[FELIETON] Muzykoholicznym zdaniem… – Renata Przemyk, „Blizna”

21 maja 2001 roku został wydany kolejny album muzyczny Renaty Przemyk o tytule „Blizna„. Dzisiaj mija dokładnie dwadzieścia lat (!) od premiery.

Dlaczego więc nie warto o tej płycie przypomnieć? Zapraszam Was serdecznie do przeczytania mojego pierwszego felietonu w ramach „Muzykoholicznym zdaniem…”, specjalnie dla Muzykoholików.


Blizna” to piąty – nie licząc „Ya Hozny„, bo ona tak naprawdę była płytą zespołu Ya Hozna – album studyjny Renaty Przemyk, który został wydany 21 maja 2001 roku. Czyli, dokładnie, dwadzieścia lat temu. W pewnym sensie troszkę mnie to przeraża, że większość tekstów, autorstwa Anny Saranieckiej, utworów z płyty są cały czas aktualne. Idealnie pokazuje to, co teraz dzieje się w Polsce oraz na świecie. Dlaczego „w pewnym sensie”? Bo z jednej strony to dobrze, iż zostały poruszone tak trudne tematy. A z drugiej to źle, że owe problemy dalej istnieją. Po dwóch dekadach.

Tracklista „Blizny” zawiera dziesięć utworów, a jeden z singli – „Własny Pokój” – był nawet wydany jako płyta CD. Tak, kiedyś tak robiono. Dzisiaj są to prawdziwe rarytasy, ale kto wie, może nadejdzie kiedyś moda na ponowne wydawanie singli jako płyty kompaktowe? Wszystko jest możliwe.

Blizna” to swego rodzaju manifest, gdyż każdy muzyczny numer porusza(ł) jakiś temat i wyraża(ł) niezgodę na to, co się w tamtych czasach działo. Najlepiej ukazał to wspomniany wcześniej „Własny Pokój„, który został napisany – rzecz jasna – przez Annę Saraniecką w hołdzie Virginii Woolf. W warstwie tekstowej zostały poruszone wszystkie, istotne tematy, które powodują kość niezgody u ludzi. Polityka, religia, problemy społeczne, nietolerancja… No i ta melodia! Prawdziwa i mocna muzyka. Z przytupem.

Jednakże nie zapominajmy o innych numerach – „Drzewo„, „Święte„, czy „Klonator„. I pozostałe sześć utworów z całej listy. Można więc spokojnie rzec, że każdy znajdzie coś dla siebie. Aczkolwiek wielka szkoda, iż nie można albumu posłuchać w serwisach streamingowych. Być może kiedyś to nastąpi. Być może wytwórnia muzyczna, która wydała tę płytę, zrobi nawet reedycję? Byłoby idealnie, w sam raz na „dwudzieste urodziny” krążka.

Bo „Blizna” ani trochę się nie zestarzała. Ona ciągle mówi, jak jest i jak wiele jeszcze musimy zmienić, aby było dobrze. Tylko czy my zdążymy wyciągnąć z tego wnioski i naprawić to, co złe?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.