Debiut, który dojrzewał latami. Wywiad o tym jak przedsiębiorca i producent tworzyli album, który udowadnia, że na muzykę nigdy nie jest za późno

Debiutancki album „Bo” to spotkanie dwóch światów: Maćka Raczkowskiego, który po latach wrócił do młodzieńczych tekstów, oraz Michała Sołtana, muzyka i producenta, który pomógł tchnąć w nie nowe życie. Wspólnie stworzyli projekt, który udowadnia, że pasja nie zna wieku, a marzenia potrafią dojrzewać razem z nami. W rozmowie opowiadają o kulisach pracy nad płytą, emocjach towarzyszących debiutowi i o tym, jak wygląda współpraca, gdy łączy się doświadczenie, wrażliwość i odwaga, by zacząć od nowa.


Do Maćka:

Jesteś przedsiębiorcą i nigdy wcześniej nie pokazywałeś światu swojego zamiłowania do muzyki. Co sprawiło, że zdecydowałeś się „wyciągnąć z szuflady” swoje teksty i nagrać płytę?

Maciek: Spotkanie z Michałem Sołtanem. I upewnienie mnie, dzięki rozmowom, które prowadziliśmy, że warto byłoby pokazać moją twórczość światu.

Jak patrzysz dziś na dawne wersy? Czy zyskały nowe znaczenie, gdy połączyły się z muzyką?

Maciek: Nie, wszystko jest aktualne. Co nas spotyka, co czujemy, o czym marzymy, za czym tęsknimy, jak się zachowujemy. Myślę, że te teksty są aktualne do dziś. Na pewno muzyka i aranżacja muzyczna Michała, wzbogaciła piosenki i jeszcze lepiej one brzmią.

Album ma tytuł „Bo” i zawiera 11 piosenek. Jak wyglądał wybór konkretnych tekstów i ich adaptacja do muzyki?

Maciek: Wyborem kierowałem się od najstarszego napisanego tekstu (1988), do tekstu „Tańcz” napisanego 2-3 lata temu. Na płycie nie ma chronologicznego układu, kolejność utworów wynika z napięć w zakresie muzyki.

W jednym z singli – „Dolina” – piszesz o naturze jako inspiracji. Czy mógłbyś opisać moment, w którym ta piosenka powstała?

Maciek: Siedziałem sobie po południu, latem, na tarasie. Roztaczał się przepiękny widok na las i dolinę. Wziąłem kartkę i ołówek, opisałem to co widzę, słyszę.

„Na realizację marzeń nigdy nie jest za późno” – Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas nagrywania swojej pierwszej płyty?

Maciek: Wielki stres (śmiech). Ale też skupienie, radość z przeskakiwania samego siebie i przyjmowanie sugestii, wiedzy, którą Michał mi przekazywał w trakcie nagrywania. To była dla mnie wielka przyjemność, współpracując i ucząc się jednocześnie.

Do Michała:

Jak opiszesz brzmienie tej płyty? Czy od początku wiedzieliście, w jakim kierunku stylistycznym chcecie iść, czy to ewoluowało w trakcie pracy?

Michał: Brzmienie płyty nie jest spójne. Jest to zabieg świadomy. To ukłon w stronę tego co razem lubimy, czyli koncept-albumów, tak jak np. tworzył Pink Floyd. Choć nie ma na tym albumie kilkunastominutowych suit, można go postrzegać jako jedna całość złożona z 11 rozdziałów. Część utworów jest zaaranżowanych gęsto. Rozbudowane partie smyków, kilkadziesiąt ścieżek razem np. w „Niespełnionej”, versus asceza, wyłącznie wokal z akompaniamentem gitary akustycznej w „Tańcz”. Porównując dalej te dwa utwory, jeden rockowy, drugi bossa nova. Brzmienie jest zróżnicowane i to czyni ten album ciekawym w odsłuchu.

Współpracujesz z różnymi artystami. Co w pracy z Maćkiem było dla Ciebie najbardziej inspirujące lub zaskakujące?

Michał: Maciek to mój przyjaciel, można powiedzieć, że po 10 latach jest jak członek rodziny. Postrzegam tę współpracę absolutnie wyjątkowo. Maciek nie tylko udowadnia w kontekście wszelkich badań z zakresu psychologii muzyki, że można uruchomić rozwój muzyczny w każdym wieku. Udowadnia, że można znaleźć na to czas, nawet gdy pozornie tego czasu nie ma. To daje poczucie spełnienia. Maciek ma również wspaniałą intuicję do komponowania i pisania refrenów. To jego atut, nie każdy tak potrafi.

Do Maćka i Michała:
Jakie emocje towarzyszyły Wam podczas pracy nad albumem „Bo”? Czy były momenty zwątpienia lub przełomu, które szczególnie zapamiętaliście?

Maciek: Nie było żadnych momentów zwątpienia. Było to dla mnie nowe przeżycie, które motywowało mnie do pracy.

Co dla Was znaczy tytuł „Bo”? Czy kryje się za nim konkretna historia?

Maciek: Bo: kocham przyrodę. Bo: kocham pierwszą i jedyną miłość, moją Żonę. Bo: tęsknię. Bo: lubię tańczyć. Bo: mam szacunek dla przodków. Bo: kocham swój kraj.

Michał: Potwierdzam, dodam, bo: kocham grać (śmiech).

Jak zmieniała się Wasza relacja w trakcie pracy nad płytą – od pierwszego spotkania po wspólny debiut muzyczny?

Michał: Z mojego punktu widzenia i słyszenia, nastąpił progres w kontekście szeroko pojętego profesjonalizmu w tworzeniu, nagrywaniu, produkcji. Maciek przez dwa lata poznawał obcy mu świat, a ja miałem okazję również rozwijać się w tym względzie. Tworzenie płyty jednocześnie umocniło nasze więzy przyjaźni również na gruncie rodzinnym.

Maciek: Przyjaźń towarzyszyła nam od początku. Rozmowy o muzyce, o postrzeganiu świata i wszystkiego tego co nas otacza. Wspólne muzykowanie. Przy rozpoczęciu pracy nad płytą, zrozumieliśmy obydwaj, że to jest budowanie domu.

Jakie przesłanie chcielibyście, by słuchacze wynieśli z albumu „Bo”? Czy jest w nim jeden utwór, który szczególnie oddaje jego ducha?

Maciek: Bo, kocham las. Jest to pierwszy singiel, który nagraliśmy i został wydany. Mówi o szacunku do przyrody, ale podskórnie w ogóle o szacunku do wszystkiego co nas otacza, w tym życzliwości do drugiego człowieka.

Czy planujecie trasę koncertową, kolejne wydawnictwo, może współpracę z innymi artystami? Jakie są Wasze najbliższe muzyczne cele?

Michał: 27 listopada mój zespół zagra w Muzeum Wojska Polskiego w Cytadeli. Stawiamy kroki po kolei. Maciek zagra support z moim udziałem, najważniejsze, żeby czuł się bezpiecznie. Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas, to ja będę grać support przed Maćkiem.

Maciek: O na pewno! Oczywiście żarty z Michała tryskają, młodość rządzi się własnymi prawami (śmiech). Ale tak na poważnie, siedzę w pociągu, który nie wiem dokąd zmierza.

Gdybyście mieli opisać swoją współpracę tytułem piosenki, to byłoby to…?

Michał i Maciek: Piękny Dzień!

Dziękuję bardzo za rozmowę. Niech świat o Was usłyszy, bo jesteście naprawdę fajni 😉


Napisz komentarz