“Wszystko zaczęło się nocą…” – muzyczno-radiowy świat Adama Droździka, dziennikarza Polskiego Radia PiK

Doceniany przez słuchaczy, zarażający pasją do muzyki, oddany swojej pracy i audycjom, które wciągają go bez reszty. Gdyby za młodu nie związał się z radiem, być może znalibyśmy go obecnie jako cenionego artystę-plastyka. Człowiek wielu talentów, a przy tym skromny i niezwykle życzliwy.

Adam Droździk – dziennikarz. Na antenie Polskiego Radia PiK od 1989 roku. Z uporem maniaka dba o dobre imię muzyki rockowej, szczególnie tej podniesionej do rangi sztuki. Uzależniony od nut. Słucha także dobrego jazzu, bluesa i muzyki alternatywnej. Popularyzator nietypowych brzmień, chętnie poszukujący ich w Skandynawii i każdym nietypowym miejscu na Ziemi. Autor audycji “Poeci Rocka”, “Rock Around” i “Muzyczne podróże”. Współautor koncertowych spotkań w studiu i na antenie. Miłośnik zwierząt z wyraźnym “bzikiem” na punkcie swojego kota. W wolnych chwilach chętnie oddający się drugiej miłości, czyli plastyce. Jeśli jest ich więcej, chwytający za gitarę bądź udzielający się w kuchni. Na gitarze grać nie potrafi, ale lubi! Zdecydowanie lepiej niż gitarowe kompozycje, wychodzą mu pierogi.

Agnieszka: Kiedy i w jakich okolicznościach postanowiłeś zostać prezenterem radiowym?
Adam: O tym zadecydowała miłość do muzyki, a za nią i praca w wypożyczalni płyt CD, bardzo popularnych w latach 80. ubiegłego wieku. Z jej zasobów korzystało również Polskie Radio PiK. W ten sposób zbliżyłem się do rozgłośni, w której zacząłem bywać jako gość aż… pewnego dnia zaproponowano mi samodzielne prowadzenie audycji muzycznych. I tak trwa to już niespełna 34 lata.  (uśmiech!)

Agnieszka: Piękna historia. Z pewnością ten debiut masz wciąż żywo w pamięci?

Adam: Wszystko zaczęło się nocą! A właściwie o północy z soboty na niedzielę. Tak też nazywał się program nocny – “Sunday/Monday”, w którym z kolegą mieliśmy swobodę prezentowania muzyki z płyt wartych polecenia. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach otwieraliśmy się na szeroki dostęp do muzyki z nośników cyfrowych. Płyty CD przywożone były z Berlina Zachodniego…

Dużo nowości dostawało się bardzo szybko na radiową antenę. (uśmiech!)

Agnieszka: Czy od zawsze popularyzowałeś wyłącznie muzykę rockową, czy inne gatunki również bliskie są Twojemu sercu?


Adam: Wychowywałem się na muzyce rockowej, właściwie dzisiaj już uważanej za klasykę tego gatunku. Lata 70. XX wieku były piękną szkołą rocka, ale i wcześniej chłonięta muzyka utkwiła we mnie na dobre i obecnie również potrafi zabrzmieć sentymentalnym echem. (uśmiech)

Agnieszka: “Poeci Rocka” – jako poetkę (uśmiech!), wyjątkowo ciekawi mnie, co autor audycji miał na myśli, nadając jej taki właśnie tytuł?

Adam: To żadna tajemnica… (śmiech!) Początkowo audycja przybliżała teksty artystów i grup, które – moim zdaniem – podnosiły gatunek rockowy do rangi sztuki. Muzyka w odniesieniu progresywnym, wykonawcy wpisujący się w ofertę art-rocka zawsze wykazywali się smakiem i wrażliwością dla muzyki, i warstwy lirycznej. To działało na moją wyobraźnię. Z biegiem lat audycja się nieco zmieniła, jednak wciąż jej sednem jest popularyzowanie poetyckiej strony muzyki rockowej.

Agnieszka: A “Rock Around” jakie ma misje i cele?

Adam: W zasadzie w każdym z moich odniesień do rocka starałem się ukazywać jego szlachetność, bronić tego gatunku przed obiegową opinią obdartych szarpidrutów, którzy tylko generują hałas. W audycjach do dzisiaj stawiam na muzyczną jakość. Muzyka rockowa w pełni na to zasługuje. Stronię od wszelkich modnych zastosowań, które szybko znikają, nie pozostawiając po sobie ważniejszych śladów w historii muzyki.

Agnieszka: Czy udało Ci się zarazić Bydgoszcz rockiem?

Adam: Tylko Bydgoszcz? Rozgłośnia ma charakter i zasięg regionalny! (śmiech!)

W czasach startu mojej radiowej przygody nie było Internetu. Naziemne rozgłośnie komercyjne też dopiero raczkowały. Z tamtych lat do dzisiaj dobiegają mnie głosy Słuchaczy twierdzących, że muzyka z audycji, które mam zaszczyt prowadzić, miała jakiś wpływ na ich gusta, na ich życie… To bardzo miłe. (uśmiech!)

Agnieszka: Twoja praca radiowego dziennikarza muzycznego jest szanowana i doceniana, o czym świadczą liczne wyróżnienia oraz nagrody, jakie otrzymałeś przez lata.

Adam: Nie pracuję dla wyróżnień! To oczywiście bardzo ważne gesty, ponieważ  przekonuję się, że moja praca nie idzie na marne, jednak radio potrafi uzależnić, kraść masę czasu, a każda audycja stanowi wyzwanie. Słuchacz bardzo szybko wyłapie “ściemę” i być może nie będzie chciał wrócić. O ile Słuchacze poświęcają im swój czas, to jest dla mnie najcenniejszym wyróżnieniem. (uśmiech!)  A konkurencja rośnie…  (śmiech!)

Agnieszka: Prywatnie “masz kota” na punkcie kota…  Opowiedz nam o tej miłości.

Adam: Mój kot o imieniu Tofik to prześliczna, ruda znajda. Jak opowiedzieć o miłości do miauczącego futrzaka? Wystarczy, że nie traktuję go jako zwierzę a członka rodziny, którego czytać trzeba się było nauczyć; z którym rozmawia się i wierzy, że doskonale wszystko rozumie; który potrafi słuchać i reagować na moje emocje. Bardzo irytuje mnie zupełnie bezsensowne porównywanie psów i kotów, czego efektem jest stawianie tych drugich gdzieś niżej w hierarchii. Kot to kot, a psy też bardzo kocham! (uśmiech!)

Agnieszka: Rozumiem, że lepienie pierogów jest efektem Twojego rozmiłowania się w sztukach plastycznych… 

Adam: Pierogi… Jeśli ktoś je lubi, to i przygotowanie ich nie stanowi problemu, a te domowe zawsze są najsmaczniejsze. Przyznaję, że w świątecznym wydaniu są nie lada wyzwaniem, bo i przez lata urosła znacznie grupa ich amatorów… a to już tłumaczy się nie setkami sztuk. Przekroczyć tysiąc już mnie nie zdziwi! (śmiech!) Ponieważ jestem diabetykiem, bardzo trudno mi utrzymać ograniczenie w konsumpcji. (uśmiech!) A wychodzą smaczne!!!

Agnieszka: A tak na poważnie: rysujesz, malujesz?

Adam: Sztuki plastyczne? Już dawno nie malowałem… Tutaj już nie tylko chodzi o czas, ale również odpowiednie światło. Poza tym farby brudzą i łatwo dostać po głowie. (śmiech!) Rysunek? Częściej, bo łatwiej znaleźć miejsce i sposobność… Jeszcze kilka lat temu potrafiłem pochylić się nad drewnem i za pomocą ujarzmionej elektryczności wydobywać z niego obrazy… Wiele z nich znalazło sobie miejsce gdzieś w szerokim świecie. (uśmiech!) Jeszcze do tego wrócę!

Agnieszka: A co z tą gitarą? Jest czas, by czasem pograć…  

Adam: Hmmm… kiedyś potrafiłem spędzać z nią wiele godzin dziennie. Dzisiaj oczywiście potrafię ją nastroić, pamiętam chwyty… Codzienność zabiegana i wnosząca coraz więcej obowiązków, kradnących czas, nie pozwala dotknąć sześciu strun… Ale mam ją na widoku, odkurzam; jest wierna i cierpliwa… i tylko trochę młodsza niż ja. (śmiech!) Wie, że o niej pamiętam i przyjdą jeszcze dla nas dobre dni. (uśmiech!)

Agnieszka: Dziękuję Ci bardzo, Adamie, za rozmowę. A Państwa czytelników zapraszam serdecznie na fale Polskiego Radia PiK!

autor: Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz

Podziel się swoją opinią ;)