” (…) każdy może się z naszymi utworami w jakiś sposób utożsamiać” – GOCH. w rozmowie z naczelną Muzykoholików

Redakcja Muzykoholików ma przysłowiowego nosa do dobrej muzyki. Taką tworzą bezsprzecznie członkowie duetu GOCH. Dziś ich album wychodzi na płytach, a my mamy przyjemność pochwalić się, że objęliśmy to wydawnictwo swoim patronatem.

Zapraszamy do lektury wywiadu z tandemem Kotwica / Drzewiecki, a dowiecie się dokładnie, jak przebiegał proces twórczy albumu, które z piosenek są ich ulubionymi, a także jak to się stało, że stanęli razem do „walki” o przetrwanie na polskim runku muzycznym.


Karolina Filarczyk

GOCH. – Gosia Kotwica i Adam Drzewiecki

Kotwica + Drzewiecki = GOCH. … Opowiedzcie nam, jak doszło do tego, że Wasz projekt został powołany do życia.
Gosia Kotwica: Poznaliśmy się 11 lat temu podczas wspólnego koncertu — ja śpiewałam w chórku, Adaś grał zastępstwo na klawiszach, a później na stałe dołączył do składu. Później oboje ulokowaliśmy się w Krakowie — Adaś już po studiach na Akademii Muzycznej, a ja przyjeżdżając na studia. Chociaż już nie grywaliśmy razem koncertów, ciągle byliśmy w kontakcie. Miałam wtedy podpisany kontrakt z krakowską agencją artystyczną, który w pewnym momencie przestał spełniać oczekiwania obu stron, ja potrzebowałam nowości, musiałam wyżyć się twórczo — a miałam wtedy związane ręce.
Adam Drzewiecki: Po studiach postanowiłem założyć własne studio nagrań i tak się złożyło, że Gosia zaczęła u mnie nagrywać. Podczas wspólnej pracy świetnie się dogadywaliśmy, mieliśmy podobne spostrzeżenia, a to bardzo cenne doświadczenie. Po tym czasie wspólnie spędzonym w studiu nad innym projektem postanowiliśmy połączyć siły i zobaczyć co z tego wyjdzie, bo Gosia nie była już ograniczona ustaleniami kontraktu i mogliśmy rozpocząć pracę. No i wyszło całkiem fajne coś 🙂

Co oznacza GOCH.? Rozszyfrujcie, proszę nam ten enigmatyczny skrót.
G: Zawiodę Cię, ale to żaden skrót. GOCH., to moje przezwisko z czasów licealnych. Przyjaciele zwracali się do mnie w rodzaju męskim, chyba dlatego, że od zawsze byłam bardzo konkretna, nie dawałam się ponieść emocjom, analizowałam wszystko na chłodno i błyskawicznie podejmowałam ostateczne decyzje. Kropka na końcu też towarzyszyła naszej wymianie wiadomości tekstowych. To było jeszcze w czasach, zanim pojawiła się „kropka nienawiści” 🤪. Czemu tak? Nie wiem, ale spodobało nam się na tyle, że postanowiliśmy tak nazwać zespół.

Oboje na artystyczny polu walki macie spore doświadczenie. Wasze „muzykowanie”, to był przypadek, czy skrupulatnie pielęgnowany plan działania?
G: W moim przypadku, to chyba bardziej potrzeba wyrażania siebie niż pielęgnowany plan działania. Jestem introwertykiem i muzyka pozwala mi przekazać to, czego nie potrafię powiedzieć w rozmowie, oczyścić się z emocji. Chociaż od 9 roku życia brałam udział w niezliczonych festiwalach i konkursach, to nigdy nie chciałam iść na studia muzyczne, wybrałam chemię, skupiłam się na toksykologii sądowej i biochemii analitycznej, ale jak widać, to muzyka zwyciężyła.
A: Od dziecka interesowało mnie wszystko, co jest związane z muzyką i technologią około muzyczną. W wieku 9 lat poszedłem do szkoły muzycznej. Będąc w liceum, zastanawiałem się przez chwilę, czy nie zostać lekarzem lub dentystą, ale muzyka ostatecznie wygrała. Ukończyłem studia na Wydziale Jazzu w Katowicach.

Wasza płyta to miks stylów. Trochę tego, trochę tamtego – niczym chińska potrawa. Prywatne także jesteście tak muzycznie eklektyczni?
G: Oj, bardzo! Prywatnie słucham tak różnych od siebie stylów muzycznych, że niektórych przyprawia to o ból głowy. No bo jak można kochać np. Jacka White’a, Aleksandra Desplat i Michaela Buble jednocześnie? 🤪 Ja nie dzielę muzyki na gatunki, tylko na emocje, które z sobą niesie, a tych nie da się zamknąć w sztywnych ramach.
A: Wybrałem muzykę jako profesję i sposób na życie, co wiąże się z nieustannym poszukiwaniem i byciem na bieżąco. Mam oczywiście swoich ulubionych wykonawców, ale chcąc nie chcąc muszę słuchać różnej muzyki. Staram się, by to była po prostu dobra muzyka. Styl nie ma większego znaczenia w kwestii tego, czy muzyka jest dobra, ma działać pozytywnie na moje emocje.

Podobno o miłości można pisać na wiele sposobów… „Misiu”, „Kobieta Pracująca”, „Męczyciel”: tytuły proste, ale jakże enigmatyczne. O czym mówicie swoim słuchaczom na krążku?
G: Wszystkie teksty napisaliśmy sami, więc są to opowieści o naszych emocjach, postrzeganiu przez nas świata, ale mamy nadzieję, że przekazane w sposób na tyle uniwersalny, że każdy może się z naszymi utworami w jakiś sposób utożsamiać.
A: W dobie ostatnich wydarzeń w kraju niektóre teksty nabrały teraz szerszego znaczenia. Szczerze mówiąc — pisząc je, nie spodziewaliśmy się, że tak bardzo będą odzwierciedlały aktualną rzeczywistość i obawy społeczeństwa.

Komu byście polecili swoje wydawnictwo? To muzyka dla każdego, czy do konkretnego odbiorcy?
G: Myślę, że każdy, kto oczekuje od muzyki głębszego przekazu znajdzie na naszym płycie coś dla siebie. Dla mnie zawsze najważniejsze były teksty, nie bez powodu 11 na 12 piosenek jest w języku polskim, chociaż to przecież „staromodne”.
A: Stylistyka muzyczna również jest dość mocno zróżnicowana, nawet zastanawialiśmy się przez chwilę, jak powinniśmy określać nasz styl. Każdy znajdzie coś dla siebie — fani stylistyki lat 80., muzyki alternatywnej, electropopu, synthpopu, rave’u, a nawet piosenki poetyckiej.

Zarówno liryka, jak i muzyka, to wasze dzieło. Studio nagrań też macie pod ręką. Taka samodzielność to ułatwienie, czy kumulacja problemów?
G: I to, i to 😉 Z jednej strony fajnie, że możemy wejść do studia praktycznie o każdej porze, co dla mnie jako wokalistki jest szczególnie ważne, bo mogę nagrywać wtedy, kiedy jestem w najlepszej formie, ale również rodzi to pokusę, żeby ciągle poprawiać nagrania wokalu. Na szczęście Adaś dba o to, żeby sprowadzić mnie wtedy na ziemię.
A: Potwierdzam, Gosia to perfekcjonistka — potrafi przyczepić się do najmniejszych szczegółów, pozornie niesłyszalnych. Ma to też swoją dobrą stronę, szczególnie w naszej profesji, bo dzięki temu w ekspresowym tempie wyłapujemy najmniejsze błędy, które mogły wkraść się do produkcji.

Na początku było słowo, czy muzyka?
G: Z każdym utworem było inaczej. Zazwyczaj, kiedy piszę tekst, słyszę już melodię, nagrywam szybko na telefon, żeby mi nie uciekła. To są strzały, nie siedzę i nie obmyślam „strategii muzycznej” – pierwsza myśl najlepsza. Niektóre utwory najpierw zostały zaaranżowane przez Adasia, a teksty pisaliśmy pod gotowe aranżacje.
A: To jest tak, że po prostu każde z nas musi mieć wenę, a ta zwykle przychodzi w najmniej oczekiwany miejscu i czasie.
G: To prawda. Nigdy nie było takiej sytuacji, że umawialiśmy się, że o konkretnej godzinie siadamy i piszemy piosenki, to musi przyjść samo. Z jednej strony zazdroszczę osobom, które tak potrafią, ale z drugiej, przynajmniej w moim odczuciu, jest to rodzaj rzemiosła, który może zaburzać proces twórczy.

Która piosenka z krążka jest waszą ulubioną?
G: Ja takiej nie mam. Wszystkie utwory, które znalazły się na płycie, znalazły się tam po coś. Każdy z nich ma inny wydźwięk, opowiada o innych emocjach i każdy jest dla mnie równie ważny.
A: A dla mnie najlepsza jest „Najlepsza” 🙂


Do tej pory „GOCH.” mogliśmy słuchać w Internecie. Dziś premiera płyty w formie nośnika. Nie macie zaufania do „dygitalu”, czy podobnie jak ja, lubicie trzymać coś w rękach? 😊

G: Dokładnie tak! Należymy do tych osób, które żywo interesują się tym, jak powstawała płyta, a takie informacje można zawrzeć tylko w wydaniu fizycznym. Wiadomości, które dostawaliśmy od osób zainteresowanych naszą twórczością, również utwierdziły nas w przekonaniu, że wydanie fizyczne jest konieczne. Przecież nie nagraliśmy tego albumu dla siebie, nie możemy ich zawieść.
A: „Cyfra” jest bardzo ważna w dzisiejszych czasach, ale sam zawsze lubiłem kupować płyty, czytać okładki i książeczki w środku, kto śpiewał i grał, kto miksował, masterował itd. Lubię mieć w rękach art work. Chociaż GOCH.-a stworzyliśmy wspólnie z Gosią, to na płycie można usłyszeć Łukasza Belcyra — naszego przyjaciela, który nagrał partie gitarowe i gościnnie występuje z nami w czasie koncertów, gitarzystę Piotra Czerwińskiego, a za masteringi odpowiadają Marcin Gajko i Arkadiusz Kopera, który również podjął się produkcji utworu „Zamiary”. Wydanie płyty wiąże się również z sesją zdjęciową, a za tę odpowiedzialny był Krystian Jaworz.

To, jak wygląda obecnie świat artystów, nie trzeba mówić. Jak sobie radzicie w czasie pandemii? Jakie pomysły rodzą się w głowach, żeby skutecznie „rozdmuchać” wasze wydawnictwo?
G: Aktualny czas jest ciężki dla wszystkich artystów, nie możemy spotykać się z publicznością, a to jest przecież w naszym zawodzie najważniejsze. Wirtualna rzeczywistość odbiera intymność tych spotkań w trakcie koncertów i po nich, ale staramy się jak najczęściej komunikować z naszymi sympatykami poprzez social media. Przez obostrzenia niestety nie udało nam się jeszcze nagrać teledysku do kolejnego singla z płyty, który planowaliśmy wypuścić w dniu premiery fizycznej CD, choć znaleźliśmy już bajkowe miejsce i wspaniałą ekipę wykonawczą.
A: W tej chwili stawiamy głównie na promocję w Internecie — na szczęście Instagram i Facebook dają nam możliwość pogadać do naszych fanów i informować ich o tym, co się u nas dzieje. Planujemy też koncert online, choć wiadomo, że energia jest wtedy zupełnie inna niż podczas koncertów na żywo z publicznością. Brakuje nam tego, ale staramy się radzić sobie dostępnymi środkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.