#gwiazdynarozbiegu: KAŚKA SOCHACKA

Kaśka Sochacka to autorka jednej z najbardziej wyczekiwanych płyt ostatnich lat. Dla wielu jej album „Ciche dni” już zyskał miano DEBIUTU ROKU. Dziewczyna, która nagrała piosenka z Dawidem Podsiadło, Kortezem i Vito Bambino. Laureatka plebiscytu SANKI Gazety Wyborczej. Drobna, wydawać by się mogło, że i delikatna, ale chyba nie ma na polskim rynku muzycznym równie twardej, upartej i cierpliwej wokalistki. To wszystko okraszone wyjątkowym talentem i zarówno w pisaniu, jak i śpiewaniu daje połączenie jakiego jeszcze nie było.

Roksana: „Ciche dni” – tytuł trochę na przekór, bo ta płyta oficjalnie kończy Twoje ciche dni i teraz już chyba nie dasz nam o sobie zapomnieć? 

Kaśka: Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale byłoby ekstra, gdyby się tak wydarzyło.

R: Ciche dni zazwyczaj kojarzą nam się z dość specyficzną sytuacją w związku, jak to jest w Twoim przypadku? 

K: Ciche dni, to te trudniejsze chwile w relacji, ale po nich często przychodzi jakiś rodzaj oczyszczenia, nowej nadziei. Po burzy często wychodzi słońce i z tym mi się ciche dni kojarzą najbardziej. 

R: Należysz do zwolenników cichych dni, czy wolisz wszystko wyjaśniać na bieżąco? 

K: Ja jestem zwolenniczką rozmów i szukania rozwiązań, ale nie będę ściemniać – w trudnych momentach daje sobie czas na przemyślenie i również praktykuję ciche dni (śmiech).

R: Tym albumem oficjalnie debiutujesz, ale nie wchodzisz na rynek jak ktoś zupełnie nowy. Dwa lata temu pojawiła się „Wiśnia EP” i to z nią zaczęłaś przecierać pierwsze szlaki. To wtedy zaczęto pytać co to za Kaśka i szukać autorki piosenki z poruszającym tekstem o tęsknocie. Dziś wracasz z nowym długogrającym wydawnictwem – czy dzięki temu, że od tamtego dnia zbudowałaś sobie swoją grupę odbiorców, którzy niecierpliwie czekają na twoje nowości łatwiej jest wydawać tak intymny, osobisty materiał? 

K: Na pewno sukces „Wiśni” i piosenek z EP bardzo mi pomógł i rzeczywiście sprawił, że ktoś naprawdę na tę płytę czekał. Było mi bardzo miło, że nawet mimo pandemii i tego wszystkiego, co dookoła, dostawałam cały czas sygnały od ludzi, że czekają, że trzymają kciuki, że kupią płytę. Bardzo za to dziękuję. 

R: Koronawirus mocno krzyżuje plany wszystkim, ale Ty mimo to nie chciałaś poczekać do lepszych czasów z premierą, póki co nie zagrasz trasy promującej ani nie spotkasz się z fanami na podpisaniu płyt. Nie wiadomo kiedy będzie lepiej, mimo wszystko nie wolałaś jeszcze trochę zaczekać?

K: Ani przez sekundę się nad tym nie zastanawiałam. Wierzę, że tak samo jak na płytę, ludzie poczekają na koncerty i że się na tych koncertach spotkamy. Bardzo bym chciała, żeby to było już, ale jestem cierpliwa.

R: „Mróz” to utwór chyba najstarszy na płycie? Pamięta jeszcze Twoje czasy w MBTM. W pewnym sensie opisuje te 7 lat powstania albumu – „tyle miałam znaczeń, tyle wschodów i zachodów, tyle krętych ścieżek w górę, tyle lodu, zimna, chłodu. Uciekałam przez domysły, testowałam intuicję, przenikając przez milczenie tworząc nowe definicje mnie”. Czy dzisiaj już znalazłaś definicję Kaśki Sochackiej, czy ona wciąż się tworzy?

K: Tak naprawdę to ta definicja się tworzy przez całe życie, ale rzeczywiście wiem dziś o sobie o wiele więcej niż wtedy. 

R: Mam wrażenie, że ludzie, którzy utożsamiają się z Twoimi numerami, a jest ich wiele czytając komentarze min. na YT, automatycznie stają się w jakiś sposób Twoimi przyjaciółmi, powiernikami z którymi dzielisz się tym wszystkim co większość z nas chowa głęboko w sobie. Jak się czujesz czytając, że Twoja piosenka w jakiś sposób komuś pomogła? 

K: Pięknie. Nie czytam za dużo komentarzy, ale czasem rzuci mi się w oczy, że ktoś miał jakieś konkretne doświadczenia, trafił na piosenkę i że mi dziękuje, bo ta piosenka mu pomogła. Sama szukam w muzie tych możliwości, żeby coś przeżyć, żeby popaść w jakieś refleksje i cieszę się, że moja muza działa tak na innych.

R: Jednocześnie pomagasz w ten sposób nazwać to czego my nie potrafimy, porządkujesz bałagan w niejednej głowie. Zupełnie jak terapeutka. Takie określenie Ciebie też można znaleźć w wypowiedziach słuchaczy. Spodziewałaś się, że rola wokalistki tak diametralnie może się zmienić i przybrać zupełnie inne znaczenie? 

K: Zawsze było tak, że jak moi kumple mieli problemy z dziewczynami, to przychodzili z tym do mnie, po rady. Podobnie moje przyjaciółki. Lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać i w jakiś sposób „rozgryzać”. Zresztą – nie tylko ich, ale też siebie. Studiowałam podyplomowo psychologię, stricte dla przyjemności, żeby się rozwinąć. Zawsze interesowały mnie relacje, zachowania i ludzkie motywacje. Piosenki są dla mnie jakąś formą autoterapii i cieszę się, że na innych działają podobnie. 

R: Jesteś idealnym przykładem na to, że metafory nie zawsze są dobrym rozwiązaniem, że czasami trzeba mieć odwagę nazwać rzeczy po imieniu, szczególnie jeśli w grę wchodzą uczucia. Wydaje mi się, że im młodsze pokolenie tym bardziej ludzie omijają konfrontacje, rozmowę i wiele sytuacji przemilczają. Bo tak jest prościej, może dzięki Twojej płycie ludziom łatwiej będzie być wobec siebie szczerym?

K: To, co złe w naszych relacjach, często bierze się stąd, że ktoś gdzieś w porę nie powiedział czegoś ważnego, albo powiedział, ale ktoś inny nie chciał słuchać. 

R: Na płycie słyszymy trzech Panów – bo cóż by to były za ciche dni bez facetów! 🙂 Zebrać takie grono jeszcze na debiutanckiej płycie to wielka sprawa! Jest Dawid, jest Vito, nie mogło też zabraknąć Korteza, z którym stworzyliście chyba najbardziej wyjątkowy duet, o który proszono od czasów trasy z Twoim gościnnym udziałem. Łukasz ma na swoim koncie niezwykle mało takich korelacji muzycznych – jak udało się go namówić?

K: Sam się namówił! (śmiech)  Łukasz sam zaproponował, że się dogra do piosenki. Dla mnie to jest wielkie wyróżnienie. Cieszę się, że tak wyszło.

R: Kortez na koncertach trochę podrasował Twoją „Wiśnię”, a gdybyś ty miała wybrać jeden jego utwór i na nowo zaaranżować, który byś wybrała? 

K: Trudne pytanie. Jest na pewno kilka numerów, z którymi fajnie byłoby się zmierzyć, ale pierwszy na myśl przychodzi mi „Film przed snem”.

R: Będąc gościem na trasie Korteza widziałaś najpiękniejsze sceny w naszym kraju, teraz masz już płytę z którą z powodzeniem po skończeniu tego całego zła związanego z koronawirusem zapełnisz te sale. Czy było takie miejsce na tamtej trasie, które tak cię urzekło, że pomyślałaś KIEDYŚ WRÓCĘ TU ZE SWOIM ZESPOŁEM? 

K: Do każdego miejsca chciałabym wrócić, ale jakoś szczególnie utkwił mi w pamięci Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu. To tam wiele lat temu byłam na precastingu do Mam Talent i to miejsce ma dla mnie jakieś wyjątkowe znaczenie. Podczas koncertu z Kortezem tamte wspomnienia wróciły i poczułam, że to miejsce jest mi bardzo bliskie. 

R: Love story, które dołączyłaś do płyty opowiada drogę jej powstania, taki ukłon w stronę fanów, którzy czekali na to wydawnictwo kilka lat. Takie Twoje love story z muzyką i jak każda prawdziwa miłość, ta też nie była łatwa, ale za to z pięknym happy endem – zamiast żyli długo i szczęśliwie u Ciebie powinno się znaleźć „I GRAŁA DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE” – i tego Ci najmocniej życzymy 🙂

K: Dziękuję pięknie. Do zobaczenia na koncertach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.