[REC] Odkrywanie Ameryki w stylu Starej Szkoły. Oda do przeszłości

Specjalizują się w tkaniu muzyki prosto z tego, co gra im w sercu. Robią to dla ludzi, nie zaś dla wyświetleń. „Odkrywanie Ameryki” to album zespołu Stara Szkoła, który sprawi, że odkryjecie również trochę siebie. Zapraszamy do recenzji!

Stara Szkoła to zespół, który oryginalnie pochodzi z  Inowrocławia. Powstał z potrzeby serca i muzyki w lutym 2010 roku, czyli tak, ponad 15 lat temu. Grupę tworzy kilkoro doświadczonych, oldschoolowych muzyków. Iwona Gulczyńska – skrzypce i wokal, Tomek Kuczma – wokal i gitara, Sławek Kuczma – bas, Dziniu Monasterski – perkusja, Heniu Chyła – instrumenty perkusyjne. Podczas koncertów Starej Szkoły niejednokrotnie uświadczycie towarzystwo innych muzyków, których chętnie zapraszają na scenę.

Sami siebie, a raczej swoją muzykę określają w ramach autorskiego sosu z dodatkiem bluesa, (south) rockowego sznytu.

Stara Szkoła to przede wszystkim swego rodzaju odmrożenie znanych i lubianych standardów grania muzyki, gdzie po latach zapomnienia udaje im się je sukcesywnie reanimować i przywracać stare muzyczne miłości i pasje do życia. Cechuje ich zdecydowanie upartość, swoje kompozycje grają we własny przemyślany sposób.

Dobór słów, linia melodyczna, instrumenty, tonacje, wszystko mówi nam o nich samych. Zatem można przyjąć, że lutowy album z 2024r. pt. „Odkrywanie Ameryki” to taki trochę pamiętnik, ale z drugiej strony nie do końca – raczej dumne przypomnienie o nieco zatartych muzycznych wartościach dzisiejszych czasów.

Utwory znajdujące się na krążku:

1. Odkrywanie Ameryki

2. Aligator

3. Dancingowo

4. Nieznajoma

5. Lato

6. Epizod sierpniowy

7. Dryfujemy

8. Ballada jazzowa

9. A jednak

Pomówmy o utworze „Aligator”. Pierwsza wzmianka o nim pojawia się w styczniu 2023 r., a samo powstawanie przypada na duszne lato 2022 r. I taki trochę jest ten kawałek, duszny, zamykający nas w klatce własnych myśli – trochę w Rojkowym stylu. Powstał do niego czarno-biały, nieco kreskówkowy, teledysk.  Tekst jest dobitny i bardzo skondensowany.

To opowieść o słabościach, których każdy doświadczył (lub jeszcze wszystko przed nim). Warstwa muzyczna idealnie zgrywa się z wokalem, co w połączeniu tworzy nostalgiczną odę do wolności. Iwona Gulczyńska odpowiadająca za skrzypce dodaje swoją grą (w kulminacyjnych momentach tej piosenki) dramatyzmu. Aligator – to trochę podsumowanie całego albumu, które szepcze do nas słowo: bunt.

Epizod sierpniowy” to manifest miłosny, przeciwstawienie się rutynie rzeczywistości, a także ważna gra słów, w której to nie my toniemy. Ten epizod, zresztą jak każdy inny utwór na albumie spaja się w jedną całość. Odkrywanie Ameryki nie jest natomiast niczym przełomowym (jak wskazuje sama nazwa), a raczej podkreśleniem — grubą czarną linią — ich piętnastoletniej tradycji.

Jest to spotęgowanie magazynowanie ich energii i inspiracji czerpanych przez lata w jeden, spójny zlepek. Tutaj ważna jest dobra piosenka i przekaz, a nie tabun ludzi, którzy stoją za dzisiejszą produkcją, reżyserią i scenariuszami wszystkiego, co sceniczne, muzyczne czy twórcze.

Jakkolwiek nie chciałabym tego w tej sposób skomentować, ale jest jak najbardziej aktualny, oddając zarówno nastroje polityczne, jak i społeczne, panujące ostatnio w kraju. Warto dodać, że Stara Szkoła kładzie ogólnie duży nacisk na swoją liryczność, co wybrzmiewa w każdym utworze.

Po pierwsze – jak mi brakuje tych długich wstępów, do których przez lata przyzwyczajał nas, chociażby Piotr Rogucki w COMIE, czy Ścianka na albumie „Białe Wakacje”. Swoją drogą ten album bardzo przywodzi mi na myśl obecną Starą Szkołę. Mało jest takiej muzyki, ujmującej, zatrzymującej na chwilę człowieka w tym pędzie. Oni natomiast grają na żywo — żywą muzykę i to naprawdę słychać. W naszym wywiadzie z końca lutego br. przeczytacie m.in., że…..

Nagrywanie na żywo, przypomina pracę z żywą materią. Z czymś, nad czym do końca nie da się zapanować. Nie zagramy kilka razy, idealnie tak samo. Tutaj nie ma zastosowania zasada „kopiuj/wklej”. 

A „Ballada Jazzowa” właśnie taka jest, wprowadza w stan jazzowego upojenia, w którym niejeden przepaść może bezpowrotnie. I jeszcze te kadry, które zaserwowała nam Stara Szkoła, w których mamy przejażdżkę nowojorskimi ulicami. Gościnnie na trąbce zaprezentował się Paweł Hulisz. Gdyby tej trąbki nie było – mogłoby wydać się to nieco monotonne, ale nie… bo mniej więcej w połowie utworu „głos” zabiera również gitara, która w towarzystwie właśnie trąbki tworzy przyjemnie nostalgiczny swing.

Całość jest szczera i prosta. Ma trafiać w serce i to właśnie robi. Bez zbędnych zabiegów stylistycznych, syntezatorów czy ulepszaczy wokalu. Czysty (nie zawaham się tego użyć: męski) blues-rock w pełnej krasie.  Album poleca się do nabycia i przesłuchania w całości, ponieważ nie wszystko jest dostępne „od ręki” i chyba to też pokazuje ich unikalność i precedens w zakresie tworzenia muzyki dla słuchaczy, a nie lajków czy wyświetleń. Zresztą… sprawdźcie to sami (klik), a nie pożałujecie.

Napisz komentarz