“Niedługo ukaże się moja pierwsza płyta i ciężko przewidzieć, co się wydarzy” – rozmowa z Magdą Rutą

110

Magda Ruta to młoda, zdolna i ambitna artystka rodem z Włodawy. Już pod koniec marca na świat przyjdzie jej pierwsza solowa płyta “Nie wiem, czy będę”.


Zapraszam do lektury wywiadu z Magdą, z którego dowiecie się wiele o albumie, ale także o samej wokalistce. Jak zaczęło się jej śpiewanie, jak poznała się z Tomkiem Krawczykiem — producentem i autorem muzyki na krążku. Nie omieszkałam także zapytać jakie plany Magda ma na przyszłość. Tyle i więcej w zapisie naszej rozmowy.

Polecam!


Karolina Filarczyk

Magda Ruta

Kiedy wpadłaś na pomysł, że będziesz żyła z muzyki, czyli że będziesz pisała piosenki, nagrywała płyty, będziesz z tą muzyką na co dzień?

Na scenie stałam już tak naprawdę od czasów szkolnych. Muzyka zawsze była mi bliska, ale wtedy wykonywałam przede wszystkim utwory innych artystów. Pomysł o stworzeniu własnych zaszczepił we mnie Tomek „Serek” Krawczyk jakieś cztery lata temu. Wyjechałam na trochę i dotarło do mnie, że właśnie nadszedł czas, aby pisać teksty. Przesłałam je Tomkowi i zaczęliśmy prace nad piosenkami.

Możesz opowiedzieć o tym, jak się poznaliście?

Poznaliśmy się na próbie innego projektu. Wtedy poczuliśmy, że mamy podobną energię i zaprzyjaźniliśmy się.

Wracając do początków, swoje pierwsze kroki stawiałaś na akademiach szkolnych?

Dokładnie tak. Po raz pierwszy publicznie zaśpiewałam już w podstawówce, chyba w czwartej klasie. Pamiętam, że pierwszym utworem, jaki wykonałam, była piosenka „Małe szczęścia”.

Pochodzisz z Włodawy. Na twoim Facebooku widziałam, że niedawno odwiedzałaś tam pewien dom kultury, opowiedz nam coś więcej o nim.

Jako dziecko uczęszczałam do lokalnego Domu Kultury, w którym do tej pory działa zespół Cisza. Należałam do niego przez wiele lat, byłam tam również solistką i reprezentowałam zespół na przeglądach i festiwalach. Do dzisiaj jestem mocno zżyta z tymi ludźmi, a przede wszystkim z instruktorką Iwoną Szwaj. Jak tylko mam czas, to odwiedzam Włodawę i spotykam się z nią i z dzieciakami, które teraz śpiewają w zespole.

Nie korci Cię, żeby założyć własną grupę? Może udałoby Ci się wyłowić wielki talent?

Prawdę mówiąc, to nie zastanawiałam się nad tym. Sama dopiero zaczynam swoją przygodę z zawodowym śpiewaniem. Niedługo ukaże się moja pierwsza płyta i mam teraz zamiar poświęcić całą swoją energię działaniom związanym z tym wydarzeniem. Ale kto wie, może w przyszłości, kiedy już będę doświadczoną wokalistką, zdecyduję się na to, żeby przekazać swoje spostrzeżenia dzieciakom.



Masz gdzieś z tyłu głowy plan, by wystąpić w jakimś talent show, czy stawiasz w pełni na swoje możliwości?

Obrałam już konkretny kierunek i w tym momencie nie jest mi z takimi programami po drodze. Cieszę się, że ktoś dostrzegł mnie i usłyszał moją muzykę pomimo tego, że nie pokazałam się w telewizji

Wyobraźmy sobie taką sytuację: leżysz w łóżku, chcesz odpocząć i zapomnieć o całym świecie. Czego wtedy słuchasz?

Kiedy chce się pozytywnie nastroić i poczuć się ‘lekko’, to najlepiej wchodzi mi King Princess. W takich chwilach bardzo często wracam też do utworów Aurory. Na co dzień jednak słucham bardzo różnej muzyki. Ciekawi mnie, co robią inni artyści i to czym się inspirują. W tym także polscy wykonawcy, a szczególnie ci, którzy funkcjonują w tej przestrzeni, do której gdzieś tam aspiruję. Mam na myśli na przykład Natalię Przybysz i Artura Rojka.

Widzę, że doskonale orientujesz się w nowościach na rynku i pewnie też niejednym artystą przyszło Ci pracować. Z kim w przyszłości chciałabyś stworzyć wspólny projekt?

Z Błażejem Królem. Jego płyta „Nieumiarkowania” jest fenomenalna. Jeżeli kiedyś zbiorę się na odwagę i zaproszę kogoś do nagrania wspólnego utworu, to na pewno będzie to Król.

A dźwięki, którego instrumentu wprowadzają cię w najlepszy nastrój?

Uwielbiam wiolonczelę, którą zresztą będzie można usłyszeć na mojej płycie. To taki ciepły instrument, który zawsze przyprawia mnie o ciarki na ciele.

Co Cię inspiruje do pisania piosenek? Twoje piosenki wydają się być małymi historiami, którymi dzielisz się ze słuchaczami.

Na poziomie tekstów płyta „Nie wiem, czy będę” jest bardzo smutna. Mówi o relacji z drugą osobą i została zainspirowana osobistymi przeżyciami. Masz rację, wszystkie utwory na tym albumie tworzą taką właśnie opowieść. Przede wszystkim o tym, jak to jest być w relacji. W każdej z piosenek mówię o tym, co czułam będąc w niej i z czym musieliśmy się razem zmagać.

Jak w takim razie przebiegały prace nad tymi piosenkami?

Najpierw pisałam teksty, a potem pokazywałam je „Serkowi”. Tomek układał do nich akordy, proponował melodię, albo inspirował mnie, żebym jakąś wymyśliła. Kiedy już mieliśmy szkielet utworu Tomek przechodził do kolejnego etapu, czyli tworzenia aranżu w programie. Później ja nagrywałam wokale. Wszystko odbywało się w domowym zaciszu. Tak powstało nasze demo.

Powiedz, proszę, która spośród piosenek, które znalazły się na płycie, powstała w najmniej konwencjonalny sposób?

Piosenki powstawały w różnych okolicznościach, ale najciekawszą historię ma chyba „Zamarznę”, bo została napisana na mailach. To jest pierwszy tekst, jaki kiedykolwiek napisałam i który zdecydowałam się komuś pokazać. Tym kimś był „Serek”. Wysłałam mu słowa, on odesłał mi muzykę. Ja mu wysłałam nagranie z dyktafonu, Tomek odesłał mi demo z podłożoną gitarą i innymi instrumentami. Do tej prevki dośpiewałam chórki i też przesłałam je mailem. Cała piosenka powstała więc na odległość.

Do kogo skierowałaś swoje utwory? A może wolisz, żeby każdy znalazł w nich coś dla siebie?

Mam nadzieje, że tak naprawdę każdy odnajdzie w nich część siebie. Te piosenki wypłynęły prosto z serca, a przecież serce mają wszyscy.

Premiera już 27 marca. Masz tremę?
Oczywiście, że mam. Staram się z nią walczyć, ale nie znalazłam jeszcze skutecznego sposobu. Pocieszam się tym, że podobno im więcej stresu, tym więcej sukcesów.

A mocno nastawiasz się na sprzedaż fizyczną płyty? Czy jednak skupiasz się na tym, żeby przyjęła się jak najlepiej w Internecie?

Wiadomo, że fajnie byłoby sprzedać dużo płyt, ale w czasach, które mamy teraz, zainteresowanie muzyką przeniosło się do Internetu. Tym, na czym zależy mi najbardziej, jest to, aby moja muzyka dotarła do szerokiego grona odbiorców. Niezależnie od tego, czy ktoś kupi płytę, czy przesłucha jej w Internecie. Mam jednak też taką cichą nadzieję, że ktoś będzie miał w swojej kolekcji „Nie wiem, czy będę”, ponieważ okładka i cała poligrafia płyty są przepiękne. Duża grupa osób poświęciła swój czas i energię na wyprodukowanie fizycznego nośnika, dlatego będę ogromnie wdzięczna, jeżeli ludzie wybiorą jednak taki sposób na zapoznanie się z muzyką.

Na polskim rynku pojawia się bardzo dużo płyt. Jak zareklamowałabyś swoją?

Mam wrażenie, że takich piosenek, jakie znalazły się na „Nie wiem, czy będę”, jest bardzo mało. To takie utwory do delektowania się nimi. A jeśli się komuś spodobają, to najlepiej podać je dalej.



Czujesz w kościach, że płyta okaże się sukcesem? Czy jednak wydajesz ją po to, aby odhaczyć debiut i działać z coraz większą parą? Jak reagowali na nią przyjaciele i znajomi? Pewnie kilku dziennikarzy też już dostało odsłuchy.

Czuję to! Niektórzy radiowcy mówią, że muzyka, którą im proponuję mogłaby pasować do profilu stacji, w których pracują. Bardzo przychylnie mówią o singlach. Docierają do mnie też sygnały od słuchaczy, że podobają im się piosenki, które do tej pory się ukazały i że czekają z niecierpliwością na cały album. Najbardziej cieszą mnie te wiadomości, w których piszą, że trafiły do nich teksty tych utworów. To bardzo miłe i budujące. A przyjaciele i znajomi oczywiście trzymają kciuki !

A co z ewentualnym hejtem? Jesteś na niego przygotowana?

Powoli się na niego przygotowuję, bo wiem, że jest nieunikniony. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkim spodoba się moja płyta i że nie sprostam oczekiwaniom wszystkich odbiorców. Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie pasowało. Czy to w piosenkach, czy to w moim wizerunku. Dlatego nie zamierzam przejmować się hejtem, zamierzam robić swoje. 

Kto wobec tego jest twoim największym krytykiem, z którego zdaniem zawsze się liczysz?

Najbardziej liczę się z opinią Tomka. On napisał muzykę do wszystkich utworów i pracował przy produkcji płyty. Bez niego by po prostu nie powstała.

Będziesz starała się jakoś zmienić swoją muzykę, żeby przekonać tych nieprzekonanych?

Myślę, że nie ma takiej potrzeby. Chcę konsekwentnie trzymać się swojego planu na siebie. Nie będę na siłę zmieniać się w kogoś, kim nie jestem. Na pewno znajdzie się sporo osób, które to docenią.

PODZIEL SIĘ
vice-Redaktor Naczelna --- Z Muzykoholikami związana na zawsze! Co tu robię? Spełniam marzenia! Wywiady, relacje, recenzje... pełen serwis! ---