„Jestem kolorowym wulkanem. Wizerunek jest dla mnie prawie tak samo ważny jak tworzenie muzy. To moja forma ekspresji” – Wrona u Muzykoholików

Weronika Jasiówka, znana jako Wrona, to wokalistka, autorka tekstów oraz perkusistka pochodząca z Krakowa. Współzałożycielka rockowego girls bandu Brain’s All Gone, z którym wystąpiła w IV edycji programu Must Be The Music docierając do półfinału. W 2015 roku nakładem wytwórni Sony Music Poland ukazała się debiutancka płyta „Yet We Have Hearts”, a dotychczas zespół zagrał ponad 200 koncertów w kraju i za granicą (głównie w Wielkiej Brytanii).

Zapraszamy do lektury wywiadu z Wroną w którym poruszamy temat jej ostatniego klipu do utworu „Jak Debbie Harry”, a także zapytaliśmy o jej barwny image.


Katarzyna Grzmielewska

Wrona

Zanim rozpoczęłaś solową karierę, grałaś w rockowym zespole Brain’s All Gone. Teraz idziesz bardziej w kierunku muzyki elektronicznej. Czy planujesz nagranie gitarowego utworu?

W wielu numerach staram się przemycać rockowe akcenty, w sumie one same jakoś tak naturalnie się tam pojawiają, bardzo często też cały proces pisania zaczynam właśnie od gitary i wokalu, ale jednak chcę iść w stronę electro. Na ten moment muzyka rockowa to zamknięty dla mnie rozdział, mam ochotę próbować czegoś nowego, rozwijać się i eksperymentować z brzmieniami. Gitara jest mi bardzo bliska, bo to mój pierwszy instrument, ale mój świat brzmi dziś już całkiem inaczej. Niczego jednak nie wykluczam. Może któregoś dnia wstanę rano i zdecyduję, że elektroniczna muza już mnie nie interesuje i od teraz robię country albo indie, a potem pojadę w akustyczną trasę i będę grać w barach w zamian za placki ziemniaczane. W sumie to nie głupie. Mam jeszcze piwnicy cajon, który do niedawna służył jako stolik na telewizor, może do czegoś by się wreszcie przydał.

W ostatnim singlu ‘Jak Debbie Harry” przywołujesz legendarną wokalistkę zespołu Blondie nie tylko w tekście, ale jej postać przewija się również w teledysku. Czy czerpiesz inspiracje z feministycznej sceny rockowej lat 70 ? 

I tak, i nie. Debbie jest dla mnie głównie ikoną, symbolem niezależności. Podziwiam ją za opór i odwagę, że potrafiła rozbijać się łokciami w branży, gdzie nie było miejsca dla kobiet. Nie bała się ryzykować i mimo presji nie dała z siebie zrobić produktu na sprzedaż. Uwielbiam jej autentyczność.

Pisałam „JAK DEBBIE HARRY” w trakcie pierwszego lockdownu, będąc w strasznym dołku. Wydawało mi się wtedy, że jestem tchórzliwym zerem, nie potrafiącym podjąć żadnej konkretnej decyzji i że moje życie, zarówno prywatne, jak i zawodowe, wyglądałoby zupełnie inaczej, gdybym się nie bała. Gdybym była taką Debbie Harry, frontmanką legendarnego bandu, która wie czego chce i bierze to, co jej się należy. Bez żadnych kompromisów.

Jest sporo zajebistych babek z tamtych czasów, które prócz Debbie, szalenie podziwiam i które inspirują mnie i motywują. Bardziej życiowo, niż muzycznie. Jestem wybredna jeśli chodzi o starą muzę. W sumie gdyby nie Joan Jett i The Runways, nie byłoby BAGu. Spotkałyśmy się z Olą Jakubus na krakowskim rynku w 2011, dzień po tym jak Ola oglądała film biograficzny o The Runways i powiedziała do mnie: „ej, załóżmy babski zespół”, a ja od razu się zgodziłam i dwa miesiące później katowałyśmy „I Love Rock’n’Roll” w zatęchłej salce gdzieś na Grzegórzeckiej. Nie miałam wtedy pojęcia o takiej muzyce, ale postać Joan Jett kojarzyłam od zawsze.

Zostańmy jeszcze przy teledysku, który jest DIY. Jak wspominasz proces tworzenia klipu?

 „JAK DEBBIE HARRY” to dla mnie najważniejszy numer jak do tej pory. Bałam się, że nie otrzyma obrazka na jaki zasługuje, ale Majka Osiecka z którą współpracowałam przy tym teledysku i która jest odpowiedzialna za scenariusz, zdjęcia oraz montaż doskonale zrozumiała, o co mi chodzi i całość ostatecznie wyszła nam lepiej niż się tego spodziewałam. Robimy razem zdjęcia już od ponad dwóch lat, znamy się prywatnie, więc dobrze się dogadujemy, mamy podobne wyczucie estetyki także współpraca z Mają to po prostu przyjemność. Nagrałyśmy wszystko same (przy scenie w samochodzie ze światłem pomogła nam Marta Michalska z BAGu ❤️) w dwa dni, przy praktycznie zerowym budżecie i mimo, że momentami było trudno, bo brakowało rąk, to wspominam to naprawdę dobrze. Planem teledysku, prócz samochodu i parkingu Galerii Krakowskiej, był głównie dom Majki i garaż jej taty, który idealnie wpasował się w klimat całego scenariusza. W scenie warsztatowej w rolę „starego” wcieliła się właśnie Maja, a kamerzystą został… samowyzwalacz. Ogólnie było strasznie zimno, to był czas mrozów -20’C i w sumie gdziekolwiek nie nagrywałyśmy to odmrażało nam palce. Ja na szczęście w takich sytuacjach zamieniam się w tatę Ludwiczka i zmienia mi się kompletnie mindset, bo dla dobrych zdjęć czy fajnych kadrów jestem w stanie zrobić wiele. 

Wrona – zdjęcie z klipu „Jak Debbie Harry”,

Na tle debiutantów wyróżniasz się też barwnym wizerunkiem. Różowe włosy, kolorowe ubrania i wyrazisty makijaż. Czy ten jaskrawy wizerunek stanowi jakieś uzupełnienie do twojej muzyki? Czy wyznajesz zasadę, że pink is new black ?

Jestem kolorowym wulkanem. Wizerunek jest dla mnie prawie tak samo ważny jak tworzenie muzy. To moja forma ekspresji i można powiedzieć, że jest on jednym z fundamentów, które składają się na to, kim WRONA w ogóle jest i co stanowi. Lubię jaskrawe kolory, wzory i naklejki z marketu. Miewałam momenty, kiedy próbowałam wyglądać „normalnie”, głównie w trakcie egzaminów wstępnych do szkół teatralnych, o które walczyłam prawie trzy lata, ale wspominam to raczej jako nieudolne próby bycia kimś, kim wcale nie jestem. Nie lubię się ograniczać, a wtedy czułam się po prostu stłamszona. 

Czy masz w planach wydanie kolejnego singla/ teledysku?

Tak, nie zwalniam tempa. Pracuję obecnie nad dwoma projektami, jeden z nich to  kolaboracja, drugi z kolei jest singlem z mojej nadchodzącej płyty najlepiej, moim zdaniem, opisującym muzyczny kierunek w którym zmierzam. Po premierze „JAK DEBBIE HARRY” nabrałam więcej luzu, mam głowę pełną pomysłów i przede wszystkim współpracuję z osobami, które podzielają moje wizje, więc jestem szczęśliwa i podekscytowana, że to się dzieje. Snuję też plany o typowo instrumentalnym materiale, ale kolejne single, płyta oraz jej promocja są dla mnie na ten moment priorytetowe i wszelkie eksperymenty będą musiały trochę jeszcze zaczekać. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.