Koncert zespołu Chłopcy z Placu Broni w ŁDK-u, 17.09.2021

Koncert zespołu Chłopcy z Placu Broni w ŁDK-u, 17.09.2021

Nigdy nie byłem wielkim fanem Chłopców…, ale lubiłem band Bogdana Łyszkiewicza i jego samego za pozytywny przekaz i niesamowitą radość, witalność połączoną z optymizmem, za jego koloryt i wiarę w człowieka.

Poza tym chyba żaden inny zespół w naszym kraju nie stworzył tylu piosenek o miłości. Myślę, że to przeważyło, żebym się na ten koncert wybrał i na chwilę wyrwał z szarej prozy życia w świat marzeń, miłości i czułości.

Cieszyłem się też na spotkanie z Franzem Dreadhunterem, który w moim muzycznym świecie też jest postacią dość ważną i nietuzinkową, bo to nie tylko Chłopcy z Placu Broni, ale też: Dupą, Pudelsi, Tilt, Deuter, Homo Twist, Bajm, PRL, czyli kawał historii polskiego rocka.

Koncert rozkręcał się jak dla mnie powoli, ale było płynnie, rockowo, a przy utworze „A jak już będę dobrym człowiekiem” zaczęło się na dobre. Zabrzmiało „Jezioro szczęścia”, którego tekst napisała Beata Kozidrak, a autorem muzyki jest Franz. Cztery gitary na scenie robiły swoje, a i perkusista z instrumentalistą klawiszowym nie próżnowali, choć mieli swoje przerwy, bo rockowe wersje piosenek Bogdana Łyszkiewicza były przeplatane setami akustycznymi. Nie przypadkiem ich autor był nazywany polskim Johnem Lennonem.

Zastanawiałem się, czy nowy wokalista poradzi sobie z repertuarem, ale dał radę i słuchając, czasem miało się wrażenie, że za mikrofonem stoi pierwszy frontman zespołu (choć pewnie nie wszyscy się ze mną zgodzą). A koncert trwał i po części nostalgicznej przyszedł czas na część najbardziej rockowo-czadową: „Wystarczy żyć”, „Chory kraj”, „Wczoraj” (The Beatles) czy moją ulubioną wersję piosenki „Chwalcie potęgę pieniądza” z tekstem Wiesława Dymnego (ze sławnej Piwnicy pod Baranami). Po ostrzejszej części znów przyszedł czas na wyciszenie i nostalgiczne: „Karmelicka”, „Boję się chłodnego lata” (o miłości do Mamy), „Umierać nie chce nikt”. W ostatniej części koncertu śpiewała już cała sala, bo jak nie śpiewać: „Kocham Cię”, „O! Ela” (o której gitarzysta powiedział, że to piosenka, która jest na prawie każdej płycie Chłopców…, choć osobiście akurat za nią nie przepadam) czy „Kocham wolność”. Na koniec… no jasne, że piosenka „To koniec”. Zespół dał się namówić na bisy, ale chyba już niektórym muzykom brakowało na nie energii. Zabrzmiały utwory „Uśmiechnij się” i „Gwiazdy”. Czego mi zabrakło? Zabrakło mi zdecydowanie piosenki „Aeroplan”, bo to pierwszy i wielki przebój grupy, oraz  jednej z moich ulubionych piosenek Chłopaków „Niech spadnie deszcz”, ale rozumiem, że koncert nie jest z gumy. Patrzyłem w międzyczasie na publiczność i wydaje mi się, że raczej wszyscy wyszli po koncercie zadowoleni. Ja na pewno.

Zespół reaktywował się w 15. rocznicę tragicznej śmierci Bogdana Łyszkiewicza, swojego lidera, i myślę, że nie ma tu mowy o odcinaniu kuponów od popularności, jak np. w przypadku zespołu Kombi. Piosenki Chłopców z Placu Broni są piękne i uroczy jest ich przekaz. One są aktualne i zawsze będą. Autorowi tekstów i piosenek nie da się przywrócić życia, ale warto było wskrzesić Zespół, bo dzięki temu odżyły wspomnienia i dobre emocje wielu ludzi. To był świetny koncert i miły wieczór.

BiP


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.