Nastały ciężkie czasy dla nas wszystkich. Z uwagi na zamieszane z koronawirusem wszystko stanęło na głowie. Trzeba jednak w tym wszystkim znaleźć choć trochę pozytywnych aspektów. Jakich?


Muzyka w czasach pandemii jest lekiem, które działa kojąco na nerwy, łagodzi napięcia i rozwija mózg. Grupa Moribaya, która jest głównym bohaterem tego wywiadu, pokazuje, że nie ma znaczenia, gdzie mieszkasz, jaki kolor skóry masz, jesteś zdrowy, czy nie — dźwięki ich instrumentów mogą stać się panaceum na całe to zło, które nas otacza.

Zapraszam do lektury rozmowy z Aniką Kamińską, która przybliży nam, jak narodził się pomysł na zespół, jaką muzykę grają, skąd czepią inspirację, a także zdradzi nam, jak wraz ze współczłonkami grupy radzi sobie w czasach pandemii.


Moribaya – co oznacza ta nazwa?

Moribaya to nazwa własna naszego zespołu, nie oznacza nic konkretnego. Aczkolwiek istnieje niewielkie miasto w Gwinei o tej nazwie.

Wasza grupa, to mix osobowości z różnych stron świata. Polska, Australia, Burkina Faso – jak wasze drogi się przecięły?

Warszawa staję się miastem, w którym mieszkają ludzie z całego świata. Nas połączyła muzyka afrykańska. Jak magnez przyciąga do siebie ludzi, którzy się nią zajmują. Zespół Moribaya kilkukrotnie zmieniał skład i od zawsze, gdy tylko na widnokręgu pojawiały się osoby poważnie zaangażowane w tradycyjną muzykę zachodnioafrykańską, grupa naturalnie wcielała takie osoby do składu.

Jakiej muzyki słuchacie na co dzień?

Myślę, że uzasadnione będzie stwierdzenie, że czynnikiem wspólnym w guście muzycznym członków naszego zespołu jest preferencja muzyki, w której duże znaczenie ma rytm. Złożone struktury rytmiczne i transowy charakter muzyki, to nasz wspólny mianownik. Miłość i potrzeba rytmu w muzyce łącząca nas płaszczyzna porozumienia muzycznego, która daje nam tzw. chemię do wspólnego grania. Oczywiście słuchamy dużo muzyki zachodnioafrykańskiej, z której czerpiemy inspiracje. Każdy z nas lubi muzykę świata i podróże. Spora część zespołu gustuje w muzyce elektronicznej.

Skąd pomysł, by założyć właśnie taką grupę muzyczną?

Zespół powstał naturalnie poprzez powolną ewolucję. Nie było dnia, w którym powstała decyzja o założeniu zespołu. Do grania tej muzyki jest potrzebna ekipa. Rytmy afrykańskie nie zabrzmią zagrane w pojedynkę, to społeczna zabawa. Najpierw byliśmy mini grupką znajomych spotykających się, by wspólnie pograć i hobbystycznie eksplorować rytmy afrykańskie. W pewnym momencie ktoś zaprosił nas do zagrania koncertu, potem następnego. Z czasem nasze granie nabrało bardziej profesjonalnego charakteru. Z tej pierwotnej grupki ćwiczących wspólnie grę na bębnach zostałam do dziś w ekipie tylko ja i Zbyszek Iwański.



Nie tworzycie standardowej muzyki. Wasze dźwięki, to rdzenne, zachodnioafrykańskie granie. W Polsce jest zapotrzebowanie na Was?

W Polsce muzyka afrykańska nie cieszy się dużą popularnością. Ludzie nie znają wielkich gwiazd muzyki Manden. Dla niektórych zetknięcie z nami jest pierwszym kontaktem z muzyką zach. afrykańską. Częsty feedback, jaki dostajemy to słowa typu „wow nie wiedziałem, że na bębnach można grać tak skomplikowaną muzykę”. Można powiedzieć, że jesteśmy jej popularyzatorami.

Od niedawna widać w Polsce mentalne i duchowe przebudzenie. Jest coraz więcej festiwali muzycznych i lajfstajlowych, na których nasza muzyka i nasza energia sceniczna jest wspaniale odbierana. Chyba jest coraz większe zapotrzebowanie na naszą muzykę. Dlatego będziemy grać dalej.

Na początku lutego ukazała się wasza druga płyta “Fila”. Gdybyście mieli ją opisać w kilku zdaniach, to jak one by brzmiały?

Na płycie sięgnęliśmy po tradycyjną muzykę szeroko pojętej tradycji manden. Można usłyszeć konkretne rytmy tradycyjne głównie z Gwinei. Tradycyjnym rytmom nadaliśmy autorskie aranżacje, jest też kilka naszych kompozycji utrzymanych w stylu tradycyjnym. Płyta jest żywiołowa i naturalna, pełno na niej złożonych aranży rytmicznych, polirytmii oraz partii solowych. Wszystko zagrane jest na tradycyjnych oryginalnych instrumentach afrykańskich i nagrywane na żywo, na tzw. setkę.

Na waszej płycie wybrzmiewają przeróżne dźwięki. Powiedzcie jakie macie instrumentarium?

Balafony – to zrobione z drewna z tykw i z bambusa wibrafony afrykańskie. Kora i ngoni to rodzaje harf, flet fula – tradycyjny flet poprzeczny, kriny – to w całości drewniane bębny szczelinowe oraz oczywiście bębny djembe i bębny dundun.

W jakim języku śpiewacie? Trudno się było go wam nauczyć?

Nasze utwory są w kilku językach, w zależności od regionu, którym się inspirowaliśmy. Słychać język Susu z Gwinei, jest to ojczysty język Soriby, a także Malinke, Bambara i inne. Nie mówimy we wszystkich językach, w których śpiewamy, ale nam to nie przeszkadza. Czasami sprawia nam jedynie trudność nauka poprawnej wymowy.



To są świeże teksty, czy posiłkujące się na tamtejszych piosenkach?

To zależy od utworu. Np. w Folike i Sabali są nasze autorskie teksty, napisane przez Noumassę. Szczególnie ciekawy pod tym względem jest utwór Sabali, który nawołuje do przebaczenia za niewolnictwo, do przyjaźni bez względu na kolor skóry, bo wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Pozostałe utwory posiadają teksty tradycyjne, których nauczyliśmy się od naszych mistrzów w Afryce lub wygrzebaliśmy je z nagrań afrykańskich.

Komu dedykowana jest wasza muzyka? W jakich okolicznościach słucha się najlepiej?

To muzyka dla wszystkich. Zdecydowanie najlepiej słucha się nas na żywo. Właściwie nie tylko słucha, ale tańczy się. Myślę, że nasze występy wykraczają trochę poza strefę czysto muzyczną. Jest to rodzaj dzielenia się intensywną energią. Na naszych koncertach nie tylko gramy, ale również tańczymy taniec afrykański. My dajemy z siebie wszystko na scenie, a nasza publiczność, odwdzięcza się nam nieskrępowanym, radosnym tańcem. Są to absolutnie magiczne chwile, dla których właśnie gramy.

Czasem koniec jest początkiem czegoś nowego. Znaleźliśmy się w sytuacji, która po woli wszystkich zaczyna przerastać. Ja Wy radzicie sobie w czasach koronawirusa?

Muzycy stracili niestety praktycznie możliwość działania i pracowania. Jednak w każdej sytuacji trzeba umieć znaleźć pozytywną stronę i skorzystać z szansy, którą ta sytuacja stwarza. Nie pozostaje nic innego jak poświęcić ten czas na ćwiczenia i rozwój indywidualnych umiejętności, które są bardzo ważne w graniu muzyki, a w codziennym życiu zwykle bardzo brakuje nam na to czasu. Nie możemy mieć teraz prób w pełnym, siedmioosobowym składzie, więc możemy skupić się na rozwoju techniki i poszukiwaniu nowych inspiracji. Uff na szczęście jest Internet 😊

Będziecie, podobnie jak inni artyści, podtrzymywać pamięć o sobie w Internecie?

Na razie nie przeszliśmy na granie dla publiczności online. Przez ten czas zapraszamy do wysłuchania naszego nowego albumu, ale może też odkrycia naszej pierwszej płyty. Obie płyty są dostępne praktycznie na wszystkich muzycznych platformach cyfrowych. Nasz kanał YT, też jest dość bogaty w treść. Serdecznie zapraszamy do obejrzenia filmów. Z niecierpliwością czekamy na następne spotkanie na żywo z naszą publicznością.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że już niedługo uda się nam spotkać w łagodniejszych okolicznościach przyrody. Na dziś życzę Wam zdrowia i koncertów plenerowych!

PODZIEL SIĘ