[WYWIAD]”…zastrzyki własnych emocji często pozwalają tworzyć prawdziwe, autentyczne teksty…” – rozmowa z zespołem Zła Wola

Zespół Zła Wola z Warszawy, to prawdziwa petarda polskiej sceny rockowej. Chłopaki bez względu na liczebność publiki dają z siebie 120% normy!


Chłopaki grają mocną muzę, ale przy tym mają nam coś do przekazania. Nie często zdarza się, by mocne kawałki miały w sobie aż tyle treści.

Na koncie koncerty m.in. z TSA, a w kwietniu debiutancki album. Rok 2018 należy do Nich!

Zapraszam do zapoznania się z naszą rozmową, z której dowiecie się czy Wola naprawdę jest taka zła, kiedy chłopaki wydają debiutancki album i przede wszystkim zdradzą nam kim jest sławna Siostra Oddziałowa!


Karolina Filarczyk

Zła Wola

Zła Wola! Panowie, daliście prawdziwego czadu podczas New York Festiwal! Co skłoniło was do tego, by wystąpić właśnie na tej imprezie?

Didi: Była okazja zagrać w fajnym klubie w nowym mieście. Nie graliśmy jeszcze w Łodzi, a renoma klubu New York dotarła nawet na Wolę, słyszeliśmy o nim. Staramy się bywać wszędzie gdzie się da i zdobywać nową publiczność, poznawać lokalne kapele, nowych ludzi. Takie kontakty zostają.

Wojtas: Wartościowe też jest otrzymanie oceny od jury bezpośrednio po koncercie, gdy jeszcze nie opadnie kurz ze sceny, nie dogasną lampy, gdy krew buzuje a emocje nie stopniały. Słowa są wtedy najbardziej autentyczne

W środowisku muzycznym działacie już jakiś czas. Powiedzcie naszym czytelnikom, jak  to się wszystko zaczęło.

Ojciec: W większości składu poznaliśmy się początkowo jako kumple, a dopiero później – muzycy. Chodziłem z Didim do jednej klasy w liceum, on z kolei z Wojtasem do podstawówki. Ja z Wojtasem poznałem się dawno temu w pierwszej pracy.
Wszystko na Woli!

Wojtas: Zła Wola ma około trzech lat. Na początku miało to być niezobowiązujące granie, oderwanie się od prozy codziennego życia, ale ten projekt od początku rósł szybciej niż nasze plany. W pewnym sensie jego impet nas zaskoczył.

Czy Wola jest aż taka zła? Skąd pomysł właśnie na taką nazwę?

Didi: Pół roku graliśmy bez nazwy. (śmiech) Od początku wiedzieliśmy, że musi to być coś znaczącego, coś łączącego nas wszystkich i w pewien sposób określającego, coś zapadającego w pamięć oraz mającego w sobie pewne emocje. Długo łamałem sobie nad tym głowę, aż nagle nazwa sama przyszła… od razu wiedzieliśmy, że to jest to.

Wojtas: Wszyscy poza Kuczim jesteśmy z Woli, ale każda reguła potrzebuje mieć swój wyjątek.

Kuczi: Muzyka, którą gramy nie należy do „miłej” i „grzecznej”, więc nazwa wydaje się mówić sama za siebie. Ja jako jedyny z Woli nie pochodzę i szczerze mówiąc nie doświadczyłem nigdy „złości” Woli, oprócz dalekiego dojazdu na próby. Bardzo fajne natomiast jest to, że nasz zespół faktycznie nie odcina się od swych korzeni. Mamy nawet specjalne wejście, które odgrywamy jedynie grając koncerty na Woli. Myślę, że prędzej, czy później ludzie zaczną doceniać takie gesty i staniemy się jeszcze bardziej częścią społeczności tej dzielnicy i miasta.



Waszej muzyki nie można nazwać lekką, łatwą i przyjemną. Na koncertach wylewacie z siebie hektolitry energii. Teksty są bardzo prawdziwe i wasze. Skąd czerpiecie inspiracje?

Kuczi: Myślę, że to jak podchodzimy do zespołu, i muzyki przekłada się na to jak zachowujemy się na scenie. Energia jest, bo ją czujemy. Takie zastrzyki własnych emocji często pozwalają tworzyć prawdziwe, autentyczne teksty i odpowiednie do nich aranżacje muzyczne.

Anioł: Jesteśmy prawdziwi podczas koncertów. Na scenie czujemy się razem swobodnie. Dzięki temu łatwiej o dobrą zabawę i emocje.

Didi: Śpiewamy i gramy o tym co nas otacza. Inspiruje nas to co jest najbliżej nas samych, to co przeżyliśmy. Stąd ta energia. Wszystko płynie z wnętrza. Nie sposób się od tego odciąć, czy coś udawać. To jest autentyczne. Za większość tekstów odpowiada nasz były wokalista z innych projektów i przyjaciel zespołu – Sosen. Jest w tym naprawdę dobry.

Jaką muzykę gracie już wiemy, a czego słuchacie prywatnie? Jakie rytmy pochłaniają waszą duszę?

Wojtas: Ogromną przyjemność sprawia mi znajdowanie nietypowych koncertowych wersji znanych artystów takich jak: RHCP, Phil Collins, Sting. Zawsze pozostanę wierny rockowi i bluesowi.

Ojciec: Zaczynałem przygodę od muzyki klasycznej i akordeonu w szkole muzycznej, a skończyłem w metalu.

Anioł: Ja słucham rapu, to jest to, styl który mnie inspiruje.

Didi: Poza rockiem i metalem z Kuczim uwielbiamy muzykę elektroniczną, a wychowałem się na agresywnym punku i thrashu.

Kuczi: Połączenie tych wszystkich indywidualnych gustów skleja się u nas w na prawdę ciekawą całość, która brzmiałaby wyraźnie inaczej po zmianie nawet jednego członka. Myślę, że znaleźliśmy swojego rodzaju sweetspot w tym, kto ile wkłada od siebie do naszej muzyki. Dzięki temu tak fajnie nam się razem gra.

Kim jest siostra oddziałowa?

Ojciec: Szefową pielęgniarek na oddziale. (śmiech)

Didi: Dla każdego kimś innym. Kiedy życie i świat dookoła robią się zagmatwane dobrze mieć swoją siostrę oddziałową, która poda Ci leki, uspokoi, wyleczy z problemów, pomoże wrócić do normalności.

Jak wygląda podział obowiązków  w waszej kapeli? Wszyscy robią wszystko, czy macie ściśle określony zakres działań?

Didi: Zespół to tyle pracy, że musimy się dzielić obowiązkami. Szczególnie, że jesteśmy perfekcjonistami i zależy nam żeby pod każdym względem robić wszystko najlepiej jak tylko możemy. Dlatego Ojciec zajmuje się stroną muzyczną, ja – naszym wizerunkiem, planowaniem i przygotowywaniem podboju świata. (śmiech)

Wzięliście udział w pewnym talent show – doszliście aż do półfinału! Patrząc na wasz występ w tym programie z perspektywy czasu – opłacało się?

Wojtas: Można powiedzieć że to było bardzo ciekawe doświadczenie i przeżycie. Poznałem wielu świetnych wokalistów. Z niektórymi trzymamy kontakt cały czas, spotykamy się na wspólnych festiwalach, koncertach, wymieniamy doświadczenia. Każda ocena i opinia jurorów była dla mnie bardzo cenna. Krytyka która się pojawiała tylko motywuje do dalszej jeszcze bardziej wytężonej pracy.



Do tej pory zagraliście u boku paru świetnych zespołów… Jakie to uczucie grać m.in. z TSA?

Wojtas: Niesamowici artyści, bardzo życzliwi i tacy prawdziwi, namacalni. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu że rozmowa z nimi to rozmowa z dobrym kumplem który radzi nam jak iść dalej.

Ojciec: Prawdę mówiąc to było jak spełnienie marzenia z dzieciństwa, kiedy się skakało po pokoju słuchając ich albumów. Członkowie TSA okazali się bardzo życzliwi i nie omieszkali dać nam kilku rad oraz podzielić się ciekawymi historiami ze swojej długiej kariery. Spędziliśmy godzinę na backstageu na rozmowach.

Didi: Opowiedzieli nam, że tak jak dla nas wielkim przeżyciem jest spotkanie z  TSA, tak dla nich podobnym doświadczeniem było poznanie Budki Suflera na pierwszym wspólnym koncercie w latach siedemdziesiątych. To jest właśnie rock and roll! Poczuliśmy się częścią pewnej ciągłości historii. Fajnie by było za kilkadziesiąt lat spotkać jakiś młody zespół i przekazać dalej to co wtedy usłyszeliśmy. (śmiech)

Macie bardzo określony wizerunek. Wszystko pod względem wizualnym jest dopracowane do samego końca. Macie swoje logo, waszych materiałów i zdjęć nie można pomylić z kimś innym. Przemyślane działanie marketingowe, czy silna więź z tym, co tworzycie?

Kuczi: Wszyscy bardzo pracujemy na sukces zespołu i jesteśmy dumni z tego, że stanowimy jego część, to też pozwala właśnie na ujednolicenie naszego wizerunku na scenie. Każdy czuje się naturalnie i dobrze będąc częścią całości.

Didi: Zdajemy sobie sprawę, że wizerunek jest równie ważny jak muzyka. Nie może jej oczywiście zastąpić, ale bez niego zespół dużo traci. Muzyka jest jak pyszna potrawa, a tej nie podaje się na brudnym talerzu.

Niedawno na waszym Facebook’u poawiła się enigmatyczna informacja: “Na święta mamy dla Was pewną nowinę! 14/04/2018”. Uchylcie rąbka tajemnicy. O co chodzi?!

Ojciec: Chyba możemy zdradzić odrobinkę. Jesteśmy w trakcie kończenia pracy w studio. 14/04/2018 w warszawskiej Proximie odbędzie się premiera naszego debiutanckiego albumu!

Anioł: Rezerwujcie już sobie wieczór, będzie niesamowita impreza z masą niespodzianek!



Rok się kończy – czas na podsumowania… Pochwalcie się, co dobrego was spotkało w 2017?

Didi: To był dla nas rok przełomowy. Przede wszystkim wreszcie nasz skład się ustabilizował, zacieśnił, dostroił i zgrał. Mamy teraz taką ekipę, że skoczymy za sobą w ogień. Od razu przełożyło się to na nasze osiągnięcia – wygranie nagrody publiczności  na przeglądzie Emergenza, półfinał wspominanego już talent show, wspólny koncert z TSA, seria koncertów na letnich festiwalach, koncert w więzieniu. Praca w studio to też niesamowite przeżycie.

Ojciec: Najbardziej utkwił mi w pamięci moment zejścia ze sceny finału Emergenza Polska. Cała publiczność skandowała „Zła Wola!”. Nawet gdy byliśmy piętro niżej w  garderobie, nadal słyszeliśmy krzyczący tłum. To było naprawdę wspaniałe przeżycie.

Wojtas: … a prywatnie to wiadomość że zostanę Tatą!

Gdzie będzie można was posłuchać w najbliższym czasie?

Anioł: Na 2018 r. planujemy intensywną trasę promującą nasz debiutancki album. Objedziemy całą Polskę, zahaczymy też o Niemcy i Czechy. Ruszamy w marcu, już niedługo ogłosimy miasta i daty.

Kuczi: A jak wszystko się dobrze potoczy w całej Polsce w radio! (śmiech)

Na koniec, nie mogę sobie darować pytania, które zadaję wszystkim moim rozmówcom… Muzykoholicy promują artystów znanych, ale i tych mniej rozpoznawalnych. Panowie, co młodzi gniewni i zdeterminowani powinni uczynić, by ich muzyka trafiła dalej. Co wy robiliście, żeby zaistnieć?

Didi: Nie wiem czy już jesteśmy na takiej  pozycji żeby dawać  rady innym. (śmiech) Sami się dopiero metodą prób i błędów uczymy rynku muzycznego. Obserwujemy innych, ale staramy się postępować po swojemu. Na pewno trzeba być konsekwentnym – robić swoje, grać koncerty, raz przyjdzie sto osób innym razem pięć, ale wytrwale iść do przodu i grać każdy koncert jakby to był najważniejszy koncert w karierze. Trzeba być zawsze przygotowanym, bo nigdy nie wiesz kiedy dostaniesz swoją szansę, a nikt nie będzie na Ciebie czekał.

Ojciec: Muzyka tak jak każda inna pasja wymaga pracy, żeby osiągnąć rezultat, musisz włożyć w to czas i pot.

Kuczi: Wizerunek jest równie ważny, jak muzyka, którą się tworzy. Trzeba też doceniać inne zespoły na poziomie podobnym do swojego. Chodzić na ich koncerty, poznawać, a potem nawet grać koncerty razem. Jest dużo rzeczy, z którymi prędzej czy później zmierzy się każda kapela, wiele z nich można zrobić lepiej będąc bogatszym o doświadczenia innych.



W skład zespołu wchodzą: Wojtek „Wojtas” Dobrzyński (wokal), Artur „Didi” Dziedzic (bas), Marek „Ojciec” Malinowski (gitara), Andrzej „Kuczi” Kuczyński (gitara), Kuba „Anioł” Pierzchała (bębny).


Zobacz więcej:

Karolina Filarczyk

Redaktor Naczelna --- Z Muzykoholikami związana na zawsze! Co tu robię? Spełniam marzenia! Wywiady, relacje, recenzje... pełen serwis! ---

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *