„…tak będzie nazywał się album i zdradzamy to po raz pierwszy w tym wywiadzie” – zespół Reflektor o nowym singlu i nadchodzącej płycie

Czy „Ramen” to tylko przystawka przed daniem głównym? Jakie smaki – muzyczne i emocjonalne – znajdziemy na nadchodzącej płycie? Jaki tytuł będzie nosił ich najnowszy krążek? Co zmieniło się od czasów debiutu – i co nadal pozostało niezmienne? Jaki kolor miałby rozbłysk Reflektora widoczny z kosmosu? Tego wszystkiego dowiecie się w poniższym wywiadzie przeprowadzonym przez wydawcę naszego portalu – Alicję Gac

Alicja: Wasz kolejny singiel „Ramen” zapowiada drugi album, którego premiera zaplanowana jest na październik 2025 roku. Jakie emocje towarzyszą Wam w oczekiwaniu na to wydawnictwo? Czy to bardziej ekscytacja, stres, a może… ulga?

Mateusz: Na pewno ekscytacja. Choć myślę, że towarzyszy nam pewne napięcie związane z tym, jak singiel zostanie odebrany. Nie ukrywamy też, że bardzo chcielibyśmy, aby dotarł do jak najszerszego grona odbiorców. Ulga też się pojawia, że to już, wreszcie! Ta piosenka jest bardzo stara (śmiech). Jej szkic pochodzi jeszcze z czasów, kiedy robiliśmy numery na pierwszy album, ale ewoluowała.  

Łukasz: Nie mogę się już doczekać, kiedy cała płyta ujrzy światło dzienne. My już ją znamy bardzo dobrze, słuchaliśmy jej wielokrotnie. Zarówno w wersji pierwszej, w formie demo jak i już skończonej. Zaplanowaliśmy kilka singli poprzedzających album. Najbliższe miesiące będą wypełnione kolejnymi piosenkami Reflektora! A singli będzie więcej, niż w przypadku promocji naszego debiutu.

Alicja: Czy nowy album ma swój motyw przewodni, wspólny mianownik, który spaja całość? 

Mateusz: Z założenia miał nie być to album koncepcyjny, ale ma pewne punkty wspólne. Myślę, że tworzy pewną harmonię, także w warstwie lirycznej.

Łukasz: Dla mnie ten album ma symboliczne znaczenie. Nie chce zdradzać publicznie całego kontekstu, jednak dosyć mocno się z nim utożsamiam. W pewien sposób odzwierciedla moje osobiste przeżycia, które działy się w tle naszych spotkań w studiu.

Alicja: Jeśli mielibyście opisać ten album trzema słowami – jakie by to były i dlaczego właśnie te?

Mateusz: Dzikie przygody porywy – bo tak będzie nazywał się album i zdradzamy to po raz pierwszy w tym wywiadzie!

Alicja: Co dalej po premierze? Czy fani mogą już zacierać ręce na trasę koncertową? A może szykujecie koncerty jeszcze przed premierą albumu?

Mateusz: Co już jest potwierdzone na pewno zagramy koncert 30 maja w Warszawie w klubie VooDoo gościnnie. Będzie to urodzinowy koncert naszej zaprzyjaźnionej kapeli Kapral Zajączek, który obchodzi 10-lecie. I będzie to pierwszy po prawie rocznej przerwie występ z nowym składem, z którym przez ostatnie miesiące pracujemy nad nowymi aranżami.  

Łukasz: Przy koncertach promujących nasz pierwszy album „Tętno 92/95” udało nam się zebrać świetny zespół, z którym trochę pograliśmy. Gdy rozpoczęliśmy pracę nad drugą płytą postanowiliśmy odświeżyć także skład zespołu. Dołączył do nas Krzysztof Smolicz grający na perkusji oraz Marcin Kiciński na gitarze basowej. Filip Luśnia nadal tworzy magię na swoich syntezatorach. Jest to istotna zmiana, gdyż wcześniej nie posiadaliśmy w naszym składzie żywej perkusji. Koncerty graliśmy korzystając z sampli perkusyjnych. Myślę, że nowy Reflektor na pewno zaskoczy. Majowy koncert będzie tylko przedsmakiem tego, co przygotujemy dla Was na jesieni. Cała Polska nas usłyszy.

Alicja: Czy któryś z utworów z nadchodzącego materiału był dla Was szczególnie trudny do stworzenia – emocjonalnie lub twórczo? Może jest piosenka, która długo „nie chciała się ułożyć”?

Łukasz: Muszę przyznać, ze chyba każda piosenka, którą uda mi się stworzyć jest zainspirowana jakimś bolesnym dla mnie doświadczeniem. Nie umiem tworzyć utworów pod wpływem radości. Smutek jest największą inspiracją. Również na tej płycie, na „Dzikich przygodach, porywach” znajdziemy przede wszystkim takie. Jest to też pewna forma autoterapii, przelewanie na dźwięki smutnych myśli, które pojawiają się w głowie, pod wpływem jakiegoś trudnego wydarzenia.

Mateusz: Choć mam wrażenie, że udało nam się stworzyć kilka przebojowych numerów, nie rezygnując tym samym z pewnego mroku, który niewątpliwie towarzyszy naszym utworom. Nie zdradzając tytułów, które jeszcze i tak niewiele nikomu powiedzą w moim przypadku są dwie piosenki wyjątkowo emocjonalne. Jedna niezwykle osobista i trudna ze względu na przeżycia związane z odejściem najbliższej osoby.

Alicja: Od wydania debiutanckiego „Tętno 92/95” minęły już trzy lata. Jak przez ten czas zmienił się Wasz sposób pracy, podejście do tworzenia? Co dziś robicie inaczej niż wtedy?

Mateusz: Przede wszystkim działamy samodzielnie, bez wytwórni. Co z pewnością stwarza wiele różnych wyzwań i trudności zwłaszcza w procesie promocyjnym, marketingowym, czy właśnie organizacji koncertów. Booking w przypadku niezależnych artystów jest niezwykle istotny, a dość trudny do realizacji. Mierzymy się chociażby z tym, żeby zarezerwować salę, klub, za który i tak musimy zapłacić. Bilety nie zawsze to zwracają. A jeśli chodzi o model pracy między mną a Łukaszem jest dalej bardzo podobny. Łukasz przynosi muzykę, ja piszę słowa. Zmiana polegała też na pracy z nowym producentem, którym został Swiernalis.

Alicja: Pisząc teksty – macie przed oczami konkretnego słuchacza? Czy to raczej podróż do środka, twórczość czysto intuicyjna i osobista?

Mateusz: Zdecydowanie nie myślę o potencjalnym odbiorcy. Nie chcę pisać czegoś przez pryzmat oczekiwań. Są to przeważnie sytuacje wykreowane, ale z dużym zapleczem osobistych przeżyć lub obserwacji.

Alicja: Czy był taki moment podczas pracy nad płytą, który okazał się przełomowy – zmienił kierunek, brzmienie albo Wasze spojrzenie na cały projekt?

Mateusz: Myślę, że tutaj sporo zawdzięczamy Pawłowi. Pomógł nam obrać azymut, który dodał pierwszym wersjom wyrazistości. Używając terminologii kulinarnej po prostu odpowiednio posoliliśmy i popieprzyliśmy nasze muzyczne potrawy.

Łukasz: Można pokusić się o stwierdzenie, że praca nad nasza drugą płytą zaczęła się już podczas promocji pierwszej. Gdy nagrywaliśmy nasz debiutancki materiał nie posiadaliśmy zespołu, byliśmy tylko we dwóch. Praca nad aranżacjami koncertowymi pozwoliła nam bardziej otworzyć się muzycznie. Niejednokrotnie słyszeliśmy opinie, że nasze występy znacznie różnią się od wersji studyjnych, które zaprezentowaliśmy na naszej debiutanckiej płycie. Już wtedy, tworząc w domu szkicowe wersje nowych piosenek, zrozumiałem że mogę pozwolić sobie na więcej, bawić się formą muzyczną.

Alicja: Jak wygląda Wasz zwykły dzień pracy jako duet Reflektor? Macie jakieś studyjne rytuały, dziwne przyzwyczajenia, bez których nie da się nagrywać/tworzyć?

Łukasz: Szczególnych rytuałów nie mamy. Jak proces twórczy jest ukończony i satysfakcjonujący lubimy to porządnie oblać (śmiech).

Alicja: Czy w duecie macie zawsze wspólny kierunek artystyczny, czy zdarzają się między Wami starcia? 

Mateusz: Poważniejszych starć raczej nie mieliśmy. Różnice zdań owszem pojawiają się i to chyba dobrze, to jest coś naturalnego. Do tej pory jakoś zazwyczaj udawało nam się osiągać kompromisy.

Alicja: A gdybyście mogli nagrać teledysk w dowolnym miejscu na świecie – dokąd byście się wybrali i dlaczego właśnie tam?

Mateusz: Bardzo ciekawe pytanie. Ja to zawsze tak myślę lokalnie i od razu na myśl mi przyszły nasze Bieszczady, które zresztą jakoś nas łączą. Ale biorąc pod uwagę świat, nie wiem jakaś jaskinia w Lascaux, albo o! Etna – wulkan, który odwiedziłem jakiś czas temu i pod wpływem tego zatytułowałem jedną z piosenek, która pojawi się na albumie –  Krater.

Łukasz: Mamy z Mateuszem takie nasze miejsce, do którego jeździmy w Bieszczadach. Bardzo chciałbym tam nagrać teledysk. Jest to magiczne miejsce, które działa na mnie uspokajająco. Z dala od zgiełku miasta i spraw codziennych. Widziałbym to miejsce jako plan zdjęciowy do jednego z naszych przyszłych klipów.

Alicja: Gdyby Reflektor miał rozbłysnąć na niebie tak, by było go widać z kosmosu – jaki byłby to kolor? 

Mateusz: Obecnie chyba pomarańczowy, nawiązując do naszych stylówek z klipu do ostatniego singla Noc z dniem (śmiech).

Łukasz: A ja bym wybrał kolor ciemnozielony z elementami złotego. Bo taki kolor ma cyferblat mojego ulubionego zegarka. Kolor ten symbolizowałby nadzieję oraz spokój, co byłoby dosyć przewrotne, bo w muzyce Reflektora tego nie znajdziecie. 

Alicja: Na koniec trochę z przymrużeniem oka – pamiętacie najdziwniejszy komentarz, jaki kiedykolwiek usłyszeliście o swojej muzyce? 

Łukasz: Podczas naszego pierwszego spotkania z Pawłem Swiernalisem w studiu puszczaliśmy wersje demo, nagrane przez nas w domu. Po przesłuchaniu jednej z piosenek, Paweł odwrócił się w naszą stronę i z pełną powagą w głosie skomentował: „Chłopaki, ja uważam że to stare disco polo z lat 90. to nie było takie złe”. Było to odnośnie jednej z piosenek, która rzeczywiście w tej pierwszej przygotowanej przez nas wersji miała lekki discopolowy sznyt. Podczas pracy nad tym utworem odeszliśmy oczywiście od tej stylistyki, a utwór ostatecznie przyjął formę bardziej rocka alternatywnego. 

Dzięki chłopaki za rozmowę, trzymam za Was mocno kciuki, niech Wasza muzyka niesie się jak najgłośniej 😉

Napisz komentarz