnie zupełnie w innej tonacji, w innych rytmie, opuszczam (co jest celowych zabiegiem) jeden z głównych motywów z kawałku, zmieniając również lekko tekst w niektórych fragmentach. Uważam, że nie ma raczej sensu nagrywać na płytę coveru w takiej samej wersji jak oryginał i wypuszczać go w świat. Jest to pewnego rodzaju hołd złożony temu artyście z mojej strony, mam nadzieję, że przypadnie on do gustu odbiorcom mojej twórczości, chociaż opinie w tym temacie są niekiedy podzielone. Niektórzy wprost uwielbiają ten kawałek i proszą o niego na każdym występie, inni wręcz przeciwnie. Sprawdźcie sami i oceńcie.

NZ: Jeden z utworów na płycie jest utworem całkowicie instrumentalnym zakończonym brzmieniem deszczu. Z czego to wynika?
PT: Efekt deszczu użyty w utworze „Violence”, kawałku o nieco soundtrackowym klimacie, podkreśla jego lekko melancholijny klimat. Jest to instrumentalny numer, będący niegdyś fragmentem ścieżki dźwiękowej do spektaklu „Drapacze Chmur”, do którego jakiś czas temu napisałem muzykę. Numer został wzbogacony o sample i jeden zupełnie nowy motyw. Sądzę, że byłby on również dobrą ścieżką dźwiękową do jakiegoś ciekawego filmu przygodowego lub przyrodniczego (np. o walce pomiędzy gatunkami w dżungli o przetrwanie w deszczowej porze roku;).

NZ: Jak to się stało, że TAKI głos nie znajduje się na szczytach list przebojów? 🙂
PT: Hehe, naprawdę nie wiem, być może wynika to z tego, że świat jeszcze po prostu nie zdążył poznać tej muzyki. Intensywnie nad tym pracuję, i jednoczesnie dziękuje za ukryty w tym pytaniu komplement. 😀

NZ: Proszę bardzo! Dziękuję za rozmowę!

 

Redakcja Muzykoholicy

Muzykoholicy.com | Miejsce Polskiej Muzyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *