[RELACJA] STAY WILD FESTIVAL – dziki powiew festiwalowej normalności

Za nami pierwsza edycja STAY WILD FESTIVAL we Wrocławiu. Był to pierwszy tak duży festiwal, który odbył się po poluzowaniu obostrzeń. Impreza zgromadziła wielu wytęsknionych fanów festiwalowych emocji. Na dwóch scenach zagrali ci najpopularniejsi polscy artyści oraz muzycy którzy stawiają pierwsze kroki na rynku muzycznym.

Festiwal otworzył Patrick The Pan, który zaprezentował swój najnowszy materiał z czwartej już płyty „Miło wszystko” oraz kilka numerów z płyty „3.0”. Tak jak nazwa imprezy wskazuje – nie zabrakło dzikości – nie tylko pod scenami podczas koncertów ale i przemieszczając się ze sceny na scenę, bo gdy na „Małej” wybrzmiał ostatni dźwięk swój występ rozpoczynała gwiazda na „Dużej” i tak pędem po pierwszym koncercie udaliśmy się na drugi – Ani Rusowicz.

Po fantastycznym rozpoczęciu przyszedł czas na jeden z najbardziej wyczekiwanych koncertów nie tylko tego festiwalu, ale i dla mnie osobiście – tego roku. Chyba nie przesadzę jeśli napiszę o niej, że to niekwestionowana debiutantka tego roku, swoim albumem „Ciche dni” rozłożyła słuchaczy na łopatki i tak też było na jej koncercie. Kaśka Sochacka niesamowitą wrażliwość, którą zawarła na płycie ze zdwojoną siłą przeniosła na scenę.

Fisz Emade to już przystanek na głównej scenie i tutaj klasyka, świetny występ grupy! Po nich nastąpiła mała zamiana line – up’u i z wielką radością przywitaliśmy Krzysztofa Zalewskiego. Mimo pojawiającego się już zmęczenia ten człowiek umie wyzwolić w słuchaczu niepojętą dawkę energii i tak jego koncert na nowo postawił mnie na nogi. Zalewski przeplatał materiał z całej dyskografii dodając na bis najnowszego „Wilka” i „Kuriera”.

Kolejna zmiana lokalizacji i znalazłam się w mrocznym świecie, któremu jasność dawały nieliczne świece. Ten mistyczny anturaż to stylistyka Kasi Lins, która swoją Boską Trasę rozpoczęła właśnie we Wrocławiu. Jeden z najlepszych albumów ubiegłego roku na żywo przyprawia o jeszcze intensywniejsze emocje.

Finałem pierwszego dnia był występ Darii Zawiałow, która z przytupem zakończyła zabawę grając największe przeboje z płyt „A kysz!” i „Helsinki” oraz single z najnowszej – „Wojny i Noce”.


Po rockowych uniesieniach przyszedł czas na sobotni chill przy muzyce grupy Jan Serce, Mięthy, Ofelia, która wyjątkowo nas oczarowała. Tempo podkręciła sanah zmieniając się na przemian w Królową Dram i Irenkę. Wisienką na torcie był duet Zuzi z Vito Bambino w piosence „Ale jazz!”. Vito chwilę później zagrał koncert ze swoim zespołem – Bitamina. Małą scenę zamknęła Bela Komoszyńska i Sorry Boys częstując przybyłych swoją Miłością. Ostatni koncert Stay Wild Festival 2021 to Kwiat Jabłoni. Kasia i Jacek idealnie podsumowali festiwal słowami swojej piosenki:

„MOGŁO BYĆ NIC, A JEST WSZYSTKO

MOGŁO BYĆ NIC, A JEST FESTIWAL!”

Kwiat jabłoni

Cudownie było wrócić na festiwalowy szlak, poczuć to zmęczenie za którym się tęskniło cały rok. Cieszyć się muzyką dobrze znanych artystów i poznawać nowych. Spotkać dawno niewidzianych znajomych i popłynąć w dzikiej ekstazie muzyki na żywo. Stay Wild Festival już pierwszą edycją zdobył moje serce wyjątkową atmosferą, doskonałą organizacją (Good Taste Production !!) i idealnie dobranym line – up’em.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.