Krótko i na temat z… OS.SO i Yana Couto

Z OS.SO i Yaną Couto rozmawiamy o tym, jak wygląda praca w duecie, dlaczego ważna była dla nich postać Mariny Abramović, jak powstał subtelny utwór „Dawn” i co skrywa imię Isolda.
Zapraszamy do lektury.

Wasze podejście do współpracy wydaje się bardzo intymne i intuicyjne. Jakie wyzwania stawia przed Wami taki sposób pracy, gdzie tak duży nacisk kładziecie na spontaniczność i „nieplanowane” zbiegowiska okoliczności?

Yana Couto: Przy takim podejściu do pracy bardzo ważne są zaufanie, szacunek, ciekawość i otwartość na pomysły drugiej osoby – bez tego ciężko działać w sposób intuicyjny. W pewnym sensie czułam, że w tej współpracy po prostu płynęłyśmy wspólnym nurtem, kierując się wspólna wizja i wartościami – a to pomaga w zachowaniu intymnego klimatu, na którym nam zależało. Jeżeli w mojej głowie pojawiało sie pytanie co do kierunku, czułam się bezpiecznie je zadać, chcąc słyszeć odpowiedź OS.SO i się do niej ustosunkować. 

OS.SO Jedną z najwspanialszych rzeczy w tej współpracy, było właśnie zupełnie niewymuszone, naturalne połączenie naszych pomysłów i podejścia do tworzenia. Choć wydawałoby się, że spontaniczność z założenia utrudnia planowanie, czy sprawną, systematyczną pracę, to jednak kiedy trafi się na osobę, która myśli i czuje w podobny sposób, rzeczy mają swoje flow a cały proces jest bardzo przyjemny.

W jakim stopniu Wasza współpraca została zainspirowana przez sztuki wizualne, a szczególnie przez myśli o Marinie Abramović? Czy widzicie jakąś wspólną cechę w Waszych artystycznych ścieżkach, która doprowadziła Was do stworzenia „Isolde”?

OS.SO Każda z nas ma za sobą inny tor edukacji i zawodową ścieżkę, więc pewnie i masę odmiennych inspiracji, ale gdybym miała ze swojej perspektywy dopatrywać się w nas podobieństw, wskazałabym na zamiłowanie do sztuk performatywnych, które są otwarte na łączenie gatunków i często potrafią się skupiać tylko na jednym geście, minimalistycznym ruchu, a otwierają przed odbiorcami szerokie pola interpretacyjne.

Yana Couto: Dla mnie Marina Abramovic w swoim performansie dotyka kwestii ludzkich i trudnych, często z wykorzystaniem bardzo prostych symboli i gestów. To był element, który był dla nas ważny w powstawaniu zarówno muzyki jak i filmu – jak stworzyć coś pięknego i delikatnego, co będzie łączyło się z prostym symbolem i pozwoli odbiorcom na własne poszukiwania odpowiedzi?

W singlu „Dawn” brzmienia są minimalistyczne, z wyraźnym naciskiem na pianino i wokal. Jakie były Wasze główne inspiracje do stworzenia tak subtelnej i introspektywnej kompozycji?

Yana Couto: Myślę, ze obie poszukujemy zarówno w życiu jak i w muzyce ciszy i spokoju, które są potrzebne do stworzenia subtelnej i introspektywnej kompozycji. Nasza główna inspiracja była rozmowa, wymiana myśli o życiu, o sztuce która nas inspiruje, obrazach i filmach, które nas wzruszają. Pianino jako instrument jak i minimalistyczne brzmienia są mi chyba najbliższe, więc ten kierunek był czymś bardzo naturalnym. 

OS.SO: Na pewno inspiracją było właśnie bliskie nam instrumentarium – głos i pianino oraz myślenie obrazami, obie jesteśmy fankami kinematografii wyczulonej na klimat i dopowiadanie muzyką. W “Dawn” pianino i głos niejako zamieniają się rolami:  to wokal buduje piony harmoniczne, a dźwięki klawiszy wprowadzają wiodącą melodię i rytm. 

Imię głównej bohaterki w teledysku — Isolde — ma głębokie, duchowe znaczenie. Jakie znaczenie ma dla Was to imię w kontekście narracji muzycznej i wizualnej tej historii?

OS.SO: Historia tego imienia w kulturze sięga średniowiecznej legendy o Izoldzie, która dzięki swojej mądrości i znajomości ziół leczy rany Tristana a później nieszczęśliwie zakochuje się w nim. I choć ta historia kończy się tragicznie, w naszej wersji Izolda wchodzi w relację z samą sobą, skupia się na odkrywaniu swojej tożsamości i budowaniu wewnętrznej siły. W moim odczuciu nadajemy naszej bohaterce prawo do samostanowienia o sobie i “wyrywamy” ją z determinującej jej losy przypowieści o kobiecie, która nie może w pełni decydować o swoim losie. Ale to tylko jedno pole interpretacyjne, tak naprawdę otwieramy nasz muzyczno-wizualny koncept na wielogłos.

Yana Couto: Imię Isolda było dla nas ważnym kierunkiem w stronę budowania wizualnej strony historii i pojawiło się tak naprawdę po stworzeniu muzyki, a przed rozpoczęciem prac nad filmami. Chciałyśmy, żeby oddawało delikatność i siłę głównej bohaterki. W naszej głowie pojawił się pomysł, żeby jedna z etiud ukazywała scenę kruszenia lodu, a jednym ze znaczeń tego imienia jest “władczyni lodu”. To ma dla mnie symboliczne znaczenie przejścia, odpuszczania, przezwyciężania problemów. 

Zaprojektowanie zarówno muzyki, jak i wizualnego aspektu EP wymaga ogromnej wrażliwości i wyczucia przestrzeni. Jakie było Wasze doświadczenie pracy nad teledyskiem do „Dawn” i jak udało się Wam połączyć taniec Zofii Tomczyk z filozofią muzyki?

Yana Couto: Pracowałyśmy w bardzo małym, ale zgranym i profesjonalnym zespole. Udało nam się podjąć współpracę z fantastyczną tancerką Zofią Tomczyk oraz bardzo doświadczonym operatorem i dyrektorem zdjęć Marco Couto, którego wyczuciu i wrażliwości bardzo ufałyśmy. 

Zofia wysłuchała muzyki już przed zdjęciami, bardzo dobrze czuła muzykę w swoim ciele, dałyśmy jej po prostu przestrzeń na wyrażenie tego przed kamera w różnych sytuacjach – na drodze, w lesie, w domu. W pierwszym teledysku ten ruch jest mniej taneczny, choć Zofia wykonała fantastyczną pracę wprowadzając coś nienamacalnego – niby prosta scena, dziewczyna idzie polną drogą. Jednak w całej sekwencji, kręconej na jednym ujęciu te emocje się zmieniają w bardzo dynamiczny sposób. Drugi film jest już bardziej zbliżony do tańca, też więcej się dzieje. Trzeci akt to wyciszenie, ten ruch sprowadza się tylko do jej dłoni, a i tak jest on bardzo wymowny. 

OS.SO: Przy pracy nad “Dawn” i pozostałymi dwoma teledyskami z EP-ki, bardzo pomocna była wrażliwość Zofii i jej wyczucie ruchu. Na planie nie musiałyśmy reżyserować każdego ruchu i szczegółowo prowadzić narracji poprzez ciało, bo Zosia dobrze rozumiała wizję, o której rozmawiałyśmy podczas pracy nad koncepcją wizualnej strony projektu. A tym samym jej taniec dał nam dużo przestrzeni na pilnowanie całego obrazu – kadru, koloru, dynamiki. Mogę też zdradzić, że wszystkie trzy teledyski powstały podczas jednego dnia zdjęciowego, co na pewno pomogło utrzymać spójność wizji.

Napisz komentarz